W hołdzie swobodzie

Taplały się kaczki w brudnej kałuży,

Nie zważały na nic.

- Omiń nas człowieku, jadący samochodem! – niemo rozkazywały.

- Chcemy się bawić! – po kaczemu wołały za nim.

Nie zamierzały schodzić z drogi,

Niczym dwie królowe, którym nie wolno się postawić.

Pluskały się więc kaczki, ciesząc się z czarnej wody,

Mając w nosie wszelkie przeszkody.

A Ty, człowieku umartwiony i zmęczony – zdawały się mówić. – kiedy byłeś tak beztroski i tak wolny?

ducks-1980180_960_720

(Obrazek pochodzi z Pixabay. com)

Tekst poświęcony dwóm kaczkom, które na początku miesiąca, gdy maj przypominał październik, swobodnie, nie licząc się z nikim i niczym kąpały się radośnie w wielkiej kałuży na środku drogi. Akurat tamtędy przejeżdżałam… Ciągu dalszego nie będzie. ;D

Hmm… Dobry dzień? ;)

Wczoraj dowiedziałam się, że zostaliśmy zaproszeni całą rodziną na wesele, które odbędzie się w sierpniu.

Jak można się domyślać moja radość jest ,,przeogromna”, bo ,,uwielbiam” wszelkie rodzinne uroczystości, a już wesela należą do tych najbardziej ,,lubianych”. Może uda mi się wymiksować? (Hahahah, już kombinuję. Czasem jestem naprawdę straszna. Ale no unikam rzeczy, których nie lubię, po co się męczyć?). Pewnie się nie uda i trzeba będzie poszukać sposobu na przetrwanie. Och, gdybym chociaż mogła zaszyć się w jakimś kącie z książką to by nie przeszkadzało. Ceremonie ślubne są ok, nie mam problemu, żeby w nich uczestniczyć, lecz wesela są dla mnie ciężkie. Całkowicie ciężkie do udźwignięcia.

Żeby nie było tak źle, to na plus wesela zaliczam to, iż będę się mogła ładnie ubrać ;D. Chociaż nie, wróć. Ładniej niż zwykle. ;) A co?! Dzisiaj nie będę skromna.

Dzisiaj też dowiedziałam się wreszcie, jaką mam grupę krwi. Za badanie zapłaciłam, ale przynajmniej już wiem. Jestem krok bliżej do całkowitej znajomości siebie. Uważam, że w ogóle ludzie powinni wiedzieć, jaką mają grupę krwi, bo to jest ważna informacja.

Głupio się przyznawać, że od ok. 20 lat jest się singielką, ale mina osoby, której się to mówi jest bezcenna! ;D (Zwłaszcza kiedy jest to lekarz ;D.) Mi tam wcale nie jest z tym źle, bo singli w Polsce jest sporo. Chociaż mnie jak na złość otacza wiele, wiele, wiele par…

Dzisiaj jednak się nie dołuję. Dzisiaj jest dobry dzień. Wesoły. Słoneczny. Odrobinę pracowity. Tak, chyba tak mogę go opisać.

A jutro na zajęcia, i potem Juwenalia, na które się nie wybieram, lecz będzie trochę wolnego akurat by skończyć rozdział metodologiczny. ;)

Wypadałoby też odwiedzić koleżanki, ale auto jeszcze nie do końca sprawne. I to jest mój obecny największy problem.

Jakoś się rozwiąże.

I znowu będzie dobrze, Dobrze, DOBRZE!

;)

Oda do Snu

O Śnie, mój tak wielce potrzebny,

Czemu nie mogę Cię zaznać?

Czemu przyjść nie chcesz,

Kiedy tak bardzo Cię pragnę?

Dlaczego tak niechętny jesteś?

A gdy już nadchodzisz,

Gdy czule obejmujesz, kołyszesz w swoich ramionach -

- Nie ma nic słodszego.

I nie chcę, by zazdrosny, nie znający litości Budzik nas rozdzielał.

I nie chcę byś się kończył,

Kiedy pokazujesz mi obrazy nie-z-rzeczywistości.

Jesteś potrzebny jak powietrze,

Jak woda i pożywienie.

O Śnie, mój przyjemny, niech nas nikt nie rozdziela

Choć tej jednej nocy.

 

Proszę wybaczyć powyższe grafomaństwo, ale tak to jest, jak cały dzień człowiek ziewa, bo nie może się wyspać.

Tak się złożyło

Przeczytałam niedawno książkę Alessia Puleo pt. ,,Moje serce należy do Ciebie” – nic specjalnego. Jeśli mam ją ocenić to daję jakieś 5,5 punkta w 10-ciopunktowej skali, czyli średnio. Zwyczajna historia miłosna dwojga 18-latków, którzy napotkali na swojej drodze kilka przeszkód. Dlaczego się na nią zdecydowałam? Dlatego że sam Federico Moccia ją polecił i napisał do niej przedmowę, a jego książki bardzo lubię, mam sentyment też do Włoch, chociaż nigdy tam nie byłam, a akcja książki Puleo przenosi się z Kolumbii do Włoch. Poza tym ta opowieść ma pewien wątek, na który warto zwrócić uwagę.

Główna bohaterka o imieniu Ylenia jest poważnie chora, potrzebuje przeszczepu serca, a uratować może ją jedynie cud.

Odchodząc od książki, a przechodząc do transplantologii.

Ogólnopolski Dzień Transplantacji obchodzony jest 26 stycznia na pamiątkę pierwszego udanego przeszczepu, który odbył się w 1966 roku. Z kolei Światowy Dzień Donacji i Transplantacji obchodzony jest 26 października. Oba mają na celu promowanie pośmiertnych przeszczepów narządów.

Ze statystyk niby wynika, że co 5 dni w Polsce umiera jedna osoba potrzebująca przeszczepu. Najczęściej przeszczepianymi narządami i tkankami są: serce, nerki, skóra, jelito, płuca, wątroba, rogówka, tętnica, szpik kostny i trzustka. Przy czym na serce oczekuje się 2-3 lata, na nerkę – 11 miesięcy, a na wątrobę – 6 miesięcy. W Polsce na przestrzeni lat 1966-2012 przeszczepiono najwięcej nerek, tj. ponad 18 tysięcy. W 2015 przeprowadzono badania, które wykazały, że 55% Polaków zgadza się na pośmiertne pobranie od nich narządów, ale tylko 20% z nich rozmawiało o tym ze swoimi bliskimi. Widać więc, że większość jest za przeszczepianiem narządów, ale obawiają się przyznać rodzinie do swojej decyzji.

Warunkami powodzenia przeszczepu są m. in. zgodność tkankowa, właściwy wybór dawcy i biorcy oraz umiejętność rozpoznania i leczenia procesu odrzucania narządu u biorcy.

6270 (Źródło: http://www.przeszczep.pl/images/middle/6270.jpg)

Takie oto oświadczenie podpisałam na pierwszym albo drugim roku studiów pierwszego stopnia. Starościna przyniosła i pytała, czy chcemy, a ja chciałam od jakiegoś czasu, tylko nigdy nie zapytałam o nią swojego lekarza rodzinnego. Nie oddaję krwi, bo od razu mdleję i nie znoszę igieł, tego wyobrażenia, że ktoś wbija coś w moje ciało. No po prostu nie mogę. Na szpik też się nie zapiszę, bo to jest o wiele bardziej skomplikowane niż oddanie krwi, a narządy po śmierci mi się nie przydadzą, więc czemu nie miałyby służyć komuś, kto zostanie w tym świecie?

Przed jej podpisaniem miałam głupią obawę, że jak tylko to zrobię to coś mi się stanie. Ale się nie stało. Minęło jakieś 3 lata, odkąd to zrobiłam. Z tego, co wiem, mimo złożenia takiego oświadczenia ostateczną decyzję o pobraniu narządów i tak podejmuje rodzina, więc to nie jest tak, że lekarze od razu je od nas pobiorą i przeszczepią komuś innemu, komuś kto tego potrzebuje. Chyba że coś się zmieniło – nie wiem.

Do niczego nie namawiam. Niniejszy wpis powstał jedynie pod wpływem przeczytanej książki.

Źródło:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Przeszczepianie_narz%C4%85d%C3%B3w


http://www.medonet.pl/magazyny/transplantologia,ciekawostki-o-transplantologii,artykul,1721039.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Transplantacji

 

Pełno wrażeń

Nie wiem od czego zacząć, więc może zacznę od tego, co jest dla mnie teraz najistotniejsze.

Mój samochód, zwany Zielonym, Skrzatem, a nawet ostatnio Mikrusiem, jak sama nazwa wskazuje jest rodzaju męskiego i czasem jak typowy facet robi mi na złość, czyli się psuje i to w najmniej odpowiednim momencie, bo gdy potrzebuję gdzieś jeździć, a nie jak mam sporo wolnego i siedzę w domu. Mało tego był ostatnio trochę remontowany i przez tydzień stał na podwórku. I nic mu nie było! A teraz nim trzęsie. Mój osobisty mechanik, czyli mój brat wyjechał, a ja kompletnie się nie znam na autach, ledwo wiem, jak wymienić oponę, nie mówiąc o różnych płynach, filtrach i innych rzeczach.

A co brat mi wczoraj kazał zrobić? Właśnie zajrzeć pod maskę i posprawdzać filtr, płyn chłodniczy i świece. To było wyzwanie. Ze świecami pomógł mi tata, który zna się na samochodach tak samo jak ja ;D.

Odnalazłam filtr i pojemniczki na płyn, będąc instruowaną poprzez wiadomości na portalu społecznościowym. Tak, śmiejcie się, ale właśnie tak to się odbywało, bo jakoś trzeba sobie radzić. ;)

Jak to cykory mają w zwyczaju bałam się, że coś zepsuję. Ale! Powiodło się. To znaczy, ani nic nie zepsułam, ani nie naprawiłam. xD Jednak trochę było zabawnie i inaczej, bo zaczęłam coś robić przy nim zupełnie sama. No poza sprzątaniem, bo sprzątam go tylko ja i tankuję.

Dalej.

Na ostatnich zajęciach z problemów społecznych (nazwa niepełna) omawialiśmy samobójstwa i kolega! podał jako przykład serial, który obejrzałam w czasie majówki. Opowiada on o losach młodzieży, akcja toczy się w różnych miejscach, ale trochę starsi dorośli spokojnie mogliby go obejrzeć. Serial nosi tytuł ,,Trzynaście powodów”. W Internecie, chyba na Filmwebie widziałam informację, iż serial ten wywołał trochę kontrowersji i w Kanadzie rodzice chcieli by go zakazano, nie chcieli, aby ich dzieci go oglądały. Dlaczego? Będzie to zrozumiałe, gdy streszczę o czym jest.

Serial ,,Trzynaście powodów” ma 13 odcinków, a jego główną bohaterką jest Hannah Baker, dziewczyna która popełnia samobójstwo i zostawia 13 kaset z nagraniami wyjaśniającymi powody swojego czynu, swojej decyzji. Kasety trafiają do różnych jej znajomych, którzy nie zdołali jej pomóc i w jakiś sposób przyczynili się do podjęcia przez nią decyzji o samobójstwie. Największy wpływ kasety te wywierają na Clay’u Jensenie, chłopaku, który pracował z Hannah w kinie i który się w niej zakochał, lecz nie potrafił jej tego wyznać. Chłopak naprawdę czuje się rozbity, jest przygnębiony śmiercią koleżanki i wraz z odsłuchaniem kolejnych nagrań coraz bardziej sobie nie radzi. Poznaje różne fakty, aż w końcu postanawia wymierzyć sprawiedliwość. Nie chcę opowiadać o wszystkim, co znajdziemy w tym serialu, ale Hannah Baker zabiła się, bo była prześladowana, wyśmiewana, posądzana o rzeczy, których nie zrobiła, uważano ją za łatwą do zaliczenia, przez co była molestowana, a ostatecznie została zgwałcona. Szukała pomocy, ostatnią osobą, do jakiej się zwróciła był szkolny psycholog, ale i on jej nie pomógł w odpowiedni sposób, przez co utwierdziła się w swoim przekonaniu o tym, że lepiej jej będzie na innym świecie i podcięła sobie żyły. Oglądając ten serial, dotyczący młodzieży amerykańskiej, wśród której podobno jest duży problem z przemocą (informacja niesprawdzona) zadałam sobie pytanie, jak dalekie jest to od prawdy? Bo wiadomo, że to tylko film, zmyślona historia, ale były też w Polsce nagłaśniane przez media przypadki, kiedy dzieci czy nastolatkowie byli dręczeni w szkole. Bardzo ciekawa pozycja, moim zdaniem zasługuje na uwagę, jeśli ktoś lubi oglądać seriale. ;)

No i zapomniałabym dodać, że czułam się zaskoczona, gdy usłyszałam, że chłopak go poleca i że go widział, tak wracając do początku tej części.

Dalej.

Dzisiaj pogoda psia, padało, ale grzecznie czekałam pod parasolem aż nadjedzie autobus i marzłam, bo już nie wypada chodzić w zimowej kurtce. Kiedy już moja łaskawa limuzyna podjechała i wsiadłam do niej, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. Nie skończyłam nawet rozdziału, bo do moich uszu zaczęły docierać krzyki pijanego faceta, który przyczepił się do dziewczyny w mundurze. Najpierw że słucha muzyki na słuchawkach, a nie powinna skoro nosi mundur. A potem, że w ogóle dlaczego ona nosi mundur! Uszom nie wierzyłam. Co za męski szowinista, pomyślałam. Padały jeszcze różne słowa, dziewczyna nie chciała się w ogóle do niego odzywać, ale ją prowokował, mówiąc a to, że co ona wie o historii Polski, a to, że powinna ściągnąć beret z orzełkiem w autobusie i ogólnie że co ona wie i jakie ona ma doświadczenia. Ludzie mieli dość i posypały się nakazy, żeby dał dziewczynie spokój i się zwyczajnie zamknął, bo nikt nie ma ochoty go słuchać. Dlatego właśnie m. in. jestem na nie, jeśli chodzi o jeżdżenie środkami komunikacji miejskiej z pijanymi osobnikami lub spożywającymi alkohol w takowym pojeździe. Co mnie jeszcze zraziło? To że pan stwierdził, iż jest patriotą, a bardzo nieładnie wyrażał się o tej dziewczynie, chcącej służyć państwu polskiemu i jej kolegach, którzy też jechali z nią do szkoły, a także o Marszałku Piłsudskim.

Dalej, na wtorkowych zajęciach z komputerów ten sam kolega, o którym wspomniałam wcześniej przysiadł się do mnie i koleżanki, z którą siedziałam w rzędzie, bo komputer mu nie działał, a że miałam otwarty zeszyt, bo czasem coś w nim zapisuję z zajęć komputerowych to zajrzał do niego i powiedział do mnie:

- Ale Ty brzydko piszesz!

Roześmiałam się. Też mi nowość.

- Nigdy nie pisałam ładnie – odpowiedziałam mu.

Koleżanka wtrąciła, że to dlatego, że piszę szybko, co potwierdziłam, dodając, że zawsze zdążę przepisać notatki (no prawie zawsze, czasem ktoś jednak przerzuca szybciej lub mówi tak szybko, że po prostu nie da się zdążyć).

To chyba tyle. ;)

(A! Jeszcze byłam dzisiaj w bibliotece, odbywał się kiermasz i nabyłam dwie książki, złotówka za jedną ;)).