Wniosek o sen

Zasypiałam. Moja głowa wtopiona w poduszkę robiła się ciężka, ciało zakopane pod kołdrą, wreszcie ułożone w wygodnej pozycji, a jednak świadomość jeszcze wędrowała na granicach otaczającej mnie rzeczywistości przez szczekanie psów. Ujadały, jakby pożar miał strawić całą wioskę.

Nagle zapadła cisza. Odpłynęłam…, żeby za chwilę (w moim odczuciu) światło zalało pokój. Usłyszałam kilkukrotnie powtórzone swoje imię.

Otworzyłam oczy. Zaspana próbowałam dojść do tego, co się stało.

- Wstań – dotarło do moich uszu. – Dzwonił G. Musisz po niego jechać.

Chwyciłam za telefon, aby sprawdzić która była godzina. Na ekranie zobaczyłam 00.23, co znaczyło, że spałam naprawdę niewiele.

Jeszcze lekko zamroczona wstałam i zaczęłam się ubierać, gdy siostra z paniką w głosie oznajmiła mi, że pomyliła terminy i jutro, a nie pojutrze ma egzamin. Patrzyłam na nią dłuższą chwilę, bo coś mi nie pasowało. Miała mieć egzamin w czwartek, a mi w czwartek ściągają szwy i wcale się na to jeszcze nie szykowałam. Byłam pewna, że mam jeszcze jeden dzień czekania. Wtedy przypomniałam sobie, jaką ujrzałam godzinę na ekranie telefonu. Po północy, czyli mieliśmy nowy dzień. Nie omieszkałam o tym powiedzieć i emocje opadały.

To jednak nie był koniec nocnych rewelacji, bo zaraz przyszła znowu M. i poinformowała mnie, że jednak nie muszę nigdzie jechać. A już byłam prawie gotowa. Ręce mi opadły. Zaczęłam z powrotem ściągać z siebie ubrania i szybko wskoczyłam do ciepłego łóżka, pragnąc jak najszybciej zasnąć i żeby nikt więcej mnie nie budził.

Moje życzenie się nie spełniło, bo obiecałam wcześniej T., że go podwiozę do pracy ze względu na paskudną pogodę. I tak o 7.30 ponownie zwlokłam się z łóżka.

Jaki z tego wniosek?

Trzeba było nie oglądać do późna filmu, pt. ,,Pasażerowie”, tylko iść wcześniej spać. ;D

Film: Ostatnia miłość na Ziemi

,,Ostatnia miłość na Ziemi” to jeden z ciekawszych filmów, jakie niedawno obejrzałam. W rolach głównych występują Ewan McGregor i Eva Green (bardzo polubiłam ostatnio tę aktorkę. Nawet nie podejrzewałabym, że jest Francuzką). Za reżyserię odpowiada David Mackenzie. Premiera miała miejsce w 2011 roku. Czas trwania to 1 godzina 28 minut.

indeks(Kadr z filmu. Źródło: Google Grafika)

Film przedstawia historię miłości Susan, będącej epidemiologiem i Michaela, który pracuje jako szef kuchni w restauracji. To romans wpleciony w tajemniczą chorobę, odbierającą ludziom zmysły. Pierwszym objawem jest poczucie ogromnego smutku, ustępujące po jakimś czasie. Potem odchodzi węch, smak, słuch i na końcu wzrok. Przy każdej utracie danego zmysłu ludziom towarzyszą różne zachowania i emocje. Przykładowo: gniew, wściekłość, napady głodu, podczas których ludzie są w stanie zjeść dosłownie wszystko, co tylko wpadnie im w ręce (m. in. szminkę, kwiaty, surowe ryby z nieodciętą głową), oszołomienie, mówienie jak obłąkani. Oczywiście poszukiwano lekarstwa, by temu zapobiec. Bezskutecznie. A życie musi toczyć się dalej, choć nie jest łatwo.

I w tym wszystkim miłość, nie tylko do mężczyzny, ale też siostrzana, do rodziny, przyjaciół. Myślę, że jest to film z przesłaniem, mający pokazać, że czasem zapominamy o bliskości, o tym, żeby docenić drugą osobę, żeby komuś wybaczyć, aby pogodzić się z przeszłością i korzystać z tego, co nam dano. Pokazuje różne oblicza ludzi, naturę człowieka, który czasem kieruje się instynktami.

To film utrzymany w klimacie lekko apokaliptycznym, jest w nim też dramat. W dziesięciostopniowej skali dałabym mu mocne 8, bo jednak nie podobały mi się pewne kwestie. Jednak ogólnie jest interesujący i polecam.

Tak czy nie?

Jestem po zabiegu. Za tydzień idę na ściągnięcie szwów. Akurat w Tłusty Czwartek.

I tu pojawia się dylemat, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem łatwą pacjentką, a dobrze się mną zajęto, mimo wszystko.

Zastanawiam się, czy powinnam jakoś podziękować lekarzowi i pielęgniarce, np. kupując czekoladki albo pudełko pączków? Czy tylko uścisnąć rękę?

Chodziłam tam kilka razy. Wszystko jest ok. Myślę, że więcej tam nie pójdę (chyba, że się połamię xD). Czuję się po prostu wdzięczna. No dobra, gdzieś tam też chciałabym zatrzeć złe wrażenie.

Z drugiej strony taką mają pracę, płacą im za to i też mogą odmówić przyjęcia podarunku, nawet drobnego, a ja nie chcę wyjść znowu na idiotkę (wtedy znowu się podłamię i będzie mi źle) i kogoś, kto jest za korupcją. Bo jej mówię zdecydowane nie.

Znowu przejmuję się głupotami….

Ech, posłucham sobie piosenki:



Miło

Jak może skorzystać singielka na Walentynkach?

A no może pójść do sklepu po bluzkę.

Wczoraj właśnie byłam na zakupach i w jednym ze sklepów spotkała mnie miła niespodzianka.

Wzięłam bluzkę, która mi się spodobała do przymierzalni. Pasowała, no to mówię: idę do kasy. A pani do mnie, że z okazji Walentynek mają promocję – 14%. – 14, nie -15 ;D. To pozytywnie zaskoczona powiedziałam: O skorzystałam, chociaż tyle, bo z Walentynek nie korzystam. Na co pani się uśmiechnęła i powiedziała, że ona też nie. Oo, i tak jakoś od razu lepiej się zrobiło, mogło smutniej.

A dzisiaj na stacji benzynowej obsługiwał mnie młody mężczyzna i nawet życzył mi miłego dnia. Byłam lekko zdziwiona. A to mi się podoba, poczułam się fajnie, po prostu fajnie, tak bym się chciała czuć w obecności facetów. Temu daję like’a. ;)

Wczoraj miałam okazję przypomnieć sobie, jak wygląda internetowy podryw, no i wolę jednak o tym nie pamiętać. Szczegółów przytaczać nie będę, bo to samo co zwykle, czyli szkoda gadać.

Wanilia i Jagoda

Ograniczam swoje kupowanie kosmetyków, z racji tego, że mam zapełnione dwa koszyki i jeszcze jakieś końcówki, które wołają, żeby je zużyć.

Ale zapachy to jest akurat coś, czego mam mało i nie odmówiłam sobie przyjemności zakupienia mgiełek do ciała z Avonu (Tutaj macham do Kasi ;)). Swoją drogą moich pierwszych mgiełek, bo wcześniej stawiałam tylko na wody toaletowe i perfumy. Ale postanowiłam spróbować i przeżyć małą przygodę z Wanilią i Jagodą.

Nie będę się skupiać na składach i trwałości, bo nie chodzi mi o typową recenzję kosmetyku. Chciałam je dla zapachu, a cena nie była duża, bo 15 zł za dwie sztuki po 100 ml. Mogłyby być trochę większe.

SAMSUNG DIGIMAX A403

Moim zdaniem zapachy trudno jest opisywać, zdecydowanie lepiej ich doświadczyć, jakkolwiek to brzmi.

Zaczynając od fioletowej, jest to połączenie jagody z orchideą. Jagoda jest słodka, natomiast orchidea nadaje świeżości. Myślę, że fajnie ze sobą współgrają, aczkolwiek trochę to dla mnie za słodkie, i zdecydowanie z tego duetu na mojego ulubieńca wybieram wanilię z drzewem sandałowym. Zapach wanilii uwielbiam, ubóstwiam i mogę używać kosmetyków z wanilią wszędzie i codziennie. Wszędzie to może nie do końca jest dobre słowo, ale chyba wiadomo o co chodzi. ;) Co do drzewa sandałowego to moja reakcja, gdy przeczytałam o tej kompozycji była taka: A jak pachnie drzewo sandałowe? Kompletnie nie miałam pojęcia. A teraz wiem, że drzewo sandałowe łagodzi słodycz wanilii i sprawia, że nie jest mdła. Niewątpliwie to drugie połączenie zapachowe mnie ujmuje.

Spryskując się Jagodą i Orchideą, czuję jakbym przenosiła się do nieziemskiego ogrodu pełnego różnych roślin: małych, dużych, bez kwiatów i tych z wielkimi kolorowymi kielichami, poprzez który mogę kroczyć na boso. Z kolei używając Wanilii i Drzewa Sandałowego staję w wyobraźni przed pełnym tajemnic zamkiem na wzgórzu. Pierwszy zapach jest bardzo kobiecy, drugi jest intrygujący i to właśnie na to stawiam. ;)

Moja przygoda z mgiełkami chyba jeszcze będzie trwać, gdy zużyję te dwie. Na pewno jeszcze wrócę do wanilii i drzewa sandałowego. Ładne zapachy zdecydowanie poprawiają nastrój. ;)

Są czy ich nie ma?

Wybrałam się ostatnio do biblioteki. Odbyłam świetną rozmowę.

Wcześniej byłam w innym oddziale, ale tam nie mieli książki, którą chciałam i zostałam odesłana dalej.

Weszłam, przywitałam się, pani zapytała czy ja po tą książkę, powiedziałam, że tak i że chciałabym jeszcze dwie inne.

- A o czym pani pisze? – zapytała mnie.

- O mężczyznach w opiniach kobiet.

- Nie chce pani jeszcze innych książek?

- Pewnie, wezmę wszystko co dotyczy płci, stereotypów, socjologii, jest o rodzinie.

- Co pani studiuje?

- Socjologię.

- Też studiowałam socjologię.

Jak socjolog spotyka socjologa (a właściwie przyszłego), no to wiadomo, że mają o czym ze sobą rozmawiać ;D. Tak samo jak spotykam osoby, które studiowały w moim poprzednim instytucie na tym samym kierunku, co ja, cieszę się, że tam są i można się wymienić opiniami.

Otrzymałam kilka książek do przejrzenia, wszystkich wziąć nie mogłam, bo limity wypożyczeń…

- Ale wie pani co? Ja to myślę, że prawdziwych mężczyzn to już nie ma – usłyszałam od pani z biblioteki, po tym jak już dokonałam wyboru.

- Ja też – odrzekłam. – To znaczy, jest ich mało.

- A kobiety się dyskryminuje.

- Ja myślę, że to się zmieniło, ale i tak jednak jesteśmy dyskryminowane i to widać, choćby w pracy.

- Nie tylko w pracy – zauważyła moja rozmówczyni. – W domu też. Mężczyźni biorą te urlopy, ale nadal prawie wszystko jest na głowie kobiet.

- A no jest… Cieszmy się, że jednak coś się zmieniło. I to prawda, że prawdziwych mężczyzn rzadko się spotyka i kobiety są dyskryminowane. Zgadzam się.

Taka to właśnie była rozmowa.

A Wy spotykacie prawdziwych mężczyzn? Co sądzicie? Są czy ich nie ma? Pewnie warto byłoby też się zastanowić, co dokładnie oznacza określenie ,,prawdziwy mężczyzna”.

Mieszkać na wsi

Jakiś czas temu trafiłam w sieci na artykuł o mieszkaniu na wsi. Zainteresował mnie, wiadomo dlaczego.

Jego bohaterka jest młodą kobietą, opowiadającą o tym, że nie zamieniłaby wsi na miasto. Nie ma skończonych studiów, prawa jazdy i ślubu, za to ma blisko do granicy z Ukrainą. Czuje się szczęśliwa w miejscu, w którym jest, mimo braku dostępu do kultury, czy dobrej restauracji. Przez jej miejscowość przepływa rzeka, otaczają ją lasy. Do szkoły dojeżdżała autobusami, co zimą bywa uciążliwe i o czym wspomina. Musiała wcześniej wstawać np. Na organizowane przez znajomych imprezy ktoś zawsze ją podwoził. Pracowała i to wcale nie na polu u rodziców. Docenia wieś za ciszę, spokój, przyrodę i zwierzęta, za dźwięki, których w mieście raczej się nie spotka. A jednak po pewnym czasie przeniosła się do miasteczka określonego przez nią jako ,,prawie wieś”, z którego ma blisko do domu rodzinnego. Czasem się nudzi, ale stara się zorganizować sobie czas. Wieś, w jakiej zamieszkiwała prawie opustoszała, bo młodzi ludzie wyjeżdżają za pracą.

W opozycji powstał jeszcze jeden artykuł z tego cyklu.

Druga z kobiet pisze o tym, że wieś ogranicza i utrudnia życie. Żałuje, że nie mogła wychowywać się w mieście, bo jej rodziców nie było na to stać. Nie cieszyła się z mieszkania na wsi, z tej ciszy i spokoju, które doceniała poprzednia bohaterka. Marzyła o wyprowadzce do dużego miasta, bo na wsi tylko jeden sklep, bo autobusy tylko trzy, brak dostępu do lekarza, brak kina i szkoły. Trzeba było wszędzie dojechać i można zapomnieć o rozwijaniu swoich pasji. A zimą oczywiście trudniej, wstać trzeba wcześniej, a jak drogi nieodśnieżone, no to jest problem. Obecnie, jak pisze, studiuje w wielkim mieście i jest szczęśliwa z tego powodu. Spełnia swoje marzenia i ma te wszystkie udogodnienia, których nie wsi nie miała. Zrobiła prawo jazdy. Uważa, że wieś jest dobra na odpoczynek, ale nie by tam żyć.

A co ja uważam?

Stoję pośrodku. Mieszkałam przez 2,5 roku w mieście, mającym ponad 20000 tys. mieszkańców kiedy nie miałam prawa jazdy. Pochodzę i mieszkam na wsi. I fakt jest taki, że jak mieszkałam w mieście to nie przepłacałam, miałam większy wybór, mogłam pójść tu i tam, mogłam się spotkać ze znajomymi, nie musiałam się nikogo prosić o zawiezienie gdzieś lub czekać po 3-4 h na autobus do domu, którym i tak wracałam do domu, gdy miałam wolne od zajęć. Wiecie, być u siebie, a być u kogoś to jest różnica. U siebie zdecydowanie lepiej. Jednak ten zgiełk miasta, ten ruch, przejeżdżające w nocy pod oknami samochody, przez które nie możesz zasnąć – to męczy. To mnie męczyło. I tak właśnie, we wsi lubię ten spokój, tą ciszę, to że nie ma tu takiego ruchu na ulicy jak w mieście, że można chodzić po całej drodze, przejść w każdym miejscu i nikt cię za to nie ukara mandatem. Za tą swobodę i to, że znam a przynajmniej kojarzę ludzi na ulicy. Z drugiej strony to przeszkadza, bo wszyscy o wszystkim wiedzą, a nie oszukujmy, nie każdy z każdym się lubi, a ludzie plotkują niemiłosiernie i bywają wścibscy. W mieście tego nie ma. Sąsiadom mówi się ,,dzień dobry” i tyle, bo się ich specjalnie nie zna. Jeśli ktoś chce się rozwijać i pracować w dobrze płatnej albo chociaż przyzwoicie płatnej pracy to jednak miasto i tu nie ma co dyskutować. Miasto to większe możliwości, a wieś, w której nie ma przychodni czy szkoły rzeczywiście ogranicza, ponieważ tak jest, że jeżdżą jedynie trzy autobusy, a  drogi są słabo odśnieżane i mało kiedy coś się tu dzieje, a jak się dzieje to żyją tym wszyscy mieszkańcy. Prawdą jest, że wszędzie ma się daleko. Do dwóch najbliższych miast powiatowych mam odpowiednio ok 20 km i ok. 27 km z połączeniem autobusowym jedynie do jednego. Nie wyjdę też do kina, czy knajpy, bo tu ich nie ma, ale mogę mieć warzywa ze swojego ogródka i też nie wydam tyle pieniędzy, bo nie mam na co. Na większe zakupy i tak jedzie się do jakiegoś supermarketu.

Podsumowując, życie na wsi nie jest łatwe, tym bardziej dla młodych osób, ale nie jest też takie najgorsze. Zależy, kto na co stawia i czy ma samochód. Z samochodem jest naprawdę łatwiej. Nadal jednak często trzeba wstać, kiedy za oknem jeszcze ciemno. To podobnie jak z wyjazdem za granicę. Niektórzy twierdzą, że jadą, aby zarobić, polepszyć swoją sytuację materialną, ale potem chcą wrócić do ojczyzny i w niej się zestarzeć.

Linki do obu artykułów:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,114757,21231615,jestem-ze-wsi-zaciagam-prawie-jak-ukrainiec-nie-mam-studiow.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,66725,21237649,szum-rzeki-i-las-nie-sa-w-stanie-zrekompensowac-trudow-zycia.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy

Film: Choć czas goni nas

Dawno nie pisałam o żadnym filmie. Bo właściwie skupiłam się na serialach. Może właśnie tylko na tym powinnam się skupić. Na tym, co lubię. Chcę iść do jeszcze jednej szkoły, na weekendy. na rok, akurat skończyłabym z magisterką. Już w sumie się zapisałam, ale jeszcze nie złożyłam dokumentów. Matka się czepia, jak zwykle.

Przechodząc do filmu, nosi tytuł ,,Choć czas goni nas” i opowiada o dwóch starszych panach, którzy zachorowali na nowotwór. Jeden jest bogaty i zarządza szpitalami, był czterokrotnie żonaty (w tej roli Jack Nicholson), drugi to mechanik samochodowy, ma żonę i trójkę dzieci oraz wnuki (gra go Morgan Freeman). Poznają się oczywiście w szpitalu i tam zaczyna się ich przyjaźń, gdy wspólnie przechodzą chemioterapię i zmagają się z jej skutkami ubocznymi oraz wypełniają czas rozmowami i grą w karty.

Panowie dowiadują się, że niewiele czasu im zostało (najwyżej rok życia) i tworzą listę rzeczy, które chcieliby jeszcze zrobić, po czym po kolei wcielają ją w życie. Jest wśród nich np. ściganie się samochodami po torze, skoki spadochronowe i zrobienie tatuażu. Są zabawne momenty i te wzruszające.

Film miał swoją premierę w 2007 roku, w Polsce rok później. Trwa 1h 37 min. Oprócz Nicholsona i Freemana występują jeszcze m. in. Sean Hayes i Beverly Todd oraz Alfonso Freeman.

0004BE5E2H7I2RO5-C459(Scena z filmu. Obrazek pochodzi z Google Grafika)

Może nie jest jakiś rewelacyjny w porównaniu z innymi, które oglądałam, ale jak dla mnie całkiem dobry i można obejrzeć, nie żałując że zmarnowało się czas. A może ktoś widział?

Uśmiechy

241112_zolte_kulki_buzia_usmiech

To tak w nowym miesiącu. ;)

Uśmiech mi dzisiaj towarzyszy, więc może będzie tak przez cały luty. ;D

Uśmiechnięci ludzie wyglądają na przyjaznych i godnych zaufania.

W lutym jest Tłusty Czwartek, Dzień Singla i urodziny mojego taty, także jest co świętować.

To tyle.

Pozdrawiam.

P.S.: Może mnie nie być tutaj przez jakiś czas. Ale postaram się nadrobić wszystko ;).

Obrazek pochodzi z Google Grafika

Biało

Szczerze?

Nie sądziłam, że znowu spadnie śnieg i będzie biało.

A jednak tak się stało.

Na zewnątrz nie jest zimno i nie mrozi (JAK DOBRZE!). Byłam, sprawdziłam na własnej skórze, że tak się wyrażę, na co dowody załączę poniżej.

Po nastroju z poprzedniego wpisu ślad znikł. Muszę sobie wiele przemyśleć odnośnie tego, w jakim miejscu teraz jestem i czy tego właśnie chcę. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje wybory nie zawsze były dobre i że często byłam zagubiona. Powraca temat wybaczenia sobie. Przeszłość jest czymś, czego się nie pozbędziemy, ale nie musi wpływać na to jak jest obecnie.

Dosyć smęcenia. Ile można o tym samym, nie? ;)

Oto wspomniane dowody:

SAMSUNG DIGIMAX A403 Lubię drzewa. Mają dla mnie zaklętą w sobie jakąś mądrość, może przez to, że tyle lat rosną. W ich koronach chronią się ptaki, więc mogą oznaczać też bezpieczeństwo.

SAMSUNG DIGIMAX A403  

Nadal biało, tylko z czerwonym akcentem. ;D

SAMSUNG DIGIMAX A403Ślady bywają różne…

SAMSUNG DIGIMAX A403Tutaj ktoś się załapał ;D.

SAMSUNG DIGIMAX A403Białe drogi! Co to będzie?! Co to będzie… Wyjadę czy nie wyjadę? A jak wyjadę, to czy wrócę bez problemów? Dobrze, że akurat w tamtą stronę nie jeżdżę (Może raz na rok. No dobra, może dwa razy na rok) ;D. Ale ta w którą jeżdżę wygląda niemal identycznie…

A tak było jeszcze dwa dni temu:

SAMSUNG DIGIMAX A403