Dziko po drodze

Cheryl Strayed miała matkę, brata, męża i przyjaciółkę. Ale podczas swojej drogi ku odnalezieniu siebie i dobra w sobie jest sama. Przez większość czasu, uściślając.

Matka bohaterki nie żyje. Jej relacje z bratem się skomplikowały, z mężem się rozwiodła przez wielokrotne zdrady z jej strony, aczkolwiek otrzymuje od niego paczki w czasie swej wędrówki obejmującej 1000 mil pewnym szlakiem Ameryce Północnej.

Właśnie rozwód oraz śmierć matki były powodem staczania się i zatracania siebie przez Cheryl. Młoda kobieta przestała sobie radzić z problemami. Przypadkowy seks i narkotyki miały stanowić odskocznię i wywoływać ulgę, przynosić ukojenie i zapomnienie o cierpieniu, jakie odczuwała. Wiadomo, że było to krótkotrwałe.

Aż w końcu pojawiła się książka (przewodnik) i pojawił się pomysł na odrodzenie, czyli samotna wycieczka 1000-milową drogą w otoczeniu niesamowitych widoków i przyrody.

Film pt. ,,Dzika droga” z 2014 roku został mi polecony przez Linkę, za co jeszcze raz dziękuję. Podobał mi się. W roli głównej można zobaczyć Resse Witherspoon. Jest to produkcja oparta na biografii i komu podobała się ,,Droga życia” to myślę, że uznanie ze strony tej osoby zdobędzie również ,,Dzika droga”. 542132_1.1(Źródło:http://www.filmweb.pl/film/Dzika+droga-2014-694545/photos/542132)

A niedługo zabieram się za obejrzenie ,,Skandalistki Lady W.” ;)

Powrót i ,,Droga życia”

Burza, która jakiś czas temu przeszła przez moją okolicę spowodowała, że spalił nam się nie tylko komputer stacjonarny, ale też gniazdo od telefonu, przez co pozbawiona byłam Internetu. Szanowni państwo z Orange po otrzymaniu zgłoszenia (dodzwonienie się tam graniczy z cudem, naprawdę) przyjechali trzy dni później (bo tyle mają na zajęcie się usterką) i wymienili, co trzeba. Przy okazji wcisnęli mamie router, a ja kupiłam router dwa dni wcześniej… No ale dobra, przyda się na zapas. Dziękuję za komentarze pozostawione pod poprzednim wpisem. ;)

No więc jak już wróciłam do wirtualnego świata, to opowiem o filmie, który niedawno oglądałam.

Film nosi tytuł ,,Droga życia”. Za reżyserię odpowiada Emilio Estevez, a w rolach głównych występują Martin Sheen, Deborah Kara Unger, Yorick van Wageningen i James Nesbitt.

Tom jest okulistą. Ma ok. 40-letniego syna, który porzuca robienie doktoratu i wyrusza na pielgrzymkę, podczas której ginie. Zaraz na samym początku. Ledwo jego droga się zaczęła, a już się skończyła. Jego ojciec przyjeżdża z Ameryki do Europy i postanawia dokończyć pielgrzymkę za syna, mając jego sprzęt i prochy, które pozostawia w różnych miejscach na drodze. Przy okazji poznaje innych ludzi, zmierzających na Camino de Santiago (Droga św. Jakuba), w Hiszpanii, mianowicie Joosta z Holandii, który dużo je i chce schudnąć, Sarah z Kanady, która przez całą wędrówkę powtarza, że jak dotrze do celu rzuci papierosy, lecz na końcu wcale tego nie robi, to tylko wymówka, dręczy ją coś innego, córka, który nigdy się nie narodziła, bo mąż ją bił oraz pisarza, Jacka, mającego problemy z weną twórczą. Może i Tom, główny bohater na początku nie pała do nich sympatią, ale z czasem zaczyna ich traktować jak przyjaciół. Nie, źle powiedziałam/napisałam, oni z czasem stają się przyjaciółmi i to jest piękne w tym filmie. Lekarz zmaga się ze swoją tragedią, z utratą dziecka, więc bywa nieprzyjemny dla swych towarzyszy. Widuje też ducha swojego syna.

276547.1

(Kadr z filmu, źródło: Filmweb, http://1.fwcdn.pl/ph/05/95/590595/276547.1.jpg)

Żadna z tych osób nie uważa się za specjalnie religijną, ale idą Camino de Santiago z nadzieją, że uda im się pokonać słabości, załatwić niedokończone sprawy czy rozprawić się z demonami przeszłości.

,,Droga życia” nie jest filmem, który jakoś wielce porywa, ale wciąga na tyle, że powoduje, iż chce się dowiedzieć, co będzie na końcu. Film ten poleciła mi siostra i długo nie mogłam się za niego zabrać. Jak się potem okazało, niepotrzebnie to odwlekałam. Warto obejrzeć, gdy się wątpi.

Gdy się zaczyna wątpić w Boga, w ludzi, w siebie.

Oj, nie wiem

Ostatnio nie piszę, bo nie wiem o czym pisać.

Jestem po grillu. Jeszcze żyję sesją. Od lipca zaczynam pracę i … co będzie, to będzie. Na pewno będę się starać.

Siedzę w domu i…. jem. Co z jednej strony jest przyjemne, ale drugiej straszne. Dodatkowe centymetry w talii mi niepotrzebne.

Koleżanka mamy ostatnio mnie zapytała, dlaczego mam matowe włosy. No mam. Są zniszczone, musiałabym je dosyć sporo obciąć, a nie chcę skracać. Może kiedyś. I nie zawsze też chce mi się nałożyć odżywkę, co jest błędem. Kiedyś bardziej o nie dbałam. Przestałam. I nie zakładam, że zacznę je znowu tak super pielęgnować dla jakiegoś faceta, jak sugerowała. W nosie już mam staranie się o uwagę i sympatię. Staram się tam, gdzie mi zależy i gdzie wiem, że otrzymam to samo w zamian. A jak wiem, że nie, to po co?

Chcę znowu wywołać parę zdjęć do albumu. Kupiłam ostatnio ładną drewnianą ramkę. Już wisi na ścianie. A dzisiaj nabyłam skrzydłokwiat i takim sposobem mam trzy kwiatki na parapecie w swoim pokoju, a nie dwa. ;) Choć ledwo go upchnęłam… Musiałam też zostawić kwiat na 3 godziny w samochodzie, a dzisiaj gorąco, więc nie pytajcie jak wyglądał, gdy wróciłam.

Wczoraj obejrzałam film pt. ,,Na pewno, być może”. Jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i romantycznego oraz trochę zabawnego to to jest właśnie taki film. ;)

Nowa Ania

Że ,,Ania z Zielonego Wzgórza” opowiada o rudowłosej dziewczynce i została napisana przez Lucy Maud Montgomery (która – jako ciekawostka – używała jedynie drugiego imienia), nikomu mówić nie trzeba (mam nadzieję ;)).

Opowieść o Ani Shirley zaczęła powstawać 1905 r., ale wydano ją dopiero 3 lata później i krótko mówiąc – zrobiła furorę.

Cała seria liczy sobie 9 części. Za pierwowzór wyglądu głównej bohaterki posłużyła realna osoba, mianowicie nazywała się Evelyn Nesbit (modelka i tancerka). Natomiast inspirację dla autorki stanowił artykuł z gazety o małżeństwie, któremu przez pomyłkę oddano do adopcji dziewczynkę, a nie chłopca, jak chcieli. Mimo to, nie oddali jej z powrotem.

Sama Lucy Maud Montgomery została półsierotą w wieku dwóch lat i oddana na wychowanie dziadkom. To jako kolejna ciekawostka.

Pierwsza część ekranizacji o Ani z Zielonego Wzgórza powstała w 1985 r. A więc już 32 lata temu. Mnie wtedy jeszcze na świecie nie było. W rolę tytułowej bohaterki wcieliła się – nie kto inny – a Megan Follows, której jak dla mnie w tej roli nikt nie przebije. Megan Follows aktualnie oglądam również w serialu pt. ,,Reign”, opowiadającym o losach Marii Stuart, królowej Szkotów, gdzie gra Katarzynę Medycejską, która knuje, intryguje i stara się ochronić swoją rodzinę, Walezjuszy przed różnymi niebezpieczeństwami.

Ania_Shirley

(Źródło: https://vignette4.wikia.nocookie.net/ania-z-zielonego-wzgrza/images/e/ef/Ania_Shirley.jpg/revision/latest?cb=20160227152012&path-prefix=pl)

Ale teraz, jak zapewne słyszeliście mamy Nową Anię, stworzoną przez Netflixa. Serial ,,Anne” lub ,,Ania, nie Anna”, jak kto woli daje nam piękne krajobrazy, za które kocha się Zielone Wzgórze i Wyspę Księcia Edwarda w poprzednich ekranizacjach, tudzież w książkach. Dostajemy romantyczną, bujającą w obłokach, rozgadaną i nie lubiącą swoich włosów Anię Shirley graną przez Amybeth McNulty, surową Marylę Cuthbert i jej brata, dobrotliwego Mateusza Cuthberta oraz, jakże można by ją pominąć, wścibską na wskroś panią Małgorzatę Linde, która w tym serialu nazywana jest Rachel, jeśli weźmiemy pod uwagę angielską wersję.

z21794822V,kadr-z-serialu--Ania--nie-Anna- (Źródło: http://bi.gazeta.pl/im/06/c9/14/z21794822V,kadr-z-serialu–Ania–nie-Anna-.jpg)

Jak dla mnie serial ten ma świetną czołówkę. Pierwszy sezon liczy 7 odcinków, jestem po pierwszym i wiem, że obejrzę dalej.

Ale co w tym nowego poza obsadą?

Myślę, że poza oczywistym, trochę innym ujęciem, są to wspomnienia Ani, np. z sierocińca lub u rodziny, u jakiej była przed trafieniem do Cuthbertów. Kiedy dziewczynka wraca myślami do przeszłości, nagle nieruchomieje i trafi kontakt z rzeczywistością, jest sparaliżowana strachem, a sytuacje, które przebywają w jej pamięci i są przedstawiane, właśnie straszne są. Straszne w zachowaniu innych ludzi wobec niej, nie jak w horrorze.

Co mi najbardziej przeszkadza w nowej wersji?

Aktorka grająca główną bohaterkę. Zdecydowanie. Nic więcej nie widzę, co drażni moje oko. Wyglądem pasuje, zachowuje się jak książkowa Ania Shirley, a jednak coś mi po prostu się nie podoba w niej. Może dlatego, że mam w głowie obraz Megan Follows jako Ani i to ją sobie cenię w tej roli.

A widzieliście kiedyś bramę, tudzież furtkę zamykaną na podkowę?

Jeśli nie, w serialu ,,Anne” możecie taką ujrzeć. ;D

Źródła:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Evelyn_Nesbit


https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucy_Maud_Montgomery


https://pl.wikipedia.org/wiki/Ania_z_Zielonego_Wzg%C3%B3rza_(seria)

Pełno wrażeń

Nie wiem od czego zacząć, więc może zacznę od tego, co jest dla mnie teraz najistotniejsze.

Mój samochód, zwany Zielonym, Skrzatem, a nawet ostatnio Mikrusiem, jak sama nazwa wskazuje jest rodzaju męskiego i czasem jak typowy facet robi mi na złość, czyli się psuje i to w najmniej odpowiednim momencie, bo gdy potrzebuję gdzieś jeździć, a nie jak mam sporo wolnego i siedzę w domu. Mało tego był ostatnio trochę remontowany i przez tydzień stał na podwórku. I nic mu nie było! A teraz nim trzęsie. Mój osobisty mechanik, czyli mój brat wyjechał, a ja kompletnie się nie znam na autach, ledwo wiem, jak wymienić oponę, nie mówiąc o różnych płynach, filtrach i innych rzeczach.

A co brat mi wczoraj kazał zrobić? Właśnie zajrzeć pod maskę i posprawdzać filtr, płyn chłodniczy i świece. To było wyzwanie. Ze świecami pomógł mi tata, który zna się na samochodach tak samo jak ja ;D.

Odnalazłam filtr i pojemniczki na płyn, będąc instruowaną poprzez wiadomości na portalu społecznościowym. Tak, śmiejcie się, ale właśnie tak to się odbywało, bo jakoś trzeba sobie radzić. ;)

Jak to cykory mają w zwyczaju bałam się, że coś zepsuję. Ale! Powiodło się. To znaczy, ani nic nie zepsułam, ani nie naprawiłam. xD Jednak trochę było zabawnie i inaczej, bo zaczęłam coś robić przy nim zupełnie sama. No poza sprzątaniem, bo sprzątam go tylko ja i tankuję.

Dalej.

Na ostatnich zajęciach z problemów społecznych (nazwa niepełna) omawialiśmy samobójstwa i kolega! podał jako przykład serial, który obejrzałam w czasie majówki. Opowiada on o losach młodzieży, akcja toczy się w różnych miejscach, ale trochę starsi dorośli spokojnie mogliby go obejrzeć. Serial nosi tytuł ,,Trzynaście powodów”. W Internecie, chyba na Filmwebie widziałam informację, iż serial ten wywołał trochę kontrowersji i w Kanadzie rodzice chcieli by go zakazano, nie chcieli, aby ich dzieci go oglądały. Dlaczego? Będzie to zrozumiałe, gdy streszczę o czym jest.

Serial ,,Trzynaście powodów” ma 13 odcinków, a jego główną bohaterką jest Hannah Baker, dziewczyna która popełnia samobójstwo i zostawia 13 kaset z nagraniami wyjaśniającymi powody swojego czynu, swojej decyzji. Kasety trafiają do różnych jej znajomych, którzy nie zdołali jej pomóc i w jakiś sposób przyczynili się do podjęcia przez nią decyzji o samobójstwie. Największy wpływ kasety te wywierają na Clay’u Jensenie, chłopaku, który pracował z Hannah w kinie i który się w niej zakochał, lecz nie potrafił jej tego wyznać. Chłopak naprawdę czuje się rozbity, jest przygnębiony śmiercią koleżanki i wraz z odsłuchaniem kolejnych nagrań coraz bardziej sobie nie radzi. Poznaje różne fakty, aż w końcu postanawia wymierzyć sprawiedliwość. Nie chcę opowiadać o wszystkim, co znajdziemy w tym serialu, ale Hannah Baker zabiła się, bo była prześladowana, wyśmiewana, posądzana o rzeczy, których nie zrobiła, uważano ją za łatwą do zaliczenia, przez co była molestowana, a ostatecznie została zgwałcona. Szukała pomocy, ostatnią osobą, do jakiej się zwróciła był szkolny psycholog, ale i on jej nie pomógł w odpowiedni sposób, przez co utwierdziła się w swoim przekonaniu o tym, że lepiej jej będzie na innym świecie i podcięła sobie żyły. Oglądając ten serial, dotyczący młodzieży amerykańskiej, wśród której podobno jest duży problem z przemocą (informacja niesprawdzona) zadałam sobie pytanie, jak dalekie jest to od prawdy? Bo wiadomo, że to tylko film, zmyślona historia, ale były też w Polsce nagłaśniane przez media przypadki, kiedy dzieci czy nastolatkowie byli dręczeni w szkole. Bardzo ciekawa pozycja, moim zdaniem zasługuje na uwagę, jeśli ktoś lubi oglądać seriale. ;)

No i zapomniałabym dodać, że czułam się zaskoczona, gdy usłyszałam, że chłopak go poleca i że go widział, tak wracając do początku tej części.

Dalej.

Dzisiaj pogoda psia, padało, ale grzecznie czekałam pod parasolem aż nadjedzie autobus i marzłam, bo już nie wypada chodzić w zimowej kurtce. Kiedy już moja łaskawa limuzyna podjechała i wsiadłam do niej, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. Nie skończyłam nawet rozdziału, bo do moich uszu zaczęły docierać krzyki pijanego faceta, który przyczepił się do dziewczyny w mundurze. Najpierw że słucha muzyki na słuchawkach, a nie powinna skoro nosi mundur. A potem, że w ogóle dlaczego ona nosi mundur! Uszom nie wierzyłam. Co za męski szowinista, pomyślałam. Padały jeszcze różne słowa, dziewczyna nie chciała się w ogóle do niego odzywać, ale ją prowokował, mówiąc a to, że co ona wie o historii Polski, a to, że powinna ściągnąć beret z orzełkiem w autobusie i ogólnie że co ona wie i jakie ona ma doświadczenia. Ludzie mieli dość i posypały się nakazy, żeby dał dziewczynie spokój i się zwyczajnie zamknął, bo nikt nie ma ochoty go słuchać. Dlatego właśnie m. in. jestem na nie, jeśli chodzi o jeżdżenie środkami komunikacji miejskiej z pijanymi osobnikami lub spożywającymi alkohol w takowym pojeździe. Co mnie jeszcze zraziło? To że pan stwierdził, iż jest patriotą, a bardzo nieładnie wyrażał się o tej dziewczynie, chcącej służyć państwu polskiemu i jej kolegach, którzy też jechali z nią do szkoły, a także o Marszałku Piłsudskim.

Dalej, na wtorkowych zajęciach z komputerów ten sam kolega, o którym wspomniałam wcześniej przysiadł się do mnie i koleżanki, z którą siedziałam w rzędzie, bo komputer mu nie działał, a że miałam otwarty zeszyt, bo czasem coś w nim zapisuję z zajęć komputerowych to zajrzał do niego i powiedział do mnie:

- Ale Ty brzydko piszesz!

Roześmiałam się. Też mi nowość.

- Nigdy nie pisałam ładnie – odpowiedziałam mu.

Koleżanka wtrąciła, że to dlatego, że piszę szybko, co potwierdziłam, dodając, że zawsze zdążę przepisać notatki (no prawie zawsze, czasem ktoś jednak przerzuca szybciej lub mówi tak szybko, że po prostu nie da się zdążyć).

To chyba tyle. ;)

(A! Jeszcze byłam dzisiaj w bibliotece, odbywał się kiermasz i nabyłam dwie książki, złotówka za jedną ;)).