Relacja z wczorajszego dnia

Wczoraj.

Siedzę w autobusie komunikacji miejskiej. Autobus jeszcze stoi na pętli. Chcę się dostać na uczelnię.

Wyciągnęłam książkę i czytam kolejny rozdział.

Patrzę na kasownik. Jest godzina 8.40. Jeszcze 9 minut i pojazd ruszy. Wbijam wzrok z powrotem w książkę. ,,Cień wiatru” Zafona, który porzuciłam po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, a teraz do niego wróciłam.

Nagle przerywam czytanie i widzę starszego pana, który wchodzi ostatnim wejściem do środka autobusu, a za nim podążą facet po 30-tce z telefonem w ręku. Nie odstępuje go na krok. Nagrywa go. Informuje starszego jegomościa, że zrobi mu zdjęcie i że w jego wieku nie wypada tak się zachowywać, że jest grubiański i chamski, i on to pokaże (chyba w Internecie – wnioskuję).

Siedzę osłupiała i patrzę za nimi. Przemierzyli cały autobus. Młodszy mężczyzna zanim wysiadł usłyszał jeszcze od starszego, że ma spadać.

Tak, faktycznie zachowanie nie na miejscu, zgadzam się w myślach z 30-latkiem.

Potem zadaję sobie pytanie: Dokąd ten świat zmierza?

I nie wiem, ale mam obawy.

Tym bardziej, gdy godzinę później słyszę, że kobieta to nie kobieta a samica, natomiast mężczyzna to samiec z punktu widzenia demografii. Ograniczenie tylko  do biologii nie podoba mi się.

Jestem przerażona takim myśleniem i tym, że ludzie zaskakują. W ten negatywny sposób.

Mało produktywnie

Nie funkcjonuję.

Nie funkcjonuję tak, jakbym chciała.

Bo ogólnie jestem zniechęcona i ciągle zmęczona.

4 dni na uczelni, 3 dni w pracy. W sumie niespecjalnie narzekam. No dobra, nie do końca. Bo na razie nie mam weny do studiowania i jak jestem na uczelni to wolałabym już siedzieć w pracy, a jak jestem w pracy, to czasem chciałabym się wcześniej urwać i nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę. Takie rozdwojenie.

Jak mam wolne to siedzę, bo nie mam na nic ochoty.

Czytam książki w tych wolnych chwilach.

Kupiłam i przeczytałam książkę, która ukazała się niedawno. Autorem jest Paweł Reszka, a tytuł to ,,Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy”. Lekarze to teraz temat na topie, bo rezydenci strajkują. W książce przedstawione są wypowiedzi z wywiadów, jakie przeprowadzał autor z lekarzami o różnych specjalnościach, ze stażystami, ze studentami ostatnich lat medycyny oraz z rezydentami. Z ludźmi w różnym wieku i z różnym doświadczeniem zawodowym oraz z różną sytuacją rodzinną i finansową. Sam Paweł Reszka zatrudnił się jako sanitariusz w szpitalu, dzięki czemu możemy w tej książce przeczytać też fragmenty z dziennika sanitariusza.

Ciekawa pozycja, tym bardziej, że świat medycyny mnie ostatnio wciąga i przeczytałam dwa medyczne czasopisma oraz kilka kryminałów, których akcja toczy się w szpitalu i których bohaterowie to lekarze właśnie. Książka pana Reszki przybliża czytelnikowi system funkcjonowania opieki zdrowotnej i daje możliwość poznania opinii lekarzy, co oni sami sądzą o tym systemie, o pacjentach, o swoich zarobkach i swoim życiu przede wszystkim. Momentami byłam wstrząśnięta. Starsi lekarze uważają, że tym młodym się po prostu nie chce, że chcieliby nie wiadomo czego, mówią, że oni łatwo nie mieli, więc dlaczego ci młodzi mają mieć. A młodzi lekarze z kolei mają wielkie trudności, by nauczyć się rzeczy praktycznych (to się zgadza nawet na moim własnym przypadku), są rzucani na głęboką wodę albo spychani do roli sekretarki/sekretarza i po prostu nie chcą być niewolnikami. Mają rację. 6 lat studiów. 6 lat plus staż i rezydentura, a potem załóż własną działalność i pracuj na kontrakcie. A jak pracują na kontrakcie to szpital za nich nie odpowiada i za błędy, jakie popełnią też nie. W książce podają wysokości swoich pensji. 1400, 1700 zł, 2200… Kokosy to nie są, choć padały też dużo większe kwoty w przypadku lekarzy z 15 czy 30-letnim doświadczeniem. Najgorszym mi się wydaje właśnie to zamknięcie i nie dopuszczanie ich do niczego, do robienia poważniejszych zabiegów czy korzystania z dobrego sprzętu medycznego i to, że tak dużo pracują i są tak bardzo przemęczeni.

Mamy mało lekarzy w Polsce, nasze społeczeństwo się starzeje, a jak podano w ,,Małych bogach…” geriatrów w całej Polsce jest tylko 350. Warunki w szpitalach za fajne dla pacjentów nie są. Ta książka pokazuje, że nie tylko dla pacjentów, dla tych, którzy tam pracują też. A nie są to tylko lekarze, ale także pielęgniarki i sanitariusze. I takim oto sposobem każdy się ze sobą męczy, a ludzie, którzy chcieli się poświęcić medycynie i pacjentom tracą to zamiłowanie po studiach, idąc do pracy w szpitalu czy przychodni. I to jest bardzo przykre.

W ostatnich dniach też uświadomiłam sobie, jak bardzo nie umiem języków obcych. Jak wiele zapomniałam. Słabo to wygląda, słabo. A słowniki w domu mam i miałam z niemieckiego same 5 zawsze w szkole, nawet z angielskiego udało mi się ze dwa razy mieć 5, a nie jak zwykle 4. Ale mówić to ja nie umiem tak, żeby się z kimś dogadać, a to się dzisiaj liczy. Bardzo się liczy.

I tak myślę o tych swoich umiejętnościach, że przydałoby się to jakoś poprawić.

Odnalazłam dzisiaj z siostrą grób pradziadków. Zapaliłyśmy świeczkę, pobyłyśmy tam trochę.

Powinnam iść spać już z pół godziny temu. Jutro się nie podniosę, a muszę….

No więc idę już i kończę te swoje mało produktywne dywagacje.

Jesień u mnie

Wybaczcie, że nie zawsze odpowiadam na Wasze komentarze, ale brak mi czasu i po prostu staram się tylko wrzucić jakiś nowy wpis, żeby nie było tu cicho. Tak, to głupie usprawiedliwienie, ale naprawdę jestem zarobiona, a teraz jeszcze mnie dusi… choróbsko. Jednak bardzo dziękuję za Wasze słowa.

A teraz już bez głupich tłumaczeń ;).

Tak jesień wyglądała u mnie (czas przeszły, bo już niestety pogoda się psuje, a zdjęcia zostały zrobione w tym tygodniu i w poprzednim też).

DSCN0074 Leśne alejki są świetne. 

DSCN0058 Najpierw spotkałam tą dwójkę, wracając do domu samochodem. W innym miejscu widziałam całą łabędzią rodzinkę. Królewskie ptaki. I one naprawdę mają w sobie taką dostojność.

DSCN0078  Wielobarwnie. Lubię fotografować drzewa i zwierzęta.

DSCN0102 Tych kwiatków to raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. ;)

DSCN0105 Odlatujący klucz, który skojarzył mi się z wolnością. Niczym nie ograniczoną wolnością. Po prostu sobie lecą w poszukiwaniu nowego domu, ale też pojawiła się u mnie pewna nostalgia  przez to szare niebo.  DSCN0110Dzikie gęsi zobaczyłam, gdy byłam na spacerze z siostrą, dzień lub dwa po sfotografowaniu łabędzi, których w ogóle dzisiaj widziałam już trzy. ;) Nie wiem, co te gęsi tu jeszcze robią.

DSCN0094No i ona. Czerwona. Jedna wyrosła jeszcze w moim przydomowym ogródku. Ale biała też jedna zakwitła i różowe jeszcze są, ale czerwone moje ulubione. ;)

 

Dwóch zdjęć nie udało mi się wstawić. Nie wiem, dlaczego ;(.

Trwam tak sobie

Strasznie boli mnie głowa.

A mnie głowa boli rzadko.

Oby to tylko nie było jakieś wstrętne choróbsko…

Jestem bardzo zmęczona. Marzę o 12-tu godzinach nieprzerwanego snu, zamiast użerania się ze światem. No i ze sobą samą też w sumie, bo mój długi jęzor mnie kiedyś zgubi. Mam to po mamie. Zdecydowanie po niej. Co? To że czasem coś chlapnę zupełnie niepotrzebnie i potem się nad tym zastanawiam, po co ja to powiedziałam? Mogłam nie mówić. Ale mleko już rozlane i można się tylko martwić o ewentualne skutki, które przyniesie przyszłość.

Ogólnie nie polecam mieć długich jęzorów, bo są zgubne.

Nie wiem, czy wspominałam, ale niepotrzebnie się pożegnałam z ludźmi z pracy. Jeszcze tam pracuję, tylko że na weekendy. Chociaż kto wie, ile to znowu potrwa? Ale postanowiłam, że drugi raz się żegnać nie będę. Po prostu odejdę i pójdę swoją ścieżką.

To tak krótko, bo ostatnio naprawdę nie mam czasu na nic, albo ochoty.

Czasem się wyłączam i po prostu przestaję myśleć o wszystkim. Albo mam ochotę coś napisać, ale się rozmyślam.

Ściskam!

Po studencku

- ,,Zajęcia na 8-mą. Wstałam o wpół do siódmej, jeszcze poleżałam, bo nie chciało mi się wstać.”

-,,Mieszkam w centrum, wszędzie mam blisko, a tutaj tak daleko.” – 25 minut jazdy autobusem. Do pół godziny.

-,,Jeżdżę ostatnim możliwym autobusem. Spóźnię się, to się spóźnię. Nie moja wina. Powinnam zdążyć, a że korek się trafił, co zrobić? Posiedziałam dłużej w domu.”

-,,Trzygodzinne okienko. Ja jadę do domu. Zjem obiad i wrócę.”

-,,Ja też”

-,,I ja.”

-,,A ja jadę kupić torebkę za dwieście złotych w galerii handlowej.”

- ,,Ja zostaję. Jakoś przeczekam te trzy godziny. Muszę.”

Muszę i zostaję na wydziale. Bo dwie godziny zajmuje mi dotarcie do domu i nie zdążę przecież wrócić, bo to kolejne dwie godziny. Poza tym, komu się chce jeździć w tę i z powrotem, a paliwo i bilety kosztują przecież.

Nie pójdę też kupić sobie torebki za 200 zł, bo w przybliżeniu taką kwotę akurat wydaję na miesięczne bilety. W sumie niekoniecznie cię na to stać, jeśli nie pracujesz. Cieszysz się, że w ogóle jest ci dane studiować.

Nie mam tam też rodziny, więc nikogo nie pójdę odwiedzić.

Mogę siedzieć na wydziale, albo włóczyć się po mieście.

Ewentualnie mogę mieć dobrą koleżankę, która zaprosi mnie do siebie na herbatę.

Zdarzało się.

Wstajesz o piątej zero zero i nie masz czasu na leżenie, bo to już twój wyliczony czas, w którym pośpisz jak najdłużej i się wyrobisz, inaczej ci autobus ucieknie, a jak jest zima to jeszcze musisz odśnieżyć auto.

Nie ma spania.

Chciało się edukować, no to masz.

Pochodzisz ze wsi, trafiasz do wielkiego miasta, w którym się nie odnajdujesz i jesteś zagubiona, a obok nie ma nikogo, kto ci pomoże, żadnej przyjaznej twarzy. Trafiasz do obcego środowiska. Kompletnie i albo się odnajdziesz sama, albo zjeżdżaj tam, skąd przybyłaś.

I masz na to wielką ochotę.

Nie jesteś u siebie i nie czujesz się jak u siebie, nawet po 4 latach pobytu.

W miarę funkcjonujesz, ale nie chodzisz po imprezach, ani na piwo, bo nie będziesz miała jak wrócić, ani gdzie przenocować.

A zewsząd słyszysz: Korzystaj ze studenckiego życia.

Taaa. Pokorzystam.

Innych dziwi, że dojeżdżasz tyle kilometrów, ale ty tak wolisz, bo czujesz, że tam nie pasujesz, bo dojazd nawet taniej cię wychodzi niż zamieszkanie na stancji. Bo zwyczajnie nie lubisz tego miasta i nie chcesz tam mieszkać. Co prawda są dziewczyny, które się przeniosły, ale z chłopakiem, a ty go nie masz…

Na zajęciach wielu opowiada o swoich obserwacjach, o miejscach w tym mieście. Ty nie opowiadasz, bo uznaliby cię za przybysza z kosmosu. Wieśniara – to byłaby twoja etykietka, gdybyś zaczęła mówić jak to jest u ciebie.

Jesteś jedną nogą tu, a jedną tu. Nie jesteś ani z miasta, ani ze wsi. To skąd jesteś? I gdzie pasujesz?

Jak wracasz na wieś uwiera cię ten brak rozwoju, brak inteligentnych rozmów, te ciągłe przekleństwa i krzyczenie na dzieci. Ta przyziemność. Z kolei wielkie miasto cię przeraża, boisz się, że się zgubisz, boisz się, że jesteś za głupia i że inni właśnie cię tak postrzegają, udowadniasz, że tak nie jest i ciągle masz ten niedosyt.

Niektórzy cię lubią, innym jesteś obojętna.

Tak to jest. Ale można przetrwać. Ja przetrwałam, to ty też dasz radę.

Niejedna z nas. Nie jesteśmy gorsze. I nie jesteśmy głupie.

Trzymam kciuki za moją młodszą siostrę, która właśnie zaczyna swoją przygodę na studiach i której też się nie podoba, tak jak mi na początku.