A Jej tytuł: Mość Królewska

Pogoda oszalała (ja jeszcze nie).

I dlatego, oglądając telewizję, jak usłyszałam, że 29-latkę grającą nauczycielkę angielskiego tytuuje się ,,panią profesor” to ze złością pokręciłam głową.

Kiedy ona zdążyła tego profesora zrobić?!

Na uczelni mamy profesorów: zwyczajnych, nadzwyczajnych, doktorów habilitowanych też nazywamy profesorem, bo w sumie uzyskują taki tytuł od uniwersytetu, w którym pracują. Są też doktorzy, magistrzy, no i najniżsi w hierarchii studenci (niektórzy też z jakimś tytułem). Są też inni pracownicy, jak np. osławione ,,przemiłe” panie z dziekanatu czy pani lub pan z portierni.

Jak wiadomo studia licencjackie trwają 3 lata, tj. 6 semestrów, studia inżynierskie 3,5, magisterskie – 2 lata, czyli 4 semestry, no i mamy jeszcze studia jednolite trwające całe 5 lat, to będzie 10 semestrów. Oczywiście, bez żadnych utrudnień, które wystąpią po drodze, jak np. powtarzanie semestru. Wydaje mi się, że to całkiem ładny kawałek życia. Pominęłam zrobienie doktoratu, habilitacji i uzyskanie profesury, bo to też może zająć kilka lat. Poza tym nie orientuję się w tym dokładnie. Ale przy tym wymagane są publikacje, choćby w czasopismach naukowych, a to zapewne też trwa, zanim taki artykuł jeden, drugi, trzeci się ukaże i będzie można go zaliczyć do swojego dorobku naukowego.

Wśród wykładowców spotyka się takich, którzy są uczuleni na tytuły i nawet nie zareagują, gdy go nie użyjesz, jednak są też tacy, którzy mają to gdzieś. Każdemu szacunek trzeba okazać, to nie rodzi żadnych wątpliwości.

Wiadomo, telewizja mądrością nie grzeszy, choć czasem się zdarza, ale jak słyszę określenia ,,pani profesor”, a dana postać pracuje w szkole podstawowej czy liceum, gdzie wiadomo iż tam głównie pracują osoby po studiach drugiego stopnia albo ,,opieka społeczna” to nie umiem być obojętna. Opieka to coś innego niż pomoc. Kiedyś nawet zapytałyśmy o to swoich wykładowców na zajęciach i powiedzieli, że to terminy z PRL-u, a PRL się skończył. Niektórzy mogą nad tym ubolewać, ale go nie ma i powinno dotrzeć do ich czaszek, a dokładniej do tego, co pod nimi mają, a przynajmniej powinni mieć.

Pamiętam, jak w szkole średniej mieliśmy jeden z apeli, oczywiście wielce radzi byliśmy, że musimy tam stać i kwitnąć jak kaktusy na pustyni. W pewnym momencie wice-dyrektor, bądź co bądź nauczyciel geografii, którego nikt nie lubił, magister, żeby zaznaczyć ważny fakt poruszył temat zwracania się do nauczycieli per ,,pani profesor/panie profesorze. Niemal krew się we mnie zagotowała i oburzona powiedziałam do koleżanek, że przecież on magistrem jest i jak pokaże świstek, że ma profesora to ok, będę mówić. Może od razu Wasza Królewska Mość? Podobno nie tylko jego bolało, zwyczajne ,,Proszę Pana/Proszę Pani. Oj, wkurzona byłam. Jak się ktoś chce dowartościować to nie czyimś kosztem, tylko niech idzie i się kształci. Niech zasłuży, by się do niego tak zwracać. Nie tylko ja tak uważałam. Obok mnie stała nauczycielka religii i uciszała mnie, byłam naprawdę zbulwersowana takimi wymaganiami, że zaczęłam głośniej mówić. Ona sama stwierdziła, że nie powinno tak być i że poruszali tą kwestię na radzie czy w pokoju nauczycielskim. Mniejsza o to.

Od lekarza niedawno usłyszałam, że on to nawet przez żadnego profesora nie chciałby być operowany, tylko wolałby takiego lekarza, co na izbie przyjęć zasuwa, bo profesor to od święta operuje, a ten taki młody lekarz na sali operacyjnej jest non stop i mimo że wycina te wyrostki to on i tak by wolał jego niż tamtego, który wiedzę ma, ale z praktyką się mija. Coś w tym jest.

Trudno zmienić pewne rzeczy, lecz to nie znaczy, że nie trzeba próbować. A tytuł, jaki ktoś posiada nie znaczy o tym, jakim jest człowiekiem, co według mnie najbardziej się liczy. W ogóle idea wykształcenia na pokaz mnie irytuje. Mam to mam dla siebie, nie dla kogoś, a już na pewno nie dlatego, by móc się nad kimś wywyższać.

27 Komentarze

  1. Ja pamiętam czasy, gdy do nauczycieli w liceum mówiło się pani psorko, panie psorze – ten skrót nikogo nie gniewał, wszak jak wspomniałaś, profesorami oni nie byli. Co do tytułów. Dla mnie nie są tak ważne i śmieszy mnie, gdy ktoś stawia przed nazwiskiem mgr. Już akurat ten tytuł na pewno się spauperyzował.

    • Mi się nie widziało i nie widzi mówić do kogoś profesorze, skoro nim nie jest. Dzisiaj jakąś dużą wagę się przywiązuje do tytułów, ale tak naprawdę po co? Magistrów jest sporo, już doktorów też się robi coraz więcej, więc na kim to wrażenia nie zrobi. Ma to niech sobie ma, tylko niech sobie nie podwyższa niezasłużenie.

  2. Miałam kiedyś cykl spotkań z seniorami na UTW. Jest kilka oddziałów a „centrala ” jedna. Tych spotkań więc trochę było. Uniwersytet Trzeciego Wieku – wiadomo – ludzie starsi spragnieni wzajemnego towarzystwa.
    W wielkim szoku byłam na pierwszym ` tych spotkań jak pani (strzelam bo juz nie pamiętam) doktor z panią docent przemawiały do słuchaczy coś im tam zapowiadając przed moim wejściem. Ci ludzie siedzieli jak grzeczne przedszkolaczki i wysłuchiwali jak pani doktor z panią docent wzajemnie się tytułowały – a w sumie to chyba były na ty. Miałam wrażenie, że one spijają sobie z dzióbków te tytuły i wzajemnie się nimi napawają. I kiedy już doszło do przedstawienia mnie – jako autorki książek i mojego spotkania autorskiego zostałam … panią profesor . Bo Jak po takim wejściu i tylu tytułach zapowiedzieć autorkę „zwyczajną”Całkiem łatwo mi ten tytuł przyszedł :)

    • Oo proszę ;D. No tak to zwykle jest, że są na ,,ty”, ale przy kimś używają swoich tytułów i wzajemnie sobie słodzą, bo tak jakby zmienia się relacja i przed kimś muszą, choć to jest śmieszne, gdy większość osób wie, że one są koleżankami, ale cóż, tak się utarło. Podobnie pracodawca może być na ,,ty” z pracownikami, ale przy kontrahencie z zewnątrz nie wypada, żeby pracownik zwracał się do niego po imieniu. Dziękuję Ci, Gabrysiu za opowiedzenie tej sytuacji. Pozdrawiam. ;)

  3. A mnie zawsze śmieszyło zwracanie sie do farmaceutów w aptece pani magister/ panie magistrze, gdy czasem aptekarze byli tylko technikami farmacji ;-)
    Tytułomania dotyczy chyba głównie ludzi , którzy chcą się dowartościować, nawet niektórzy podpisują się z mgr przed nazwiskiem.
    Profesor/profesorka używało sie w szkołach średnich, w podstawówkach nie spotkałam .

    • A to do dzisiaj chyba jest spotykane, przynajmniej w jednej aptece w moich okolicach, bo ogólnie magister może prowadzić aptekę, w każdej musi być, a pozostali wcale nie muszą być magistrami, mogą być technikami. No tak, dowartościowanie kosztem innych osób, podległość, tytuł daje im pewnego rodzaju władzę. W szkołach średnich zazwyczaj, pewnie i w podstawówce by się tacy znaleźli. Zastanawiam się, jaki profesor chciałby pracować w podstawówce, oczywiście nikomu nie umniejszając.

  4. Kiedy na praktykach w szpitalu lekarka (a nie doktor) zwróciła się do mnie „Pani magister” nie zareagowałam, bo nie wiedziałam, że to do mnie. Ale na świadectwach szkolnych podpisywałam się z mgr przed nazwiskiem.

    • Hahahah, czasem są takie sytuacje, ale to oznaka, że nie jesteś uczulona na to, że ktoś Ci nie powie ,,Pani magister”, co jest pozytywne według mnie. Bez żadnego zadufania. No na świadectwach to wiesz, już funkcja nauczyciela to można się posłużyć tytułem, to co innego niż w normalnej rozmowie. ;)

  5. U mnie w lo również wymagane było zwracanie się per profesor. W sumie był jeden :D ogólnie nie podoba mi się nasza „służalcza” tendencja do tytułowania. Błędem jest mówić o prezydencie – pan prezydent, tego zwrotu powinno się używać w bezpośredniej rozmowie zwracając się do niego. Albo w ogóle po co nazywać prezydentem kogoś, kto urząd ten piastował wieki temu. Pamiętam kiedyś w jednym programie spotkali się Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski, i prowadzący do wszystkich walił na prezydenta :D

    • No jeden był, ale każdy nagle chciał, żeby tak się do nich zwracać. Pf. A mnie to akurat śmieszy, prezydentem przestał być, ale wszyscy się zachowują, jakby był nim nadal, chociaż minęło np. 10 lat, odkąd jego kariera prezydenta się skończyła. Bez sensu to jest. Rozumiem, że to pewnego rodzaju oddanie szacunku dla pełnionej kiedyś funkcji przez danego człowieka, ale nie przesadzajmy. Wykorzystał swoją szansę, teraz pełni inną funkcję albo jest emerytem. No tylko emeryt nie brzmi tak jak ,,pan prezydent”.

  6. Nie dziwię się twojego oburzenia, jeśli ktoś chce się dowartościować to niech zapracuje sobie na taki świstek i wtedy może mówić coś na taki temat.

  7. Czasami człowiek z tytułami nie posiada podstawowych zasad kultury. A osoba bez wykształcenia potrafi być inteligentna i kulturalna. W życiu najwięcej znaczy charakter człowieka. Wg mnie zbędne jest zatem tytułowanie wszelkimi możliwymi tytułami mgr inż dr hab.:D

    • Dokładnie, tytuł nie odzwierciedla tego, jakim kto jest człowiekiem. Niektórzy bardzo lubią się chwalić swoimi tytułami. ;D

  8. Są środowiska, w których tytuł jest obowiązkowy. Głównie wśród naukowców.
    Ale poza tymi środowiskami tytułowanie mnie razi.
    :-)

  9. Moja polonistka z liceum kazała na siebie mówić „pani profesor”, a takiego tytułu nie uzyskała.. Reszcie nauczycieli wystarczało „pan” lub „pani” i wszystko grało. Na uczelni to całkiem inna bajka, bo i środowisko jest inne i wiadomo, że się magistruje, doktoruje i psofesoruje na prawo i lewo.
    Jednakże osoby, które myślą, że tytuł naukowy jest priorytetem i określa człowieka – mylą się. Sama mam magistra i jakoś tym nie szastam na prawo i lewo, bo i po co? Mam to mam, napiszę to w CV i pewnie będzie to jedyne miejsce, w którym (poza dyplomem) mój tytuł się znajdzie. Nie dajmy się zwariować – znam mnóstwo ludzi, którym nie było dane skończyć studiów z różnych powodów i wiedzę w danych dziedzinach mają przeogromną i nie mam z nimi żadnych szans! :D Wartości człowieka nie da się przedstawić na papierku – ale dlaczego niektórym ludziom tak ciężko to zrozumieć?
    Pozdrawiam, M.
    (P.S. MAM W DOMU DWA MAŁE KOTY!!)

    • Na uczelni to nie razi, tam wiadomo, że po prostu trzeba tak, niektórzy przywiązują do tego wagę, inni nie. No pewnie, że tytuł nie stanowi o człowieku i jego wiedzy. Nie każdemu dane jest skończyć studia, a to nie znaczy, że jest głupi. Myślę, że każdy jest dobry w jakiejś dziedzinie.
      Kiciusie! To niech się chowają słodziaki ładnie. ;) A jakie są? Rude, czarne, szare, łaciate? ;D

  10. Rozumiem, że na uczelniach do tytułów się przywiązuje wagę, bo oni w sumie po to tam są. Dla prowadzenia badań i zdobywania tytułów.
    Ale to „profesorowanie” w liceach to mnie nieco śmieszy.

    • No tak, na uczelni wyższej to nie razi, nie to co w szkole średniej, gdzie pracują głównie magistrzy.

  11. Jak byłam na poprzedniej uczelni – kadra była młodsza i o żadnym profesorowaniu nie było mowy.
    Teraz jest zupełnie inaczej… nawet do „nie-profesorów” wypada się tak zwracać. Co zrobić… chciałoby się to zmienić…
    Pozdrawiam wyjazdowo :) (póki co zapominam o uczelni, bo w końcu mam upragniony urlop) ;)

    • Nie zdążyli jeszcze zrobić profesury ;D. Wszystko przed nimi, może jak zrobią też też będą tak paradować z tytułem. Kto wie? No jasne, odpoczywaj, nie myśl o studiach. Udanego wyjazdu, pozdrawiam także ;).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.