Ten be, tamten też nie!

Samotność mi nie przeszkadza.

To tak jak napisała Maja na swoim blogu, samotność daje spokój, można zostać ze swoimi myślami, odpocząć od hałasu i innych ludzi. Po prostu pobyć sam na sam ze sobą. I to jest ok. Mi to odpowiada. Ba, ja tego potrzebuję.

Bycie singielką mi nie przeszkadza, choć mam momenty, gdy potrzebowałabym męskiego wsparcia. Ale nie jest mi źle. Nie narzekam. Umiem sobie radzić sama, a jak z czymś sobie poradzić nie mogę, idę i proszę o pomoc kogoś, kto się na tym zna lub zwracam się do fachowca.

To nie tak, że sobie wybrzydzam i odrzucam wszystkich zainteresowanych po kolei, mówiąc ,,Ten be, tamten też nie. Bo rudy, bo za niski, bo piegowaty czy ma krzywy nos.”

Liczą się inne kategorie.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Piszę o tym, ponieważ przychodzi do mojego miejsca pracy pewien starszy pan, z którym zamieniłam kilka zdań, wśród nich dowiedział się, że nie mam chłopaka i od tamtej pory za każdym razem jak mnie widzi ubolewa nad tym faktem.

On ubolewa. Mi to nie przeszkadza. To nie tylko kwestia przyzwyczajenia do bycia samej. Nie wiem, czy odnalazłabym się w związku. Nie lubię ograniczeń, ingerowania w moje sprawy, nie podporządkowałabym się całkowicie komuś, gdyby chciał. Muszę zrobić po swojemu. Mogłabym pójść na kompromis, bo o tym zawsze można rozmawiać. Być może też zbytnia bliskość mnie przeraża i to, że już nie chciałabym mieć złamanego serca… A oddałabym je w całości. W dodatku mnie nie interesują krótkotrwałe przygody, a coś poważnego i prawdziwego. Jeśli już miałabym się zdecydować. Może kiedyś zmienię zdanie, ale w tej chwili takie mam założenie, że przygód nie chcę.

Co słyszę od tego pana?

Że sama, że mnie ma mnie kto pilnować tutaj w tym sklepie, że młoda, ładna i nie ma chłopaka. Odpowiadam, że no nie mam, nikt mnie nie chce, albo ja nie chcę tych, co chcą mnie i co mam zrobić, co poradzić na bycie samą? W sensie bez pary. Czy mam sobie napisać na koszulce, że szukam chłopaka i wyjść tak na ulicę? Nie przesadzajmy. Desperatką nie jestem. Alkoholika nie chcę.

Palacza zresztą też nie, bo nie znoszę papierosów i byłaby bardzo zadowolona, gdyby przestały istnieć. Tak więc z palaczem się nie umówię nawet na randkę. Weź się całuj z popielniczką albo z zatkniętym nosem, bo przecież ten zapach jest okropny. Ćpanie też nie wchodzi w grę.

On po prostu musi być taki, żeby mi pasował.

Mieć poczucie humoru, lubić książki, a przynajmniej rozumieć moje uwielbienie do nich. Mieć jakieś swoje pasje, no i nie wiem. Mieć to ,,coś”, co mnie do niego będzie przyciągać. Oczywiście, musi mnie akceptować taką, jaką jestem. A wiem, że jestem trudna czasem.

Nie będę tego wszystkiego tłumaczyć każdemu, kto mnie zapyta, dlaczego nie mam faceta, bo to za dużo mówienia i właściwie tłumaczyć się nikomu ze swojego życia nie muszę.

Tak się potoczyło i ja nie mam z tym specjalnego problemu.

Problem jest dopiero, gdy ktoś zaczyna mi o tym mówić i to tak jakby mi to umniejszało.

Kiedyś 20-stoparolatki określano mianem starej panny, a jakie one stare były? Pewnie wiązało się to też z szybszą śmiercią, ale no wiecie, rodzice ubolewali, że żaden kandydat dla ich córki się nie pojawia i wiercili dziurę w brzuchu tej biednej dziewczynie albo wydawano ją za dużo starszego faceta. Aranżowane małżeństwa to zło. Nie chciałabym, aby mnie spotkało. Ludzie powinni mieć wybór, z kim chcą spędzić swoje życie. Może nie każde ustawione małżeństwo było klapą, może małżonkowie się z czasem pokochali, ale nie. Po tysiąckroć ,,nie”.

Bycie singielką nie umniejsza. To nie jest mój wybór, jak u co niektórych. Po prostu miłość do mnie nie przyszła. Może jeszcze nie przyszła. A może już nie przyjdzie? Nie mam pojęcia i nie będę się nad tym głowić, bo jaki to ma sens? Na pewno nie jestem gorsza od tych, co są w związku.

Żyję swoim życiem. Realizuję się w innych dziedzinach i jestem z tego zadowolona, a to chyba ważne, co nie?

38 Komentarze

  1. Samotność w gruncie rzeczy jest całkiem fajna, ale pytanie czy na dłuższą metę. Ja np od dwóch lat nie jestem w stałym związku i zaczyna mi to powoli doskwierać co nie znaczy, że nie spotykam się z facetami ;-) Jednak zdecydowanie odpowiada mi forma kiedy nikt nie próbuje mnie kontrolować a ja robię to na co mam ochotę.

    Pozdrawiam

    • Samotność może stać się uciążliwa, ale miłość na siłę wcale nie jest na nią lekiem. To już lepiej zaakceptować fakt, że jest się samą. Pojawia się czasem taka właśnie tęsknota za byciem w związku. Kontrolowanie w związku to nie to o co chodzi. Dziękuję za wizytę. ;)

  2. Ech, ta dzisiejsza młodzież! Mój synek sobie wymyślił, że on się zacznie spotykać jak skończy studia. A ja nie chcę, żeby musiał sam się zmagać z życiem. Bo jestem daleko i żal mi, że nikt o niego nie dba. Mam nadzieję, że miłość przyjdzie. I do niego i do Ciebie.

    • Aaa jak skończy studia, to chciałam właśnie na studiach i nie wyszło ;D. Może jemu też nie wyjdzie, w tym sensie, że jednak się zacznie z kimś spotykać zanim je skończy. Samemu jest trudniej, ale nie jest to niemożliwe. Dziękuję. ;) Pozdrawiam. ;)

  3. Myślę, że bycie singlem/singielką może byc O.K. dla tych, którzy mają taką konstrukcję psychiczną, ale skoro to zaprząta Twoje myśli, to chyba jednak potrzebowałabyś tej drugiej połówki. Nie ma mowy o podporządkowaniu, zmienianiu itp., związek dwojga ludzi to nie rodzaj niewolnictwa, chyba że jedna ze stron jest typem ofiary…
    Dobrze, ze masz jakieś wyobrażenie o tej drugiej osobie, a szukanie na siłę nie zbliży Cię do celu. Wczoraj na Pintereście znalazłam cytat – wszystko, co może nas spotkać najlepszego, pan Bóg podsyła nam w odpowiednim czasie…

    • Czasem myślę, że potrzebuję, a czasem że nie, że sobie poradzę sama. No właśnie niczyją niewolnicą nie zamierzam być… Odpowiedni czas – to jest to. Byle nie po 50-tce. ;)

      • Ja właściwą połówkę znalazłam po 40- tce I jest pięknie. Lepiej późno, niż za późno :) Nie ma co się śpieszyć bo można spotkać nadgryzioną połówkę która z czasem gnije i zgnilizną zaraża. lepiej poczekać.

    • Ja bardzo lubię być sama, lubię ciszę wokół siebie, ale cieszę się,że jestem w związku , który śmiem określić mianem bardzo dobrego. Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że udało mi się za trzecim podejściem…

  4. Miłość przychodzi z zaskoczenie. Tak jest zawsze. Czasami trzeba się na nią naczekać. Ja dość szybko ułożyłam swoje życie. Ale mam kuzynki lub ciocie, które wychodzą za mąż po 40-tce i w tym wieku rodzą dzieci. One mają niemowlaki, a moje to już przedszkolaki, starsze prawie szkolne..Każdemu co innego pisane

    • Ooo, no i ok. Każdy jakoś ułoży sobie życie. W związku, czy nie, ważne, by się nie żałowało swojego życia i wyborów, by być szczęśliwym.

  5. Nikt nie powinien być w życiu sam, chociażby dlatego że we dwoje raźniej( jest się z kim pospierać, jest się do kogo przytulić). Starszemu panu, gdyby jeszcze kiedyś Cię względem chłopaka nagabywał , powiedź:” a co pretenduje pan do mojej ręki, że tak się tym przejmuje?”(może speszysz go na tyle, że wreszcie zrozumie swoje niestosowne zachowanie). Innym mów, że masz chłopaka, ale wyjechał w delegację(do pracy zarobkowej do Stanów), a Ty nie wiesz kiedy wróci. A miłość? tak jak powiedziała Iwona K.-przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. To piękne uczucie, więc życzę Ci abyś go doświadczyła i nie miała nigdy dość. Pozdrawiam.

    • Tak, zgadzam się, jest raźniej, w ogóle jest lepiej, bo co dwie głowy, osoby to niejedna. Samemu trudniej podejmować decyzje. Ooo, dziękuję za podpowiedź, podoba mi się to, jak się nadarzy okazja to wypróbuję. ;)
      Pozdrawiam również i dziękuję za wizytę. ;)

  6. Jestem zdania, że nie ma co na siłę szukać faceta bo to się źle skończy, sama wiem na swoim przykładzie. Kiedyś w końcu przyjdzie niespodziewanie i to w takim momencie o którym nie będziesz wiedziała.
    Pozdrawiam i zapraszam :)

  7. Samotność(nie osamotnienie) jest dobra… Dopiero w samotności można naprawdę poznać siebie i być szczęśliwym, co nie jest możliwe gdy się tkwi w nieudanym związku. Życie we dwoje jest piękne, ale tylko wtedy gdy jest między tym dwojgiem prawdziwa miłość. Wtedy wszystko pasuje i samo się układa. Dobrze, że tamte czasy minęły kiedy „stare panny” były naciskane przez społeczeństwo.

  8. Wszystko w swoim czasie.
    Moim zdaniem teraz i tak jest całkiem w porządku. Dawniej na młode kobiety była straszna presja społeczna, aby wychodziły za mąż młodo. Teraz to bardziej indywidualna kwestia.
    Nie ma się z czym spieszyć.
    Pozdrawiam serdecznie! :)

  9. Nasz społeczeństwo ciągle oczekuje od kobiet, że szybko sobie znajdą faceta , a potem trzeba się kompletnie podporządkować i zapomnieć o własnym życiu…
    W związku trzeba pozwolić sobie oddychać…

    • Jasne, że trzeba pozwolić sobie oddychać. Gdy zaczynamy się dusić w związku to trzeba coś w nim zmienić albo go zakończyć, bo inaczej to będzie masakra.

  10. Masz bardzo zdrowe podejście do tematu :) Szkoda, że niektórymi ludźmi rządzą jeszcze stereotypy w stylu ” ma już (liczba lat), a jeszcze ani męża, ani dzieci”… A Pan ze sklepu bardzo uroczy, starsi ludzie zawsze tak pociesznie patrzą na innych. I są bezinteresowni, choć wyjątki się zdarzają.

    • No i świetnie, że tak uważasz ;D. Dzięki. Pewnie, są uroczy, fajnie z niektórymi pogadać, pośmiać się, ale też są tacy marudni i tacy, co nie wiadomo o co im chodzi. Zależy, kto się trafi. Te wyjątki właśnie.

  11. Trzymaj się swoich zasad i sama dokonuj życiowych wyborów . :) A ci co piszą innym scenariusze na życie doradzam by dobrze przejrzeli swój . Bo może to z braku miłości w swoich relacjach tak chętnie układają innym życie i wiedzą lepiej czego tym innym trzeba :)
    Myślącym ludziom samotność towarzyszy przez całe życie… co wcale nie oznacza , że są bez pary . :) człowiek jest zwierzęciem stadnym i jednocześnie bywa okrutnie samotnym …pozdrawiam :)

    • I tak też uczynię. ;) Bo to moje życie. Każdy ma swoje. Dobrze napisane, podzielam Twoje zdanie. Dobrego wieczoru! ;)

  12. Jeśli komuś bycie singlem odpowiada – nie ma co go na siłę uszczęśliwiać, a tym bardziej robić z niego poszkodowanego przez los biedaka:) Trafi swój na swego prędzej czy później (no, na 99 procent). Moi trzej wujkowie pożenili się w wieku 21-23 lat, bo taka była presja czasów. Babcia miała chyba 19 lat, kiedy wychodziła za mąż, moja matka koło 23. To były naprawdę kompletnie inne czasy – ludzie najpierw pobierali się, a potem dorabiali, teraz każdy myśli najpierw o tym, żeby przysposobić się do życia (zawodowo i finansowo). Dziś tak młode małżeństwa to w 90 procentach efekt tzw. wpadki.

    • Dokładnie. A wiele razy się czuje jak taki biedak i w ogóle, jakbym z kosmosu spadła i to była moja wina, bo jestem singielką. To nie choroba zakaźna. ;D Dokładnie, tak to wyglądało. Czy ja wiem, czy wpadki… Niekoniecznie, bo znam osoby, które takową zaliczyły, ale ślubu nie wzięły.

Odpowiedz na „~LeseratteAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.