Za zwykłą wodę – opowieść jak to jest do dupy być dobrym, miłym i wrażliwym

To będzie długa opowieść. Pisana na świeżo, a zepsuta bardzo.

Przechwaliłam. Z pracą. Dzisiaj skończyło się płaczem.

Po kolei.

Miałam być od 8.00 do 20.00. Przyszłam na ósmą, rozłożyłam gazety, powłączałam wszystko. Zaczęli się pojawiać pierwsi klienci. Jeden z nich podniósł mi ciśnienie, bo chciał kupić papierosy 40-tki, za 20 ileś tam. Nie podał nazwy. Pokazałam mu jedne z tych największych paczek.

- Te Pan chce? – zapytałam. – Ale to 28, a nie 40 – uprzedziłam. Bo wiecie, jako niepaląca nie znam się na tym, a pracuję tam trzy tygodnie, a nie trzy lata, żeby pamiętać, ile co kosztuje i jakie jest.

- Tak, da mi Pani te.

Kiedy już nabiłam na kasę i wyszedł paragon on przypomniał sobie nazwę papierosów.Szlag by to, pomyślałam. Zwrotów nie robimy, a facet bynajmniej nie zamierza odejść z tym, co kupił i chce tamte. Wiedząc, jak mogę postąpić, wzięłam paragon i przywiązałam do paczki, a jemu nabiłam papierosy, o których sobie przypomniał. Tamte potem sprzedałam komuś innemu.

I całe szczęście, bo patrząc na całą dzisiejszą sytuację, miałabym jeszcze bardziej przerąbane.

Klienci dzisiaj ciągle płacili stówami. Nikt nie miał rozmienić i mało kto miał drobne, a prosiłam o nie ciągle, informując że nie mam jak wydać. Jeszcze kolega przychodził u mnie rozmieniać stówy… Nie moja wina, pieniędzy z poprzedniego utargu nie ruszałam, chociaż wiedziałam, że mogę, jakby co, ale nie ruszałam, żeby mi się nie oberwało, że coś źle jest i się nie zgadza.

Wczoraj zrobiłam trochę nie tak zwroty jak trzeba, ale wiecie co? Tych gazet i tak było sporo na stojaku i nikt ich nie kupował, więc dla mnie różnicy nie ma, ale dostałam informację, że mam tak nie robić. Ok.

Z rana było trochę zamieszania, a potem właściwie spokój. Mój ulubiony klient przyszedł, pogawędziliśmy sobie. Przyszedł też Pan S., który stale nas odwiedza i stoi przy kiosku co najmniej 20 minut, jest trochę niepełnosprawny umysłowo, ale całkiem sympatyczny i niekonfliktowy, a nawet uczynny, bo chce być potrzebny.

Na wieczór przyszła Pani I. – niby szefowa, żeby zrobić zamówienia. Zwykle tylko jej przytakuję i mówię ,,dobrze, tak jest, przepraszam. Wredny typ człowieka, który ma się za nie wiadomo co. Ja się tym nie zajmuję – i dobrze, tak samo nie podliczam utargów. Mi pasuje, niż jakbym miała to robić. I tak tam nie zostanę dłużej niż do końca wakacji.

I wtedy co?

Przychodzi kobieta ze zdrapkami. 4 sztuki do wypłaty. Zeskanowałam jej i wyszło mi, że 17 zł ma i pytam czy jej oddać. A ona, że źle, że jak 17 zł, że ona miała więcej i ja coś źle zrobiłam. Grzecznie ją poinformowałam, że jedna zdrapka była pusta. Ona, że jak, że to niemożliwe, że ja coś źle zrobiłam. A przecież to maszyna pokazuje… Nie kłóciłam się, bo ster przejęła Pani I. Wyszło jej to samo, co mi.

Nawet przepraszam nie usłyszałam za to, że niby chciałam ją oszukać, co było bardzo przykre. Ja przepraszam jak się pomylę, nawet dwa razy, bo zdarza mi się źle wydać resztę albo wydrukować nie taki kupon jak chcą.

Potem Pani I. się doczepiła do mojego pisma, a ja brzydko piszę i mówię o tym, i tak staram się wyraźnie pisać, żeby te dwie panie mogły się rozczytać. Po niej też nie mogę się czasem rozczytać i afery nie robię… Bo też spróbowałabym. Nie wspominam już o tym, że na tych kartkach jest mało miejsca.

Czarę goryczy przelało to, że mogłam sobie wymienić te stówy, które mi dawano i żeby mieć drobne z wczorajszego utargu, czego celowo nie zrobiłam, by nie było potem na mnie, że coś się nie zgadza.

Nie wytrzymałam i popłakałam się. Tak też obsługiwałam klientów. Z zasmarkaną chusteczką przy nosie. Już mnie to nie obchodziło.

To nie był jeszcze koniec.

Pan S. przyszedł do nas jeszcze raz, a ja niemądra zapomniałam sobie włożyć do torebki nową butelkę wody i została mi tylko ta z wczoraj ,a tam było na dwa łyki. Na godzinę przed zamknięciem sklepu nie chciałam sobie robić herbaty. Bez sensu by to było, więc poprosiłam Pana S. o to by mi ją kupił na Netto. W naszym kiosku jest droga, 2 zł za butelkę, przesada. Pani I. przy tym była, powiedziała, że my mamy wodę niegazowaną (tylko taką piję), ale z Żywca i 2 zł. No, sorry, ale dla mnie to za dużo jak za małą butelkę wody. Wolałam poprosić Pana S., który z miłą chęcią się zgodził. Pani I. kilka razy kupowała wodę w kiosku, ja tam nie zamierzam przepłacać, bo milionerką nie jestem. Ona chyba nigdy nikogo o nic nie prosi, więc jej nie podpasowało, że Pan S. poszedł mi kupić tą wodę.

Jeszcze przed zamknięcie przyszli po zdrapki i dużo ich brali. A tych zdrapek jest wiele… No i ostatnie kazali mi wybrać, śmiejąc się, że będzie na mnie. A ja już byłam rozwalona totalnie i ledwo powstrzymałam potok łez, cisnących się do oczu, dlatego powiedziałam, siląc się na uśmiech, że już może na dzisiaj starczy. Pani I. zrobiła minę, którą akurat się nie przejęłam. Też potrafię wbijać szpilki. Podziękowałam państwu, oni mi i poszli.

Jak Pani I. przychodzi na koniec dnia, to muszę podliczać nie tylko nominały, ale też całą sumę.

I już jakiś czas temu stwierdziłam ,że nie będę tego robić tak jak ona chce, bo potem 50 razy muszę liczyć, gdyż mi nie wychodzi to, co powinno. Zaczęłam robić po swojemu. I co słyszę?

- A dlaczego Ty tak robisz?! Zrób to tak jak Ci pokazywałam! Tak to się można pomylić.

Odpowiedziałam, że tak mi jest lepiej, łatwiej, bo tamtym sposobem właśnie się mylę. Z wielkim fochem usłyszałam: To rób jak chcesz.

Zrobiłam, a ona potem jeszcze raz liczyła.

W porządku. Byle się zgadzało wszystko i szef nie miał pretensji.

Przedwczoraj i wczoraj znalazłam gazety, które powinny pójść do zwrotów, a nie poszły. I dzisiaj oczywiście słyszę: A skąd się te gazety wzięły tutaj, gdzie one były? Wyjaśniłam ,że zapodziały się w kartonie pomiędzy świeżymi.

- Ale skąd one się tam w ogóle wzięły?!

- Nie wiem – odpowiedziałam. – Ja byłam na rano i zwrotów nie robiłam.

Pani I. robiła…Tak na marginesie.

Płakałam w samochodzie całą drogę.

Przyszedł dzisiaj mój ulubiony klient i wiecie, ja zawsze się cieszę jak go widzę, sympatyczny starszy pan, pogadaliśmy sobie trochę i powiedział mi, żebym witała się z nim ciszej, bo panie, które ze mną pracują są zawistne i zazdrosne. Wiecie, bo on się ze mną wita słowami: Dzień dobry pięknej pani, a ja z nim: O mój ulubiony klient, albo podobnie jak on ze mną tylko odmieniając na formę męską i zawsze szeroko się uśmiecham. Bo dlaczego nie?

Z każdym kto jest miły i zagaduje, rozmawiam i się uśmiecham. Jest sympatyczniej. Do miłej obsługi się wraca. Przynajmniej ja wracam. Jak ktoś chamski mnie obsłuży to więcej do niego nie pójdę, chyba że nie będę miała wyjścia. Z takiego założenia wychodzę.

Pani I. raczej nikt nie lubi. Uprzedzona też zostałam o tym, jaka ona jest.

Ale wiecie co? Mimo wszystko czepianie się o bzdury w końcu wyprowadzi człowieka z równowagi. Bo ile można?

Tym bardziej, że ja…

Wiecie, mam fobię społeczną i skłonności do zachowań depresyjnych oraz nerwicowych. Lekarz właśnie mi radził, żebym znalazła sobie pracę, bo to mi pomoże. No i faktycznie przychodzą klienci, którzy wydaje mi się, że mnie lubią i to też w jakiś sposób mi pomogło się otworzyć na ludzi. Nie muszę o tym mówić nikomu. I nie mówię. Spodziewam się, jakie byłyby reakcje.

Poza tym, jestem osobą wrażliwą i łatwo mnie zranić. A ja też wiem, że nie mogę dawać się ranić i nie chcę ranić innych, dlatego podchodzę do ludzi z życzliwością. Nie mogę również pozwolić się ranić, bo uważam, że już dosyć mnie zraniono. Nie chcę więcej cierpienia, które się odkłada w moim wnętrzu, nie chcę by moje serce ściskało się z bólu, który jest gorszy niż ten fizyczny.

Nie chcę też, aby wszyscy wokół mnie lubili. Wystarczy traktować mnie jak człowieka i z szacunkiem. Tylko tyle i będę zadowolona. To nie kosztuje.

Czy to koniec?

Jeszcze nie, bo jak już wszystko zostało wyłączone, pozamykane i poszłyśmy włożyć zwroty (gazety) do skrzynki, a zawsze ktoś z Netto musi nam drzwi otworzyć, to stały tam Pani E. i N. (z N. jestem na ty).

- Ooo to Wy już, tak szybko? – zapytała N. ze śmiechem. (Była 20.15). Przypominam, że o 20 jest nieczynne, a potem się wszystko podlicza i takie tam.

Na co Pani I odpowiedziała:

- Mamy taką zdolną pracownicę to wiesz. – Odpowiedź z podtekstem. Złośliwa.

Nie powiem, że nie zabolało.

Ona im powiedziała dobranoc, a ja cześć do N. i dobranoc do Pani E. Z kilkoma osobami jestem tam na Ty, bo wcale nie są starsi dużo ode mnie, a też jak się razem pracuje na jednym obiekcie to tak jest zwyczajnie łatwiej.

Na chwilę przestałam płakać, ale kiedy rozeszłam się z Panią I. znowu zaczęłam i pobiegłam do auta, zapominając o tym, że miałam zabrać grzyby od wujka…

Wybaczcie, ale na komentarze odpiszę Wam w innym czasie. Teraz idę się umyć i spać.

Jutro na szczęście wolne.

46 Komentarze

    • Tak, lepiej mi się robi, jak coś z siebie wyrzucę. ;)
      Nie chodzi o to, by było prosto i łatwo, ale o to, by szanować drugiego człowieka. To nie kosztuje.

  1. To było wczoraj. Dzisiaj czekają na Ciebie same przyjemne wydarzenia. I jedź po te grzyby, nie ma nic lepszego niż jajecznica z grzybami!

  2. I tu widać, jak to w życiu bywa – jak w kalejdoskopie. Wredna ta Twoja szefowa – naprawdę. Potrafi…Z tego co wiem to nieraz wypłakać się – jest dobrze, ja czasami chciałabym a nie mam jak i kiedy. A i wyżalić się trzeba od czasu do czasu. jeśli Ci to pomoże to cieplutko przytulam wirtualnie.

    • Właściwie to ona nawet mi nie płaci, jest tak jakby bardziej kimś w rodzaju kierownika. Po prostu przesadza, bo to żadna tragedia, że kłódka zamknięta, przecież można otworzyć. Klienci jej nie lubią i kilku mi o tym mówiło, że jest zawistna i wredna i ona robi wszystko najlepiej, ale kurczę moim kosztem swoich chorych ambicji spełniać nie będzie.
      Dziękuję, Gabrysiu, ściskam. ;)

  3. Płacz pomaga, ale też proszę – nie przejmuj się tak bardzo. Jesteś fajną,pogodną, mądrą osobą i to sobie zawsze powtarzaj, gdy się ściśnie w gardle. Uściski:)

  4. no cóż w pracy czasem bywa szorstko , ktoś wredny popisze się złośliwością , ktoś inny będzie wręcz niegrzeczny czy arogancki , ale tym nie należy aż tak bardzo się przejmować i zrażać . Myślę , że z czasem się zahartujesz i nie będziesz wszystkiego brała tak bardzo do siebie :) To co się wydarzyło tego dnia nie zmienia faktu , że nadal jesteś fajną , mądrą ,sympatyczną ,piękną , kulturalną dziewczyną, która uczy się fachu :) A więc ma prawo czegoś nie wiedzieć .
    Wiesz kiedyś dawno temu gdy reagowałam podobnie jak Ty na swoją szefową moja koleżanka terapeutka poradziła mi bym, w momencie doznawanego stresu związanego z jakimś kolejnym wrednym słowotokiem mojej szefowej uciekła w wizualizację . Chodziło o to abym w takim momencie wyobrażała sobie , że to babsko wygłasza swoje wredne tyrady stojąc przede mną tylko w okrutnych gaciach w wielkie czerwone grochy … :) Powiem Ci , że do dziś tak robię gdy ktoś bardzo się stara aby mnie zirytować lub mi dopiec … :) Skutek jest taki , że zamiast się denerwować czuję wewnętrzne rozbawienie tym co widzę oczami mojej wyobraźni :) Spróbuj może to i Tobie pomoże ? :) I nigdy nie trać wiary w siebie . Pozdrawiam :)

    • Jeśli tacy klienci przychodzą, to się nie przejmuję. Przyjdą i pójdą. Chwilowe wnerwienie, ale kiedy kilka godzin musisz spędzić z kimś, kto jest zwyczajnie okropny, no to można się podłamać. Jutro akurat z nią jestem na zmianie, będę odliczać minuty do końca. Ooo wizualizacja mi się podoba, ale jak nagle wybuchnę śmiechem to dopiero będzie ;D. Dziękuję i pozdrawiam także. ;)

  5. Współczuję.
    Ludzie są tacy okropni. Zamiast się starać, aby się nam wszystkim żyło lepiej i milej… na każdym kroku tylko wbijają szpile…
    Przykro mi…
    Też jestem bardzo wrażliwa i uwierz mi, przechodziłam przez coś bardzo podobnego. Wiem, co czujesz i współczuję bardzo.
    Z czasem nieco się uodpornisz, ale na czyjąś złośliwość, podłość – ciężko jest.
    Pozdrawiam!

    • Staram się być dla każdego życzliwa, nie chcę życzyć nikomu źle. Właśnie atmosfera jest inna, chętniej się idzie do tej pracy, łatwiej się współpracuje. Dziękuję, Megly. Pozdrawiam. ;)

    • Trudno jest się nie przejmować, jak się starasz i właściwie nie zrobiłaś czegoś, co zasługuje na naganę, a i tak ci się obrywa, ale z drugiej strony kimś takim nie warto się przejmować, bo taki człowiek. Niestety…

  6. LB jeżeli jesteś taka wrażliwa, to nie wiem czy praca w sklepie jest właściwa dla Ciebie. Moja synowa pracuje w „Żabce” już półtora roku i trochę mniej przeżywa scysje z klientami, współpracownikami, ale jeszcze jej się zdarza. Wiem, że teraz z pracą jest tak, że bierze się co dają. Biorąc pod uwagę Twoja sympatię dla ludzi w połączeniu z wrażliwością może praca w szpitalu, domu opieki lub ośrodku pomocy społecznej byłaby mniej stresująca. Ukłony.

    • Z wykształcenia jestem pracownikiem socjalnym, ale jeszcze nie szukam pracy w swoim zawodzie, bo mam rok studiów. Chciałam tylko czegoś na wakacje. Półtora roku to już ładny staż, ja trzy tygodnie, teraz czwarty będzie. Jeśli dalej tak będzie, to porozmawiam z szefem o skróceniu naszej współpracy.

  7. To nieprawda, że bycie miłym, dobrym i wrażliwym jest do dupy. Przecież wiesz o tym. Czasem tylko mamy gorszy dzień. Ale on mija i znowu jest fajnie. Prawda?

    • Chodziło o to, że ludzie wrażliwi, dobrzy i mili zazwyczaj najbardziej obrywają, dlatego jest potem do dupy. Ale tak, masz rację, to tylko gorszy dzień. Oby więcej ich nie było. Pozdrawiam. ;)

  8. Ewa ma rację, bądź sobą, bo takich pań I, jest wszędzie pełno, ale nie daj sie, to Ty masz rację, nie ona… i kiedyś to Ty dobrze na tym wyjdziesz, nie ona.
    Poza tym każdy z nas miewa w pracy takie dni, że nic tylko popłakać w kącie, chociaż ja ostatnio raczej bywam wściekła i wiesz co? Lżej znoszę stres, gdy się wścieknę i odpyskuję, bo ileż można nadstawiać drugi policzek!

    • Mnie klienci raczej lubią, jej nie. To kobieta, która ma 50 lat albo jest po 50-tce. Mam szacunek do starszych i nie chcę jej pyskować, ale któregoś dnia się nie powstrzymać, już wczoraj było mi trudno nic nie powiedzieć. Ale ja sobie nie pozwolę na bycie tresowanym pieskiem.

  9. Ależ wredna kobieta! No muszę to napisać. Jak można tak traktować drugiego człowieka? Nie wiem, mi się to w głowie nie mieści – po prostu nie mam takiego charakteru, nie odgryzam się na nikim nawet w złości, gdy mi coś prywatnie nie idzie. Ale dobrze, że nam to wszystko napisałaś – z pewnością zeszło z Ciebie dużo napięcia. Ja czuję, że ta Pani I. już niedługo się doIgra :)

    • No jest wredna, nawet kolor jej włosów o tym świadczy ;D. Zeszło, zrobiło mi się lepiej. ;)
      Nie będę jej pozwalała, żeby się na mnie wykrzywiała i krzyczała. Jak chce tresowanego pieska no to niech idzie pod inny adres, bo ja się nie dam. Ona w ogóle raz jest miła, a raz jej wszystko nie pasuje. Trudny człowiek.

  10. Dobrze, że chociaż udało Ci się ta paczkę sprzedać komuś innemu. Niektórzy sa zbyt niezdecydowani czego chcą.
    Najlepiej się komuś wygadać, nieważne czy na blogu.

    • Też się z tego cieszyłam, bo jeszcze do tego by się doczepiła…
      Tak, zgadzam się. Lepiej wszystko z siebie wyrzucić i niż w sobie dusić.

  11. Strasznie ci współczuję i wiem jakie jest to ciężkie. Mam podobny charakter jak ty, więc wiem jak to jest jak ktoś niemiły się trafi. Mam nadzieję, że z czasem będzie dobrze :) Trzymaj się

    • Dzięki. ;)
      Jeszcze dwa miesiące i na studia wracam. Myślę, że jakoś wytrzymam. Bo w sumie nie jest najgorzej ,tylko ta jedna osoba czasem uprzykrza to wszystko.

  12. Współczuję takiej sytuacji w pracy. Sama miałam kiedyś chamską szefową i wiem co to znaczy. Nie wiem czy jest w pracy cokolwiek gorszego niż taka negatywna atmosfera.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    • Jak jest negatywna atmosfera to jest naprawdę kiepsko. Milej jest, jak wszyscy się ze sobą dogadują. I w ogóle jak pracuje, to chce sie skupić na tej pracy, a nie jeszcze znosić czyjeś fochy i pretensje albo krzyki.
      Dziękuję za wizytę. Pozdrawiam także. ;)

  13. Oj biedulko.. Trzymaj się tam dzielnie i nie daj się!
    Niektóre człowieki są takie wredne i plują żółcią.. Jakby nie pluły to by się podusiły.
    Buziaki i mnóstwo uścisków! M.

  14. Bo to zła kobieta była. Też uważam, że takie wydarzenia hartują, bo nie ma co owijać w wiskozę, że w pracy – tej, czy innej – są same dobre momenty. Jest fajnie jeśli dobre przeważają nad złymi, a i tego obiecać nie mogę. Dobrze jest opracować jakiś system reagowania, płacz przy Pani I nie jest dobrym rozwiązaniem, tego typu ludzie żywią się tym jak pijawki i później jeszcze bardziej gnębią. Oczywiście strasznie się mądrze w tym momencie :D bo sama odpyskować nie potrafię, ale mnie jest łatwiej bo nie biorę tego do siebie i ciężko mnie wytrącić z równowagi.

    • No tak… Jest wredna i lubi rządzić. Z kolei ja nie lubię bardzo jak ktoś chce mną dyrygować, krzyczy na mnie i traktuje bez szacunku. Może mnie nie lubić, o to nie zabiegam specjalnie. Ja też każdego nie darzę sympatią, ale lepiej się pracuje w miłej atmosferze. Nie chce pyskować od kobiety starszej ode mnie, ale jak nie pozostawi mi wyboru to to zrobię, bo w końcu wybuchnę.

  15. Takie sytuacje się zdarzają, wszystkie dni w naszym życiu nie będą piękne. A pokazywanie studentowi w jednej z pierwszych, wakacyjnych prac, że jest nic nie wart często ma miejsce. Ale pomyśl- jakie wykształcenie ma Twoja przełożona? Kim w życiu jest? Co osiągnęła? I co daje jej to, że się na Ciebie złości? Rekompensatę? Może… I kim jesteś Ty, a kim ona? Co do tej pory zrobiła ze swoim życiem? Musisz poczuć swoją wartość w tej sytuacji, a jeśli naprawdę Ci ciężko i czujesz, że nie wytrzymujesz, bo to wszystko Cię przytłacza to po prostu to rzuć i poszukaj innej, z innymi ludźmi i inną atmosferą. Mnie osobiście nie przekonuje teza, że na świecie nie ma ŻADNEJ spełniającej nasze wymagania pracy… Jest, tylko trzeba szukać, niekiedy do upadłego…
    Dodaję do ulubionych :)

    • Jakbyś trafiła, bo właśnie w tamtej chwili pomyślałam o tym w czym ona jest lepsza ode mnie i że mam wyższe wykształcenie niż ona. To jest taka praca na wakacje. Po studiach raczej będę próbować w swoim zawodzie. Chcę po prostu, żeby było miło i żebym mogła dobrze wykonywać swoją pracę, a jak ktoś się non stop czepia to nie dość, że jest przykro, ale też trudniej coś robić, bo człowiek zaczyna wątpić. Dzięki. Pozdrawiam. ;)

    • Akurat wykształcenie nie ma tutaj większego znaczenia – i nie mówię tego dlatego, że sam posiadam znikome. Znam wielu bardzo prostych ludzi, którzy są wspaniali, i znam wiele kreatur z papierkami. To kwestia usposobienia danego człowieka. Można być geniuszem który zrewolucjonizuje świat, ale jednocześnie być marnym, nie wartym kontaktu człowiekiem, i można być prostym rolnikiem, który siebie i innych traktuje po ludzku. Nie ważne, jaki ma się zawód, wykształcenie, ile ma się na koncie – innych nie wolno traktować z góry.

      • Raczej chodziło o to, że jak się pomyśli o wykształceniu to się poprawi samopoczucie, bo coś się osiągnęło jednak w życiu. Coś, co nie udało się innemu. Tak wywnioskowałam. Bo masz rację, że ono tak naprawdę nie określa człowieka, tego, jakim jest. Dokładnie, z szacunkiem najlepiej.

  16. Możesz zmienić swoje nastawienie do aktualnej pracy i ludzi w niej albo zmienić pracę. Mam nadzieję, że po pewnym czasie emocje opadły i patrzysz na tę sprawę trochę inaczej. A może dostrzeżesz też co można zmienić?
    ściskam i wspieram Cię bardzo mocno, nie jest łatwo pracować z ludźmi i do tego z upierdliwymi kierowniczkami;)
    pozdrawiam serdecznie!

    • Oj, niełatwo. Różnie to bywa, ale nie jest tak źle. Zależy od dnia też. To tylko na wakacje. ;)
      Pozdrawiam także. ;)

  17. Niestety, wszędzie to samo: czy ludzie wykształceni, czy nie, czy kobiety, czy mężczyźni, czy starzy, czy młodzi – większość w genach ma gnojenie innych dla zabawy i dowartościowania się (a jak scala ich relacja takie wspólne dokuczanie nowemu pracownikowi, ho-ho, Panie i Panowie!). Wszędzie znajdzie się kilku idiotów którzy będą w sobie podtrzymywać złudzenie własnej wspaniałości poniżaniem drugiego, Bogu ducha winnego, człowieka. A przecież można podejść, wytłumaczyć. Powiedzieć: nie denerwuj się, każdy kiedyś zaczynał. Można. Ale nie, bo w Polaku XXI wieku (na ogół) tyle kultury, co w worku kartofli na targu. Moja rada: znajdź pracę w swoim zawodzie. Nie po to kończyłaś studia, żeby teraz zajmować się czymś, co można robić i bez nich. I nie daj sobie wmówić, że fajnie jest studiować TYLKO PO TO, żeby coś wiedzieć, a robić można byle co – bo i takich głosów z tego, co wiem, nie brakuje (i to właśnie ze strony wykształconych, młodych ludzi, którzy świat mają w swoich rękach, a rzucają go dla ścierki i zmywaka w podrzędnych jadłodajniach). Poza tym, jeśli nie będziesz wykorzystywać w praktyce nabytej na studiach wiedzy – ulotni się z Ciebie w ciągu kilku lat. Głowa do góry i powodzenia:)

  18. Ach, i jeszcze jedno: łatwo z ludźmi nie ma – nigdy i nigdzie. Ale zawsze lepiej poruszać się na gruncie spraw, o których ma się pojęcie – nabyte na przykład na studiach.

    • I skąd się w ludziach to bierze? Że tak bardzo upokarzają, by się dowartościować kosztem innego człowieka. To jest straszne. Brak wyrozumiałości, brak empatii, nieuznawanie pomyłek, które przecież da się naprawić, ta zawiść i zarozumialstwo. Mam jeszcze rok magisterki, więc wtedy będę szukać pracy w swoim zawodzie. Teraz to tylko na wakacje. A mój zawód to też praca z ludźmi, więc nie będę miała łatwo. Częściej wybieram trudniejszą drogę.

  19. Przecież człowiek wszystkiego musi się nauczyć… Bardzo niewyrozumiała ta Twoja szefowa. Wiem, że mnie teraz łatwo tak mówić, ale – głowa do góry!
    Rozglądasz się za czymś innym? Kontakt z ludźmi na pewno jest potrzebny, tylko nie koniecznie z takimi :/

    • Ona tam pracuje x lat, a ja dopiero zaczęłam. Dla niej wszystko jest proste. Ludzie się mylą, nawet ona. Klienci ogólnie w większości są ok. Nie rozglądam się za niczym innym, bo to nawet nie ma sensu i nie ma gdzie specjalnie. To praca tylko na wakacje, bo w październiku wracam na studia.

  20. Praca z ludźmi jak dla mnie jest mega ciężka, codziennie się o tym przekonuję. Pracując w przychodni nauczyłam się jednego ludzie są fałszywi, podli, zakłamani i wredni nie wszyscy, ale większość. Rejestracja jest na pierwszej linii strzału. Każdy dzień ból żołądka, Ty przynajmniej się popłakałaś, a ja duszę wszystko w sobie i udaję że jest ok. Pracę warto mieć, ale sama myślę nad zmianą, bo nie daję rady w takiej pracy.
    Trzymaj się, powodzenia :*

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.