Kiedy cierpliwość się kończy… Bomba wybucha.

Bomba wybuchła.

Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Ba, jest mocno słabą ;D. Choć i tak to się poprawiło. Czekanie w kolejkach lub czekanie na spóźniający się autobus… sprawia, że człowiek nabiera dystansu. Jednak nadal nieziemsko irytuje mnie to, że ktoś nie szanuje mojego czasu, ponieważ ja staram się szanować czas innych i nie lubię spóźnień. Często jestem na miejscu sporo przed czasem, jako że muszę dojechać.

Wracając do Gaduły, o której kiedyś wspomniałam, w końcu ludzie nie wytrzymali i powiedzieli Jej, co o niej myślą, a właściwie napisali, ale mniejsza o to. Nerwy nie pozostały na wodzy. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Ale sprawa na razie ucichła. Ja co miałam powiedzieć, to powiedziałam. Moja cierpliwość się skończyła, teraz panuje ignorancja. Czasem jedyne rozwiązanie w obcowaniu z kimś to po prostu się przyzwyczaić lub nie zwracać uwagi.

Nie można się też przejmować wszystkimi problemami świata i ludzi wokół, bo gdzieś po drodze zatraci się siebie.

Swoją drogą, ciekawe jest, jak szybko jednostka może zostać wykluczona przez grupę. Z pewnością niemiłe doświadczenie.

A w związku z tym, to konflikty również nie są moją mocną stroną. Nie uważam się za konfliktową osobę, co raczej jest na plus i unikam ich jak ognia.

No bo po co się kłócić?

Żeby wyładować emocje? Żeby dać popalić drugiej stronie, a niech ma za swoje?

Żeby udowodnić swoją rację?

Żeby sobie powrzeszczeć i zedrzeć gardło?

Po co?

Tym bardziej, że zwykle idzie o rzeczy błahe, jak tak na nie obiektywnie spojrzeć.

Niektórzy są kłótliwi z natury i wszczynają kłótnie dla własnej satysfakcji.

No cóż, staram się z takimi typami nie wchodzić w dyskusje, bo jaki to ma sens?

Uznaję, że nie ma.

Ostatnio towarzyszyła mi złość. Minęła. Przyszła obojętność.

Nazbierało mi się parę spraw do załatwienia. Trochę chmur zawisło nad moją głową i trzeba je przepędzić. ;)

Dwie sytuacje

Stałam na przystanku, czekając na autobus w mieście, którego nie lubię. Prawie nikogo na nim nie było. Patrzyłam na wysoki budynek Wydziału Ekonomicznego i znajdujące się po drugiej stronie ulicy sklepiki, kiedy zajechał pod nie niebieski TIR. Wysiadła z niego kobieta, trzymająca w ręku portfel. Zastanowiłam się przez moment, czy dobrze widziałam i czy ona faktycznie wysiadła od strony kierowcy. Dostałam potwierdzenie, gdy po kilku minutach wróciła i zasiadła za kierownicą, a potem odjechała, nie wyłączywszy świateł awaryjnych, na których zostawiła ciężarówkę pod sklepem z pieczywem. Widok ten był dla mnie dosyć osobliwy, bo o ile widuję kobiety prowadzące autobusy, co nie dziwi, i kobiety w ciężarówkach jako pasażerki, o tyle za kierownicą TIR-a jeszcze żadnej nie widziałam. Do tamtej pory.

tree-164915_960_720 (pixabay.com)

Druga sytuacja miała miejsce w mojej wsi. Odwoziłam tatę do pracy. Dostrzegłam, że coś się dzieje. Na drodze stały samochody służby drogowej, dwóch z robotników stało na środku ulicy, a kilku innych wokół drzewa, które prawie zostało pozbawione pnia. Dwóch, stojących na drodze panów nie przepuszczało mnie, więc czekałam, patrząc co się wydarzy. No i wydarzyło się. Drzewo rąbnęło z hukiem na ulicę, a jego korona rozsypała się w drobny mak. Tym samym droga przejazdu została zablokowana i zostałam zmuszona do nawrócenia i pojechania dookoła, by dotrzeć do celu. Pomyślałam: Kto w taki sposób teraz wycina drzewa, zwalając je na ulicę? W mieście widywałam nieraz, jak robili wycinkę i zawsze podjeżdżano dźwigiem i ścinano drzewo od góry, zaczynając od gałęzi i schodząc do pnia. Na pewno nie ścinano najpierw pnia i nie zwalano całego drzewa na drogę, uniemożliwiając jakikolwiek przejazd. Moment, w którym to drzewo spadło i zderzyło się z asfaltową powierzchnią stanowił naprawdę niesamowity widok, którego jednak wolałabym nie powtarzać.

Jak wyjść na idiotkę…. i wcale się do tego nie przyczynić!

Lena ,,Mądra Głowa”, wcale nie wybrała się do Pacanowa. Poszła do lekarza, w celach profilaktycznych, aby w jakiejś przyszłości nie usłyszeć diagnozy: Ma Pani czerniaka. Przeszła zabieg usunięcia znamienia, o czym nie omieszkała tu wspomnieć i co potem?

Wszystko się zagoiło, chyba całkiem prawidłowo. Oczekiwała więc na wynik. Pan doktor był na tyle uprzejmy, że kiedy Lena opuszczała gabinet, przypomniał jej jeszcze, że ma się zgłosić po jego odbiór za 3 tygodnie.

Ona jednak nie mogła się tam stawić tego dnia, więc poprosiła ciocię.

Cztery tygodnie od zabiegu upłynęły, więc wczorajszego dnia w ruch poszedł telefon. Lena, jak to jej się zdarza, zapomniała, żeby ciotce przypomnieć o prośbie, ale zdecydowała, że może jednak nie było to potrzebne i wieczorem zadzwoniła, by zapytać, czy owy wynik jest już, czy go jeszcze nie ma.

- Hej – przywitała się Lena.

- No cześć, L. – usłyszała w odpowiedzi. – Co tam?

- Nie byłaś u doktorka, nie? – zaczęła trochę nieśmiało.

- Byłam – odpowiedziała ciocia.

- Ooo, i jak? Jest wynik?

- Nie, nie ma. – Mina Lenie zrzedła.

- Ale przecież miał być…- odrzekła zrezygnowana i z lekką pretensją w głosie.

- Ale się przeciągnęło. Lekarz powiedział, że nawet do 6-ciu tygodni się czeka.

- Aha – L. się poddała. – Dobra, dzięki bardzo. Cześć – pożegnała się.

I teraz tak: Po zabiegu usłyszałam, że mam przyjść po wynik za miesiąc. Miesiąc teoretycznie składa się z czterech tygodni. Mniej więcej. Przy ściąganiu szwów, czyli tydzień później usłyszałam, że mam się pojawić po wynik za trzy tygodnie. Jak ktoś coś konkretnie do mnie mówi, to oczywiście zapamiętuję i przyjmuję do wiadomości. A tu się okazuje, że mam czekać dalej…

No więc…:

PO JAKIEGO WAFLA KAZANO MI PRZYCHODZIĆ ZA MIESIĄC? NIE MOŻNA BYŁO POINFORMOWAĆ, ŻE DO 6 TYGODNI SIĘ CZEKA NA WYNIK?

Apel do Dupków i Ćwoków

(Utrzymane w klimacie dwóch poprzednich wpisów.)

Drogi, Dupku! Drogi, Ćwoku! Drodzy Dupkowie i Ćwokowie!

Wiem, że mało Was to obchodzi,

Wiem, że w poważaniu macie moje zdanie,

Ale mimo to, i tak je wypowiem

Na piśmie.

Ty, z czarnej toyoty, nie musisz na mnie trąbić i wymachiwać tymi łapskami zza samochodowej szyby o godzinie 6-tej rano, tylko dlatego, że wolno ruszyłam!

Spieszy Ci się? To ku..wa wyjedź 5 minut wcześniej, a nie na styk!

Powyrywałabym Wam te klaksony za używanie ich niezgodnie z przeznaczeniem…

Ty, co mi wózkiem w supermarkecie najeżdżasz na nogi! Przestań, to robić! Jeszcze nie raczysz przeprosić…

Ty, co chodziłeś ze mną do jednej klasy przez kilka lat, a na ulicy ,,cześć” powiedzieć nie potrafisz,

Wiedz, że NIE zależy mi na tym. Możesz odwracać głowę w drugą stronę i udawać, że się nie znamy.

Ty, co przypominasz sobie o mnie, gdy masz potrzebę,

A idź, pocałuj słonia w trąbę,

Oczywiście, na szczęście!

Nie będę Ci żałować, bo już i tak szkoda mi i Ciebie, i mnie, że się z kimś takim poznałam.

Ty Dupku, jeden z drugim, co mi nadziei narobisz, a potem odchodzisz,

Znikasz bez słowa,

Łamiąc mi serce

Bawi Cię to?

Jeśli tak, to masz kiepskie poczucie humoru.

Wy, co krzywo się patrzycie, bo coś Wam nie pasuje i właściwie sami nie wiecie co,

Na Was to akurat słów mi brakuje…

Wy, którzy widzicie błędy wszystkich dookoła, lecz nie własne

Zastanówcie się czasem i spójrzcie w końcu na siebie, bo słowa ranią czasem bardziej niż uderzenie.

Wy, wszyscy, co mnie denerwujecie!

Czasem mam Wam ochotę pokazać środkowy palec,

Czasem chcę na Was nawrzeszczeć, potrząsnąć, zwyczajnie przywalić,

(Pewnie czasem też ktoś ma ochotę mnie udusić gołymi rękami… Bo taka bywa ze mine ,,urocza”  istotka)

Zamiast tego przypominam: UPRZEJMOŚĆ I ŻYCZLIWOŚĆ w stosunku do innych, nawet tych roztrzepanych, NIE GRYZIE!

 

 

 

 

Najlepsze uczucie na świecie

Dla odmiany.

Gdy spotykasz dawno niewidzianego przyjaciela/przyjaciółkę, z którym/którą pozostajesz w dobrych kontaktach.

Gdy po całym dniu kładziesz się do łóżka, bierzesz do ręki książkę i zaczynasz czytać albo włączasz dobry film, wsiąkając w wymyślony świat.

Gdy słońce przyjemnie ogrzewa Twoją twarz.

Gdy idziesz na babski wieczór, gdzie facetom wstęp wzbroniony i rozmawiacie o wszystkim do samego rana.

Gdy wkładasz do ust kostkę ulubionej czekolady, słuchając przy tym muzyki.

Gdy osiągasz sukces i Twoja praca zostaje doceniona.

Gdy otacza Cię Twój ulubiony zapach, wywołujące u ciebie dobre skojarzenia.

Gdy zasypiasz i masz sen tak przyjemny, że nie chcesz, aby się skończył.

Gdy wiesz, że w danej chwili możesz sobie pozwolić na słodkie lenistwo.

Gdy nadchodzi wieczór skąpany w księżycowej poświacie i zdajesz sobie sprawę, że możesz go oglądać. Możesz stać w tym miejscu, w danym czasie i patrzeć na to piękno.

Gdy prowadzisz niesamowicie pochłaniającą i ciekawą rozmowę z dobrym rozmówcą.

Gdy doświadczasz ludzkiej życzliwości i otrzymujesz wsparcie, uświadamiając sobie, że nie jesteś sam/sama.

Gdy kot przymila się do Ciebie, wskakując na kolana lub ocierając się o Twoje nogi. Gdy głaszczesz go, a on sobie zwyczajnie mruczy.

Gdy akt odwagi się opłacił.

Gdy zawaliłaś/łeś sprawę, ale Ci się upiekło….

(No właśnie, już tyle razy, jadąc samochodem miałam niebezpieczną sytuację i na szczęście nic się nie stało. Wczoraj przy wyprzedzaniu autobusu – w odpowiednim miejscu – nagle mi z naprzeciwka wyjechał samochód i znalazłam się pomiędzy młotem a kowadłem, bo znajdowałam się na równi z autobusem, a ten z naprzeciwka po prostu jechał wprost na mnie. A dzisiaj uderzyłam podwoziem w dużą bryłę ziemi, która leżała na ulicy, po drugiej stronie ulicy za to znajdowała się wielka dziura… A za mną jeszcze jechał dostawczak…)

Coś się ostatnio dzieje i nie wiem jeszcze co…

Najgorsze uczucie na świecie

Kiedy Twój świat wali się w posadach. Jedna cegiełka po drugiej kruszą się na drobne kawałki. Takie, że wydaje Ci, iż nie będziesz w stanie ich posklejać, a cała reszta świata trwa dalej, jak gdyby nigdy nic. Ludzie śmieją się, opowiadają sobie różne historie, piją kawę, jedzą obiad, podczas gdy Ty płaczesz i czujesz się tak niesamowicie bezsilny/na, kiedy rozdziera Cię od środka, oni sobie żartują, żyją swoim życiem.

Kiedy chcesz pomóc komuś z całych sił, ale nie możesz. Jesteś bezradny/na. Są chęci, lecz nie można zadziałać, np. bo dzieli Was spora odległość.

Kiedy byłaś/łeś związana z czymś przez 8 lat i nagle to się kończy, bo tak już jest, że wszystko się kiedyś skończy. Normalny przebieg, taki los, a jednak jest Ci przykro, smutno, bo to Ci towarzyszyło, bo stało się częścią Twojego życia, wywarło na Ciebie wpływ. Bo to podziwiałaś/łeś.

Kiedy bliska osoba zawiedzie Twoje zaufanie. Albo kiedy np. kupisz sobie tabletki w aptece, a po przyjściu do domu odkryjesz, że opakowanie jest puste, jak mi się to dzisiaj zdarzyło…

Kiedy wiesz, że nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko odpuścić i się poddać.

Kiedy siedzisz przed obcym człowiekiem i wiesz, że on Cię ocenia.

Kiedy stoisz na środku przed tłumem ludzi i czujesz się sparaliżowany/na, nie możesz wydusić z siebie słowa, a oni patrzą i czekają.

Kiedy przekręcasz klucz w zamku do swojego mieszkania, przekraczasz próg i nie ma tam nikogo, kto mógłby Cię przytulić, gdyż miałaś/łeś naprawdę paskudny dzień.

Kiedy wiesz, że zawaliłeś/łaś na maksa, że ponosisz za coś winę i musisz wymyślić jak to naprawić, bo poczucie winy zżera Cię od środka, ponieważ drugiej stronie należy się jakaś rekompensata.

Uczucia nienazwane. Do końca niezdefiniowane. Przytłaczające.

Najgorsze na świecie.

Śmiałe wnioski

Czy Polska to umierający pacjent?

Czy istnieją leki na nowotwory i AIDS, tylko koncerny farmaceutyczne nie chcą ich wypuszczać na rynek?

Czy gdyby poprosić jakiegoś matematyka o wyliczenie, kiedy umrze ostatni Polak, podałby dokładny termin?

Czy będziemy jednym z ostatnich pokoleń, które umrze, a te po nas nie, bo znajdą się sposoby na nieśmiertelność?

Pewna osoba w moim otoczeniu ostatnio stwierdziła, że tak.

Czarna to przyszłość.

Skaza na ,,looku”

,,Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…
Być kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie…” – śpiewa Alicja Majewska w piosence pt. ,,Być kobietą”.

Ach, być kobietą!

W autobusie spotyka się różne osobowości i różne osobliwości. ;)

I tak oto dzisiaj dostrzegłam dziewczynę, wzrostu ok. 170 cm, szczupła, ubrana w skórzaną kurtkę, na którą narzuciła modne ostatnio futerko, miała spódnicę w czerwono-czarną kratę, jasnoróżowy, tzw. łososiowy szalik wokół szyi, na nogach kozaki, blond włosy upięte w niedbały koczek na czubku głowy, podpięty ładnie spinkami, żeby nic nie odstawało. Na ramieniu torebka, wiadomo. Niewątpliwie dziewczyna starała się wyglądać ładnie i modnie. Jednak pojawiła się mała skaza w jej wizerunku, z jakiej raczej nie zdawała sobie sprawy, mianowicie zauważyłam, że poszło jej z tyłu ,,oczko” w czarnych rajstopach.

Ile razy mi się to zdarzyło?!

Człowiek wstaje wcześniej, żeby się upiększyć, ładnie wyglądać, podkreślić swą urodę, zrobić wrażenie, bądź po prostu dobrze się czuć, kobieco! A tu taka dziura w rajstopach wszystko zepsuje… Ten idealny efekt, jaki chciało się osiągnąć. Oczywiście, nie ma się co załamywać, można zaopatrzyć się w rajstopy na zmianę, poszukać łazienki i je zamienić albo udawać, że o niczym się nie wie, ewentualnie, wmawiać wszystkim dookoła, że tak teraz jest modnie! ;D

Można też, tak jak ja dzisiaj, przypadkowo wsadzić sobie w oko szczoteczkę od tuszu do rzęs. Nie polecam! Boli! Łzy popłynęły strumieniem i musiałam zetrzeć cały rozmazany wokół oka tusz i malować jeszcze raz.

Z kolei tak popularne prostowanie włosów u mnie się nie sprawdza. Nie wiem, czy robię to źle, czy mam złą prostownicę, bo faktycznie swoje lata ma, ale to nieważne, bo jak tylko wyjdę na dwór, z powrotem wracają do swojego pofalowanego kształtu, może jedynie trochę prostszego. ;)

Czasem trzeba się natrudzić. ;)

Jutro mamy Dzień Kobiet (obchodzony 8 marca od 1910 roku), ale tego raczej nikomu nie trzeba przypominać. ;) Święto, którego pierwowzorem były Matronalia (przypadające na pierwszy tydzień marca, wiążące się z macierzyństwem i płodnością, podczas których mężczyźni spełniali życzenia swoich żon i obdarowywali je różnymi prezentami), stąd też powtórzę na zakończenie:

Ach, być kobietą! ;)

To czasem wyzwanie. ;D

Źródło:


http://www.tekstowo.pl/piosenka,alicja_majewska,byc_kobieta.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Kobiet

Pracowicie

Podczas jednego z ostatnich wietrznych, paskudnych dni miałam okazję po raz kolejny (trudno określić który dokładnie) przejeżdżać przez moją sympatyczną wioseczkę. I jakże wielkie zaskoczenie mnie spotkało! Jadę, jadę (nie byłam sama w samochodzie) i nagle TO mnie uderzyło! Jechałam prosto, niczego nie musiałam omijać! Półmetrowe dziury w drodze zniknęły! Zasypano je. Nie wierzyłam. To było wprost niewiarygodne, że po dobrym pół roku w końcu ktoś się tym zajął. Ale żeby nie było zbyt fajnie, to pomniejsze dziurska zostawiono. A co tam, poczekajmy aż będą większe i znowu koła będą zanurzać się w nich do połowy… Umiejętność myślenia chyba jednak co niektórych boli.

Wczoraj spotkałam się z trzema przyjaciółkami, dwie z nich mają dzieci. To było dobre spotkanie. Następnie trafiły mi się jeszcze 4 kursy. Pojeździłam sobie. Padłam zmęczona do łóżka, jakby mnie wcześniej przywiązano do konia i przeciągnięto po lesie (prawdopodobnie nie przeżyłabym tego, ale jako porównanie brzmi bardzo obrazowo), i tak spałam do 10-tej.

A dzisiaj właśnie, korzystając z ładnej pogody, jaką mamy, postanowiłam oderwać się od tego, na czym zwykle się skupiam i przeszłam do tego, co zwykle sobie odpuszczam, czyli porządków i sprzątania.

Ubrania poskładałam wczorajszego wieczoru, więc zaraz po śniadaniu, zgarnęłam ściereczki i buteleczki z ,,magicznymi” (czyt. chemicznymi) płynami, wzięłam w dłoń kluczyki, narzuciłam kurtkę i powędrowałam na podwórko, do auta. Najpierw odbyło się szorowanie w środku, potem na zewnątrz. A kiedy już mój Zielony Skrzat (nie Pszczółka, ani Żaba!) był wypucowany na błysk i poodkurzany, wróciłam do domu i umyłam okna. (O lustrze zapomniałam…).

Potem znowu zabrałam się za pisanie pracy magisterskiej, no i utknęłam. Nie mam weny, a książki niedługo do zwrotu… Może jeszcze uda się je przetrzymać?? ;D Albo się sprężę i zmotywuję. Ewentualnie pójdę po nie jeszcze raz xD.

Teraz, czując się wypompowana z energii, słucham muzyki i kończę swój marny wywód na temat sprzątania.

Dobrego weekendu dla wszystkich! ;)

Zrozumienie

Od razu na początku się przyznaję, że będą zaniedbania z mojej strony w sferze blogowej, bo wróciłam na uczelnię (Taaaaaak się cieszę z tego powodu…). Logika zostanie zapewne moim ,,ulubionym” przedmiotem, jak już dojdzie do planu, a właśnie – plan kiepski. Mniejsza o to. Przechodzę do właściwej części.

Zrozumienie określane jest jako wyrozumiałość lub życzliwy stosunek do kogoś/czegoś. Mówią, że najlepiej zrozumie nas osoba, która znajduje się lub znajdowała dokładnie w tej samej sytuacji, co my. Dlaczego? Bo też tego doświadcza/doświadczyła, bo czuje/czuła te same emocje, bo też musiała przejść przez poszczególne etapy rozwiązania problemu. Bo po prostu wie jak to jest. A ktoś, kogo nigdy przedtem dana sytuacja nie dotknęła osobiście, może tylko doradzać, może sobie wyobrazić jak to jest, może starać się zrozumieć, pocieszyć, ale to nie będzie pełne, nie do końca spełni oczekiwania.

Zrozumienie było czymś, czego długo szukałam, czego pragnęłam bardzo mocno. Chciałam pójść do kogoś, wygadać się, opowiedzieć o wszystkim, co spotkało mnie w danym dniu, tygodniu czy miesiącu, o tym jak było czasem trudno coś znieść i usłyszeć od tej osoby: rozumiem cię. Takie prawdziwe, szczere, czyste dwa słowa – rozumiem cię. To była moja potrzeba.

Zaspokajałam ją tylko częściowo, bo nikt nie doświadczał tego, co ja w moim otoczeniu. Czasem tak, bo wiadomo, że zdarzają się np. w klasie sytuacje, które dotyczą wszystkich uczniów. Ale i tak jedni się przejmują, a po innych coś spływa jak po przysłowiowej kaczce. Ja oczywiście, zawsze się przejmowałam. Teraz przynajmniej wiem z czego to wynikało i wynika. Ze STRACHU, jakiego nikt z nich nie czuł.

Nie staram się już tłumaczyć i wyjaśniać czegoś komuś, tak jak to robiłam, chcąc by pojął w pełni, by dobrze mnie zrozumiał i nie pomyślał o mnie czegoś złego. Nie robię tego, bo kto ma zrozumieć lub zechce to uczynić – zrobi to. Po co też tłumaczyć się ludziom obcym, których prawdopodobieństwo ponownego spotkania jest bardzo małe? Czasem też zwyczajnie lepiej coś przemilczeć, żeby nie powiedzieć za dużo. ZROZUMIAŁAM, że nie muszę żebrać o czyjąś wyrozumiałość i życzliwy stosunek do mnie. Choć właśnie taka starałam się być dla innych, więc miałam też podobne oczekiwania względem traktowania mojej osoby.

Usłyszałam ostatnio, że nie mogę się ukrywać w domu. No, nie mogę. Po części to robiłam, nie ukrywam, że najbezpieczniej i najlepiej czuję się we własnym domu. Trochę chyba oszukiwałam, że się nie chowam… Wychodzę, spotykam się ze znajomymi ostatnio dosyć często. Jeździłam do mechanika, na zakupy, po lekarzach. Wychodziłam. Teraz znowu na uczelnię. Zgłosiłam się do wykonania zadania na następne ćwiczenia, żeby mieć z głowy. Już prawie kończę pierwszy rozdział magisterki. Dlaczego o tym wspominam?

Bo dziś, siedząc w autobusie, po ponad dwóch tygodniach wolnego, spojrzał na mnie jakiś chłopak. Nie spodobało mi się to. Nie lubię jak ktoś się na mnie gapi. Ale zaraz pomyślałam: A niech to robi! Ja z podniesioną głową też odpowiem mu spojrzeniem. Nie dam się. Poza tym, czy ja jestem jakaś gorsza? Mam dwie nogi, dwie ręce, głowę, włosy, wszystkie palce, mózg (podobno xD), rozmiar 38, więc nie najgorzej, włosy w naturalnym kolorze, co prawda, ale to przecież nie jest złe. Jednocześnie jestem taka jak inni, i jestem sobą. Przede wszystkim NIE jestem jakaś gorsza. W dodatku miałam dziś niesamowity sen, w którym flirtowałam z powodzeniem. No haloo! To dodaje wiary w siebie, nawet jeśli tylko chwilowo, bo to jedynie senne marzenia. I nawet jeżeli to jest głupie, to dlaczego by tego nie wykorzystać, żeby coś poprawić lub zmienić? Jako motywację na przykład.

Podsumowując, czasem najtrudniej jest zrozumieć samą/samego siebie, być wyrozumiałym dla swych czynów, myśli, słów. Być życzliwym wobec własnej osoby. Ale też robić to w sposób sprawiedliwy, poprawny, a nie usprawiedliwiający niecne występki.

 

Źródło:

http://sjp.pwn.pl/sjp/zrozumienie;2547312.html – definicja zrozumienia