Ostrożność na przesadnie?

Dzisiejszy świat wymaga od nas dużej ostrożności. Nie wiemy, co się stanie  gdy skręcimy za róg ulicy późną porą. Torebkę lepiej trzymać ściśle przy ciele, żeby nikt jej nie wyrwał. Z kolei jadąc komunikacją miejską lepiej nie mieć nic w kieszeniach. Nie wiemy, kto zapuka do naszych drzwi, bo nikt nie może przejrzeć murów, ani czytać w myślach. Chociaż co do tego drugiego można mieć wątpliwości. Czasem nie potrzebowałam żadnych słów, by wiedzieć, że z przyjaciółką pomyślałyśmy o tym samym. Oszuści podszywali się pod wnuczków, pracowników pomocy społecznej, policyjnych funkcjonariuszy… Ich kreatywność właściwie nie zna granic. Nie mówiąc już, że przecież prowadząc samochód koniecznie musimy zachować ostrożność, czasem nawet szczególną… Biorąc na ręce noworodka również robimy to ostrożnie.

Chcę dzisiaj się zastanowić jednak nad czymś trochę innym. I odniosę się do siebie.

Czy jestem ostrożna? Jestem. Po tym jak zawiodłam się na ludziach, nawet bliskich, jestem. Czy jestem ostrożna przy wykonywaniu różnych zadań – jestem. Czy analizuję? Tak, dużo. Co się stanie, jeśli zrobię to, a co się nie stanie, jakie wynikną szanse, zagrożenia, kary itp. Niektórzy mi mówią, że niepotrzebnie czasem panikuję. Może i tak. Ale chyba lepiej się zastanowić, niż nie… Z mojej ostrożności wynika też moje tchórzostwo.

Mój brat po raz kolejny zgubił telefon i znalazł go…. roztrzaskanego. Zwykle wsadza go do kieszeni, niezapinanej. No i teraz ma znowu wydatek, a niedawno ten telefon wymienił, gdyż z poprzednim zdarzyło mu się praktycznie to samo.

A ja? Ja sprawdzam po kilka razy czy wszystko mam i sprawdzam kiedy skądś wychodzę, czy wszystko zabrałam ze sobą.

I może to jest przesadne, ale czy lepiej być przesadnie ostrożnym, czy zupełnie nie dbać o tą ostrożność?

Najlepiej pośrodku, lecz ostrożność wiąże się z zaufaniem, i sobie, i innym ludziom, a ufać nie jest łatwo (mi już nie jest łatwo ufać), zwłaszcza komuś kogo się nie zna. A tak często musimy to czynić: będąc u lekarza, psychologa, terapeuty, u księdza czy urzędnika państwowego.

 

 

20 Komentarze

  1. Najlepiej byłoby znaleźć złoty środek tak, jak mówisz. Tylko, że ludzie mają problem z wpadaniem ze skrajności w skrajność i bardzo rzadko są pośrodku.
    Ciężko mi powiedzieć, w którą skrajność ja wpadłam:
    zawsze wszystko sprawdzam, potem panikuję, że zgubiłam, znajduję zaglądając w pierwsze lepsze miejsce, ostatecznie mogę odetchnąć z ulgą, ale za chwilę znów zapomnę, gdzie co mam :)

    Pozdrawiam ^^

    • Co racja, to racja. ;) Łatwo chyba w ogóle jest popaść ze skrajności w skrajność.
      O jej! To się naszukasz i nadenerwujesz trochę. ;)
      Miłego wieczoru. ;)

  2. Mówi się, że ostrożności nigdy za wiele. Jednak myślę, że nie można popadać w przesadę. Nie mam jakichś przykrych zdarzeń na koncie i pewnie dlatego wciąż mierzę ludzi swoją miarą: ufam, wierzę w dobre intencje. Rozumiem jednak tych, którzy jak ty, kiedyś się zawiedli. To musi być przykre… mam nadzieje, że z czasem staniesz się znów bardziej ufna, bo inaczej życie będzie smutne

    • Też uważam, że przesada niewskazana. ;) Choć może czasem się zdarzać. Staram się przywrócić swoją wiarę w ludzi i to chyba skutkuje, aczkolwiek to już nigdy nie będzie to samo.

  3. ja nauczyłam się, że nie warto ufać ludziom i niestety z takim nastawieniem lecę przez ten świat. no ale trudno :) Może to i lepiej. ostrożnosci jak to się mówi nigdy za wiele. a złoty środek? hmmm… da się ? :D

    • Ludzie często pokazują nam, że nie warto im ufać i no to jest problem, bo ile też razy można się rozczarować i znosić to na nowo. Utraconego zaufania nie da się tak łatwo odzyskać.
      Nie mam pojęcia, czy się da znaleźć złoty środek. ;)

  4. Skłonność do zachowywania ostrożności jest czymś właściwym, o ile u jej podstaw nie leży nagminna i nieuzasadniona tendencja do postrzegania otaczającego świata i ludzi jako zagrażających.
    To , że się zawiedliśmy na paru osobach, nie oznacza , że trzeba się odizolować od ludzi i wszędzie wietrzyć zagrożenie ,podstęp i koniecznie mieć wszystko pod kontrolą itp. bo dojdziemy do paranoi . Myślę ,że aby zmienić swoje nastawie pomocnym będzie praca nad zmianą sposobu myślenia . To ten konkretny człowiek z imienia i nazwiska mnie zawiódł , a więc nie mogę uogólniać i przenosić odpowiedzialności za wyrządzoną mi krzywdę na całą ludzkość . Podobnie jest z daniem sobie prawa do bycia NIEDOSKONAŁYM . Bo wtedy dajemy to samo prawo innym ludziom. A jak już świadomie zgodzimy się z tym , że nikt nie wyłączając nas nie jest doskonały to łatwiej będziemy znosić te ludzkie niedoskonałości a także szanować i lubić siebie oraz innych ludzi :)
    Z racji wykonywanej pracy stykałam się na co dzień z tzw. marginesem społecznym , ludźmi z wyrokami , z trudną młodzieżą , upośledzonymi psychicznie , alkoholikami itp i nigdy nie czułam się zagrożona . Powiem więcej , znając tych ludzi paradoksalnie czuję się nawet bardziej bezpieczna w swoim mieście :) I żebyśmy się dobrze rozumiały nie chodzi tu o bezkrytyczną brawurę , przesadną pewność siebie czy głupią naiwność . Zdrowy rozsądek zawsze i wciąż wskazany ! :) Chodzi o sposób myślenia o sobie i innych ludziach, o akceptację i zrozumienie innych , właściwe podejście . Ups ! ale się rozgadałam ;)

    • Nie oznacza, ale gdzieś nawet może nieświadomie chyba się odsuwamy i to robimy, bo zostaliśmy zranienie i nie chcemy powtórki. Wiemy, że zrobił to ktoś, dana osoba, ale pilnujemy się też przy innych, tak mi się wydaje. Nie jest łatwo, ale też nikt nie mówił, że będzie. ;) Zmiana myślenia to klucz do rozwiązania wielu problemów. Jak się zna pewne środowiska to się potrafi przewidzieć pewne zachowania i wie się jak zareagować, przydatna taka wiedza jest właśnie, by nie dać się zapędzić w róg. ;)
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. ;)

  5. Sama też w swoim mniemaniu jestem osobą ostrożną. Wszystko sprawdzam, po kilka razy nawet. Czasem na przesadna ostrożność nawet mnie męczy, bo wszystko jest u mnie takie dokładne, dopięte na ostatni guzik. Działam zdroworozsądkowo i dzięki temu wiele oszczędziłam, mniej nerwów zjadłam. Choć i tak zdarzyło mi się czasem coś zgubić…

    Ludziom ufam, jednak nie od razu. Wolę mieć kilku sprawdzonych, zaufanych przyjaciół niż się na kimś naciąć, a potem cierpieć.

    Pozdrawiam.

    • Też sprawdzam i też mi się zdarzyło coś zgubić mimo tego, że starałam się pilnować, żeby wszystko mieć przy sobie. Takie rzeczy się zdarzają i chyba nie da się wszystkiego upilnować zawsze, bo też człowiek zostaje rozproszony przez różne czynniki, a też może być po prostu zmęczony i ta uwaga wtedy też nie jest taka dobra.

  6. Myślę, że ani przesadna ostrożność, ani przesadne zaufanie nie są dobre, bo czegoś nas pozbawiają. Tak jak piszesz, najlepiej znaleźć złoty środek, a to przychodzi też z doświadczeniem. Jeśli raz sparzysz rękę o gorący garnek, za każdym razem sprawdzisz najpierw czy następny nie jest gorący.
    Jak to mówią – lepiej na zimne dmuchać, ale próbować trzeba, a nie zakładać z góry, że na pewno sie oparzymy…

    • W komentarzach powyżej pojawiło się pytanie o to jak znaleźć ten złoty środek, więc pytam i ja? ;)
      No tak, jest coś takiego, ale przy tym chyba trzeba zawierzyć też swoim przeczuciom.

  7. Oj, także sprawdzam po kilka razy czy wszystko wzięłam. Dzisiaj, gdy czekałam na busa, w mojej głowie pojawiła się myśl „Ej, ej, a plecak zapięłaś?”.. No i musiałam sprawdzić czy zapięłam ten paskudny plecak.
    Co do ostrożności.. lepiej mieć jej spory zapas. Żyjemy w dziwnych czasach i sami (ludzie) bywamy dziwni.

    Pozdrawiam, M.

    • Też tak mam, jak tylko zabieram ze sobą plecak, czyli dosyć często ;D. O tak, to prawda. Czasy dziwne, ludzie dziwni i weź się w tym odnajdź…
      Miłego wieczoru, M. ;)

  8. Ja chyba aż tak zachowawczo nie działam, dobrze, że mam pewnych ludzi przy sobie, oni czuwają, bym głowy nie zapomniała… Zgubić potrafię wszystko :/

    Też wiele razy zawiodłam się na ludziach. Trudno sobie zdobyć moje zaufanie. To buduje mur wokół człowieka, trzeba widzieć kiedy go zburzyć, żeby nie zrobiła się twierdza nie do zdobycia…

    Ciepełka
    Martyna z Rockmetalu :)

    • Prawdziwi przyjaciele to skarb dzisiejszych czasów ;).
      Dokładnie tak, tylko czasem ten mur jest tak gruby, że trzeba mieć naprawdę mocny młot, by go rozbić i też pojawiają się wątpliwości, czy na pewno dobrze się robi próbując go rozbić i trzeba się ich pozbyć. Pozdrawiam. ;)

  9. Czasem się mówi, że kto nie ryzykuje, ten nie ma i jest w tym dużo prawdy. Nie można osiągnąć dużych rzeczy nie ryzykując ani trochę. Z drugiej strony ja też jestem bardzo ostrożna, więc rozumiem Cię jak najbardziej, ale czasem wychodzę z bezpiecznej strefy komfortu i zazwyczaj wychodzi mi to na dobre.

    • Czasem jestem w stanie zaryzykować, bo tak właśnie jest, że jak się nie ryzykuje to się nie ma i czasem życie od nas wymaga odwagi. Ale ostrożność też jest wskazana i gdzieś tam przeciąga mnie ona bardziej na swoją stronę niż odwaga i ryzyko.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.