Nietaktownie?

Zbliża się Dzień Babci i Dzień Dziadka.

Ostatnio poszłam na pocztę zapłacić za indeks. Zrobiłam interes jak nie wiem co, ale mniejsza o to. Pani oddała mi potwierdzenie wpłaty. Już miałam odchodzić, kiedy wypaliła z pytaniem, czy nie chcę kupić czegoś dla dziadka lub babci.

Pamiętam jedną i drugą babcię, pamiętam dziadka. Drugiego w ogóle nie poznałam, zmarł zanim się urodziłam. Nawet kojarzę prababcię. Ale oni odeszli, gdy byłam jeszcze dzieckiem. (No, w jednym przypadku byłam już pełnoletnia.) Może dlatego mnie niespecjalnie bolą takie sytuacje, choć uważam je za trochę nietaktowne.

Wracając do pobytu na poczcie właśnie, odpowiedziałam, że nie mam już ani babci, ani dziadka. A potem zastanowiłam się, czy wypada w ogóle każdemu coś takiego oferować? Bo przecież naprawdę nie każdy musi mieć żyjących dziadków. Rozumiem: chęć zysku, zbyt, marketing, wymóg pracodawcy, ale gdzieś może jednak warto postawić granicę, bo dlaczego mam wszystkich publicznie informować o swoich prywatnych sprawach, jakby nie patrzeć? Za mną była spora kolejka i ci ludzie na pewno słyszeli tą wymianę zdań.

Mimo, że noszę okulary to potrafiłam zobaczyć bombonierki z napisem: Dla Dziadka, Dla Babci, Najlepszy Dziadek na świecie i tego typu inne. Gdybym chciała, to na pewno bym je kupiła.

Nic wielkiego się nie stało, ale nie zaszkodzi się nad tym zastanowić.

 

Rozmowy o niczym

,,Milczenie jest złotem.” – głosi znana maksyma.

Niestety, niektórzy jakoś nie biorą jej sobie do serca i nie stosują. Usta nieprzerwanie im się poruszają, jakby bali się ciszy albo napawali się dźwiękiem własnego głosu. Podobno większość ludzi, gdy słyszy nagranie swojego głosu, stwierdza, że mu/jej się on nie podoba. A ci, co gadają o NICZYM, chyba mają wprost przeciwnie.

Dzisiaj jestem trochę wkurzona właśnie z powodu rozmów o niczym. Za takie uznaję rozmowy, które po prostu niewiele znaczą i temat szybko się wyczerpuje. Choć co niektórzy i takie tematy potrafią rozciągnąć. Jaki sens? Po co ciągnąć taką rozmowę, skoro nic ona nie wnosi? Żeby gardło sobie zedrzeć? Jak w ogóle podtrzymywać taką rozmowę? Gdy już nie chce mi się odpowiadać, bo nawet nie wiem co miałabym jeszcze dodać, po prostu kiwam głową lub pomrukuję na znak, że się zgadzam. Nie wiem, czy to jest satysfakcjonujące dla drugiej strony. Dla mnie niekoniecznie by było, choć te gesty znaczą, że się słucha, co ktoś mówi.

Nie lubię, kiedy ktoś się powtarza i znowu słyszę tą samą historię. Czasem powtórzenie jest potrzebne, bo można zapomnieć, nie usłyszeć itp. Ale słysząc w ciągu jednego tygodnia trzy razy coś, co już słyszało się dajmy na to dwa tygodnie wcześniej lub miesiąc wcześniej? Mówię stanowcze NIE.

Rozumiem, że ktoś ma potrzebę wygadania się, że  np. starsze osoby czują się osamotnione i zaczepiają kogoś w kolejkach, czy na przystankach, żeby sobie porozmawiać. Jestem z tych, co wolą słuchać niż mówić, ale nawet mnie jest w stanie wykończyć notoryczna gaduła. Osoby, które nie potrafią milczeć są dla mnie strasznie męczące.

Zastanawiam się, co dla nich jest złego w milczeniu i ciszy?

Tym bardziej, że swoim gadulstwem, czasem zupełnie niepotrzebnym same sobie szkodzą w otoczeniu, w którym przebywają i nawet tego nie widzą.

Lub nie chcą widzieć…

Zimowa prawda

Połączę kilka rzeczy w jednym wpisie.

I tak oto zacznę od autentycznego dialogu sprzed miesiąca:

1. ,,-Mgła jest cały dzień. Jutro pewnie też będzie. Nie lubię prowadzić (auta) jak jest mgła.

- Ja też.

- Ty nie prowadzisz.

- Prowadzę. Życie na sznurku.

- Tak?

- No, i mówię: chodź, idziemy dalej.”

Cała rozmowa toczyła się z przymrużeniem oka i było zabawnie.

2. Uwieczniłam trochę tegoroczną zimę (telefonem) na dzisiejszym spacerze:

20170108_151122 — kopia

20170108_151125 — kopia

20170108_151104 — kopia

Zastanawiałyśmy się czy te ślady należą do sarny, czy do zająca. Postawiłyśmy na zająca.

A 3 to piosenka, której ostatnio słucham:



 

Hygge

Pierwszy wpis w nowym roku dobrze byłoby zacząć czymś przyjemnym i optymistycznym, dlatego gdy trafiłam w sieci na artykuł o ,,hygge”, postanowiłam o tym pojęciu poczytać więcej i je opisać.

,,Hygge” (czyta się jako hugge, hygr lub hyggy – trafiłam na takie wersje) – pochodzi z Danii, czyli z państwa, którego obywatele według statystyk są jednymi z najszczęśliwszych na świecie. Choć w Danii pojęcie to istnieje od dawna, w innych krajach Europy dopiero zaczyna zdobywać popularność. Powstaje wiele publikacji na ten temat. Wyczytałam, że taką pierwszą książką o ,,hygge” napisała Marie Tourel Soderberg i nosi ona tytuł ,,Hygge. Duńska sztuka szczęścia”.

Co to jest?

Nie ma jednoznacznej definicji, ale można powiedzieć, że są to ulotne chwile, które sprawiają przyjemność. Np. nasłuchiwanie jak deszcz uderza o szyby, bądź parapet (niektórzy lubią – ja lubię ;)), posiłek w gronie przyjaciół, czytanie dzieciom bajek czy też jesienny spacer, kiedy liście spadają pod nogi, możliwość poczytania książki po pracy. Do osiągnięcia ,,hygge” mogą się przydać: wspomniane już książki, świece, zdjęcia, różne przysmaki, pamiątki, prezenty od innych i … ciepłe skarpety.

Czym objawia się ,,hygge”?

- poczuciem wewnętrznego spokoju,

- poczuciem bycia w pełni w zgodzie ze sobą oraz światem,

- zadowoleniem z bycia tu i teraz,

- poczuciem spełnienia i harmonii.

Ja chyba doświadczyłam ,,hygge” podczas siedzenia nad jeziorem z siostrą w dniu Sylwestra i czekania aż mechanik odda mi auto. Taki mniej więcej miałyśmy widok:

20161231_134840

Tyle. ;)

Źródła:


http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1688434,1,moda-na-hygge-dlaczego-swiat-jest-tak-zafascynowany-dania.read


http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zrelaksuj-sie/hygge-poszukaj-szczescia-w-codziennych-przyjemnosciach_44181.html

Jeszcze przed Nowym Rokiem…

Jeszcze przed Nowym Rokiem napiszę jedną notkę, słuchając piosenek zespołu Goo Goo Dolls.

Aktualnie znalazłam trzy seriale, które oglądam na przemian: This is us, Camelot i Demony da Vinci. Pierwszy z wymienionych dla mnie jest najlepszy, dlatego jemu poświęcę więcej miejsca. Grają w nim m. in. Mandy Moore, znana np. ze Szkoły uczuć i Milo Ventimiglia grający Peter Petrelli’ego w Herosach. This is us jest opowieścią o życiu rodzeństwa Pearson’ów. Rebecce i Jack’owi Pearson’om miały urodzić się trojaczki. Podczas porodu doszło do komplikacji. Urodził się chłopiec, po nim dziewczynka, trzecie dziecko zmarło. Ale pojawił się inny chłopiec, znaleziony w remizie i przywieziony przez strażaka do szpitala akurat tego dnia, w którym rodzina Pearsonów się powiększyła. Adoptowali go. W serialu mamy dwie perspektywy czasowe: pierwsza, kiedy Kevin, Kate i Randall są dziećmi, a ich rodzice zmagają się z trudami codziennego życia i druga, gdy trojaczki są dorosłymi ludźmi i borykają się z własnymi różnymi problemami. Kevin jest aktorem i właśnie zrezygnował z grania w beznadziejnym sitcomie, Kate walczy z otyłością, a Randall odnalazł swojego biologicznego ojca, który go porzucił. Jeden odcinek trwa ok. 45 minut. Serial godny polecenia.

Camelot, jak sama nazwa wskazuje przenosi nas do czasów Rycerzy Okrągłego Stołu i króla Artura oraz jego żony Ginewry, czarodzieja Merlina i siostry Morgany. W rolę Artura wcielił się Jamie Campbell Bower, a w Morganę Le Fay gra Eva Green. Myślę, że postać tej aktorki bardzo przykuwa uwagę i jest charakterystyczna, podobnie jak postać Merlina, którego odgrywa Joseph Fiennes.

Serial Demony da Vinci określiłabym jako pomieszanie historii z fantasy. Lubię takie połączenia, tak swoją drogą. Opowiada o losach młodego Leonardo da Vinci i różnych jego dokonaniach we Florencji. Jako ciekawostkę podam, bo nie wiem czy wszyscy wiedzą (ja nie wiedziałam, ale sprawdziłam w Wikipedii pod hasłem Leonardo da Vinci), że da Vinci oznacza z miasta Vinci, i że pełne imię wielkiego renesansowego twórcy, jakie nadano mu przy narodzinach brzmiało: Leonardo di ser Piero da Vinci, czyli Leonardo, syn ser Piera z miasta Vinci. Przytaczam to dlatego też, że w serialu pokazane jest jak ojciec traktował Leonarda. Całkowicie bez szacunku, tak na marginesie.

Jeszcze przed Nowym Rokiem zdążę również wyrazić swą nadzieję, żeby nie był on gorszy od poprzedniego. Czego Wam i sobie życzę.

Nie wiem, czy coś się zmieni, czy nie, ale jeśli tak to oby tylko na lepsze.

Niech ten 2017 rok będzie dobry…

Może tak, a może nie

Przeczytałam ostatnio krótki tekst  o profesorze językoznawstwa, który poprosił jedną ze swoich studentek o przeczytanie słownikowej definicji słowa ,,kochać”. Według niej ,,kochać” znaczy tyle co darzyć sympatią/uwielbieniem itp. Profesor był oburzony takim stwierdzeniem. Uważał je za bzdury i oznajmił, że darzyć sympatią to on może bardzo wielu ludzi i to nie znaczy, że ich kocha i za Anną Wierzbicką  (polska językoznawczyni) podał taką definicję: „Kochać, to chcieć być czyimś dobrem”.

Być czyimś dobrem – ładne.

Usłyszałam w te święta: Kocham Cię – dwukrotnie, a nawet, że z całego serca. ;) Od małej blondyneczki, której poświęciłam swój czas i uwagę. Bycie czyjąś ciotką, tak naprawdę, z doświadczaniem tego było dla mnie jeszcze do niedawna pojęciem abstrakcyjnym. Połączenie ja i dzieci uważałam za niezbyt dobre. Nie potrafię się zajmować dziećmi w moim mniemaniu. Ale może nie jest tak źle? Obcowałam trochę z nimi (mało, bo mało, ale tak) i w sumie było pół na pół. Jedne potrafiłam czymś zająć i wywołać ich uśmiech, inne nie… Lepiej o tym dalej nie opowiadać. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego uważa się, że panie pracujące z małymi dziećmi wyglądają na młodsze niż są w rzeczywistości. ;)

Dzisiaj trafiłam w sieci na jeszcze coś:

,,Im dłużej czekasz na przyszłość, tym krótsza będzie.”

No właśnie, tak a propo zmian i tej całej reszty, która mnie ostatnio dołuje….

Spokój

Spokój to takie cudowne słowo.

Ostatnio narzekałam na lekką nudę. A teraz jest jedź tu, jedź tam, załatw to i tamto i uch, też mi się to nie podobało. Ale! Pomyślałam sobie: zaraz, poczekaj, podejdź do tego spokojnie i będzie dobrze, jak siedziałaś i nudziłaś się w domu to też nie było fajne. Kilka głębszych oddechów później, przekonałam się, że tak właśnie się postaram zrobić. Bo to przecież taki czas, zamieszania i załatwiania wszystkiego, czego jeszcze się nie zrobiło, zanim wszystko pozamykają na całe dwa, trzy dni. W tym roku święta przypadły na weekend, więc dla niektórych i tak nie ma tragedii.

Staram się ostatnio być zajęta: sprzątam, czytam, oglądam, przygotowuję materiały na zaliczenie sesji, zaczęłam ćwiczyć. Przydałoby mi się jakieś zajęcie na stałe. Bo jak jest się zajętym, to nie myśli się o przykrych rzeczach, o problemach, o tym, że trzeba zapomnieć o osobie, która siedzi w naszej głowie, która tam zamieszkała i nie chce się wyprowadzić, a eksmisja nie wchodzi w grę. Taki sposób na odkochanie po etapie wypłakiwania sobie oczu.

I na koniec wierszyk:

Gdy już znajdziesz gwiazdkę na niebie
spojrzyj na nią i pomyśl życzenie.
Potem pobiegnij do domu, do bliskich
zjecie kolację, rozpakujecie prezenty
będziecie się cieszyć i wyrażać słowa podzięki.
Zielona choinka będzie pachniała
a z głośników wesoła kolęda będzie grała.
Nie myśl o troskach, nie myśl o tym co ,,musisz”
Uśmiechaj się i pamiętaj, że w chwilach smutku ma kto Cię przytulić!

SPOKOJNYCH, POGODNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT ORAZ DUŻO SZCZĘŚCIA W 2017 ROKU, Kochani! ;)

Co postanowić?

Nie jestem jeszcze w świątecznym nastroju. Choinkę ubieramy dzień przed Wigilią albo w Wigilię. Mama jakieś ozdoby powiesiła i poustawiała. Jak byłam młodsza to robiłam papierowe łańcuchy, wycinałam ozdoby i przyklejałam na szybę. Z tego, co pamiętam były wśród nich elfy. Ponadto to w ogóle ostatnio nie jestem w nastroju… Może kiedyś sobie wróci. Mam dużo do obejrzenia, jeden serial już skończyłam, niestety tylko 2 sezony miał. Ech.

Słucham Lady Pank:



Chciałam poćwiczyć, ale po zrobieniu lekkiej rozgrzewki okazało się, że wycięty kawałek skóry jeszcze mi na to nie pozwala.

Padł dzisiaj temat Sylwestra. Nie widzę nic złego w spędzeniu go w domu. Do klubu nie pójdę. Nie pasuję tam i klimat mi nie odpowiada, i odpada. Ale nie o tym.

Wspomniałam ostatnio o zmianach, nadal nie wymyśliłam co chcę zmienić. Może ten powrót do regularnych ćwiczeń i ograniczenie spożywania słodyczy – o tym drugim się ostatnio sporo pisze, a ja mam słabość do słodkiego…? Chociaż herbaty nie słodzę już od gimnazjum i słodkiej już bym nie wypiła. Takim kolejnym to prawdopodobnie będzie usunięcie jeszcze jednego znamienia, jakie mi zostało, bo jak już się tym zajęłam to może lepiej wszystko od razu i nie zostawiać tego na potem. Ale jeszcze czekam na wynik.

Właściwie to przez miesiąc udaje mi się wytrwać w swoich noworocznych postanowieniach, jeśli już jakieś poczynię, bo nie zawsze je mam.

Mogłabym już mieć ustalony plan pracy, to bym pisała pracę dyplomową…

Ot tak



 

Na co dzień niespecjalnie słucham Lady Gagi, ale ta piosenka mi się spodobała. Tytuł na polski to ,,Milion powodów”. Milion powodów to sporo, by coś zrobić lub nie, by się od czegoś odwrócić lub do czegoś przekonać.

Myślę nad zmianami, ale jeszcze nie wiem, co zmienić.

Miłego weekendu wszystkim.

Razem ze łzami

Przeszła przez bramę cmentarza. Dobrze wiedziała, gdzie zmierza, w którym miejscu jest pochowany. Stała tam 10 lat temu nad jego trumną. Ta sama alejka, te same drzewa, ta ławka… Podczas swoich wcześniejszych wizyt nikogo tam nie spotkała. Tego dnia było inaczej.

- Dzień dobry – powiedziała z wahaniem. Nie wiedziała czy się wycofać i zostawić mężczyznę samego, czy zostać, zapalić znicz, pomodlić się i pójść sobie. Wybrała to drugie, bo mogła już nie mieć szansy, żeby tam dotrzeć, zanim ten rok dobiegnie końca.

Mężczyzna tylko na nią spojrzał. Wyciągnęła znicz i zapaliła go, po czym postawiła obok płyty nagrobnej. Wybrała czerwony, bo to jeden z jej ulubionych kolorów, mimo że wszyscy tam stawiają białe.

Kiedy skończyła się modlić, mężczyzna obok niej, odezwał się:

- Przepraszam, a Pani się z Nim znała?

- Tak – przytaknęła. – Chodziliśmy razem do podstawówki.

Starała się nie płakać, ale to już i tak nie był dla niej najszczęśliwszy dzień, więc niespecjalnie udało jej się powstrzymać łzy, zwłaszcza w tym miejscu i przy tym człowieku, który również miał łzy w oczach. A łzy w oczach mężczyzny poruszały ją do głębi.

- Chodziłem czasem do szkoły, ale już was nie pamiętam.

- Dorośliśmy.

- No tak – uśmiechnął się. – 23 lata macie teraz?

Potwierdziła. Po chwili dodał ze smutkiem – Czasem się zastanawiam, co by robił, gdyby dorósł.

- Ja też – odrzekła.

- To miło, że ktoś pamięta.

- Ja pamiętam. – Jak mogłabym zapomnieć? – dodała w myślach, a na głos: – Przychodzę tu, jak tylko mogę. Niedługo ma urodziny, a nie wiem, czy będę mogła wtedy przyjść. Czasem przychodzę tu, jak mi smutno.

Uśmiechnął się ponownie.

- Sorry, ale przestawię Twój znicz – powiedział.

- W porządku, jasne – zgodziła się.

- Już pójdę.

- Ja właściwie też.

Rozeszli się, ale potem jeszcze widziała go w sklepie.

Nie potrafiła już pohamować płaczu i łzy pociekły ciurkiem po jej policzkach. Myślała o tym, że dzieci nie powinny umierać, że 12-letnie dziewczynki nie powinny wygłaszać mowy pożegnalnej na pogrzebach, a 23-letnie kobiety nie powinny umierać z miłości, lecz jej doświadczać. Nie powinny pragnąć, by ktoś wyrwał im serce, żeby tak nie bolało, lecz powinny się rozkoszować każdą chwilą życia, bo ono nie jest na zawsze. Myślała o tym, że się dzisiaj wystroiła, by poczuć się kobieco i elegancko, poświęciła więcej czasu na makijaż i fryzurę. W końcu miała na to czas. Więc czy miało sens w ogóle to robić skoro skutkiem i tak tylko było to, że kosmetyki spłynęły razem ze łzami?



Zdjęli mi szwy. Już wrastały w skórę. Pielęgniarka się zdziwiła, że tak się szybko i dobrze zagoiło. Czyżby moje ciało posiadało jakieś specjalne zdolności regeneracyjne, o których nie wiem? Bo w sumie jeśli chodzi o pryszcze to niespecjalnie znikają… Wymienili mi też część w samochodzie, ale jeszcze będę musiała podjechać na warsztat.

 

-