Jesień u mnie

Wybaczcie, że nie zawsze odpowiadam na Wasze komentarze, ale brak mi czasu i po prostu staram się tylko wrzucić jakiś nowy wpis, żeby nie było tu cicho. Tak, to głupie usprawiedliwienie, ale naprawdę jestem zarobiona, a teraz jeszcze mnie dusi… choróbsko. Jednak bardzo dziękuję za Wasze słowa.

A teraz już bez głupich tłumaczeń ;).

Tak jesień wyglądała u mnie (czas przeszły, bo już niestety pogoda się psuje, a zdjęcia zostały zrobione w tym tygodniu i w poprzednim też).

DSCN0074 Leśne alejki są świetne. 

DSCN0058 Najpierw spotkałam tą dwójkę, wracając do domu samochodem. W innym miejscu widziałam całą łabędzią rodzinkę. Królewskie ptaki. I one naprawdę mają w sobie taką dostojność.

DSCN0078  Wielobarwnie. Lubię fotografować drzewa i zwierzęta.

DSCN0102 Tych kwiatków to raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. ;)

DSCN0105 Odlatujący klucz, który skojarzył mi się z wolnością. Niczym nie ograniczoną wolnością. Po prostu sobie lecą w poszukiwaniu nowego domu, ale też pojawiła się u mnie pewna nostalgia  przez to szare niebo.  DSCN0110Dzikie gęsi zobaczyłam, gdy byłam na spacerze z siostrą, dzień lub dwa po sfotografowaniu łabędzi, których w ogóle dzisiaj widziałam już trzy. ;) Nie wiem, co te gęsi tu jeszcze robią.

DSCN0094No i ona. Czerwona. Jedna wyrosła jeszcze w moim przydomowym ogródku. Ale biała też jedna zakwitła i różowe jeszcze są, ale czerwone moje ulubione. ;)

 

Dwóch zdjęć nie udało mi się wstawić. Nie wiem, dlaczego ;(.

Zadzwoniła…

Zadzwoniła na domowy.

Odebrałam.

Przedstawiła się tak szybko, że nie zdoła się zapamiętać i od razu przeszła do rzeczy.

A rzecz nazywała się – PIENIĄDZE.

Dla chorej dziewczynki, która w każdej chwili może umrzeć.

To nie pierwszy taki telefon. Ale tym razem postanowiłam się dowiedzieć czegoś więcej o rzekomej fundacji zbierającej pieniądze na leczenie i ratowanie życia chorych dzieci. Zapytałam o nazwę fundacji, czy mają stronę internetową to bym sobie poczytała. Żadnego podawania adresu, jak chciała, bo przyślą list i dane tego dziecka, dla którego organizowana jest zbiórka. Oczywiście, dostałam adres, zostałam poinformowana, że fundacja jest wpisana do KRS i co mam zrobić, by wspomóc chorą dziewczynkę, czyli dokonać przelewu na co najmniej 40 zł.

Mimo moich tłumaczeń, że jak sobie poczytać o tej fundacji i uznam, że jest ok i chcę pomóc, pani ciągle dopytywała, czy zapłacę. Wręcz oczekiwała potwierdzenia, że to zrobię, wyrażając wielką wdzięczność i grając na moim współczuciu.

Manipulacja ewidentna.

I tak postępują fundacje?

Od niedawna w ogóle spotkałam się z tym, że fundacje wydzwaniają po domach, prosząc o dokonywanie wpłat. Zwykle się reklamują w telewizji, w Internecie można przecież znaleźć spisy fundacji, czy tam w gazetach lub osoby stoją z puszkami, do których można wrzucać pieniądze.

Źle mi pachnie to dzwonienie.

Z innej beczki: W lokalnej gazecie opisano zdarzenie. Kobieta siedzi w swoim mieszkaniu w bloku, nie pamiętam, na którym piętrze. Robi kawę w kuchni. Słyszy domofon, ale z nikim się nie umawiała to nie otwiera. Listonosza też się nie spodziewała, uściślając. Nagle słyszy grzebanie przy zamku w drzwiach. Jakieś skrobanie, szuranie itp. Podchodzi do drzwi, myśląc że to wiatr, że ktoś nie zamknął drzwi od klatki schodowej. Ale zagląda przez wizjer i co? Widzi dwóch facetów. W biały dzień próbowali włamać się do jej mieszkania.

10 km ode mnie w gminnej miejscowości wysadzono bankomat jakiś tydzień temu.

Podczas remontów dróg w mieście, w którym pracuję odnajdują się trupy.

Inny sposób oszustwa, jaki się pojawił to na pracownika OPS-u.

A na koniec wyrażam wolę zostania niedźwiedziem.

Bo jakbym nim była, to bym przespała to wszystko, co się dzieje. Miała czysty umysł, nie zadręczała się i spała, spała, spała, a teraz spać chce mi się ciągle. Obudziłabym się wiosną, na nowo odkrywała świat i byłoby fajnie.

Deszczowe chmurki

Kiedyś na zajęcia z psychologii ogólnej napisałam bajkę terapeutyczną. Ten wpis będzie utrzymany w podobnym klimacie, choć morał tej bajki raczej nie dla dzieci. Nazwę bohaterkę Tośka, dla lepszego zobrazowania.

Nad głową Tośki zwykle krążyły ciemne chmurki. Czasem były uśpione, a czasem wylewały na nią tysiące kropli wody, co nie było przyjemne pod żadnym względem. Ale Tośka się nie zrażała i trwała dalej, dźwigała różne bagaże, np. z emocjami albo ze wspomnieniami. Walizka Tosi zmieniała rozmiary wraz z upływem lat. Im Tośka była starsza, tym walizka większa, a dziewczyna dzielnie ją ciągnęła za sobą. Równo przy nodze, by się gdzieś nie zapodziała, by o niej nie zapomniała. Chmurki oczywiście krążyły nieustannie nad jej głową, jak złowieszcze kruki. Czasem Tośka miała ich dość. Chciała, żeby zniknęły, żeby pojawiło się słońce, ale ono nie przychodziło… Miała tylko deszczowe chmurki, które nie chciały się uśmiechać, nie chciały rozmawiać i które nie mogły zapewnić jej ciepła, gdy marzła.

Któregoś dnia coś się zmieniło. Na początku dziewczyna się nie zorientowała. Wstała jak każdego dnia, umyła się, ubrała, uczesała, zjadła śniadanie, wyszła z domu na miasto. I tak szła przed siebie, mając to dziwne uczucie, że coś tu nie pasuje. Tylko co?

Nagle zapaliła jej się lampka. Spojrzała w górę, nad swoją głowę i to co zobaczyła było niewiarygodne. Deszczowe chmurki zastąpiły te dobre, zwiastujące pogodę oraz słońce. Uśmiechało się do niej radośnie i  wyciągało do niej ręce, chcąc jej dotknąć i ogrzać. Tosia, choć bardzo zaskoczona, była również uszczęśliwiona nagłą zmianą na lepsze, jak wtedy myślała. Dziarskim krokiem ruszyła do celu z uśmiechem na ustach i z nadzieją w sercu na to, że będzie lepiej.

W momencie, gdy pojawiło się słońce, Tośka zapomniała o walizce, w jakiej zgromadziła przez lata emocje, doświadczenia, wspomnienia, plany i marzenia. Zgubiła ją i zaczęła być kimś innym, kimś, kim wcześniej nie była, choć gdy spoglądała w lustro ciągle widziała tą samą siebie. Jak każdego poprzedniego dnia.

Jakiś czas później dziewczyna doszła do wniosku, że czegoś jej w życiu brakuje, choć na pierwszy rzut oka wcale tego nie było widać. Zastanawiała się mocno nad tym, co jej umykało. Raz po raz sprawdzała, czy słońce nie zniknęło. Było, uśmiechało się do niej, czasem ją łaskotało promieniami i rozbawiało, lecz Tośka przestała czerpać z tego przyjemność. Coś nie grało, choć przecież zaszły zmiany na lepsze.

Tylko czy na pewno były one dla Tośki najlepsze skoro nie czuła się dobrze i wątpliwości kłuły jej myśli jak kamyk w bucie stopę?

Dochodząc do sedna, pojawiło się w moim życiu kilka nieoczekiwanych zdarzeń. Pewne znajomości, których się nie spodziewałam, które były całkiem miłym zaskoczeniem, ale które być może będą się musiały zakończyć. Kiedyś bardzo ich pragnęłam, chyba dostałam je zbyt późno, by móc je przyjąć, choć dostały szansę na zagoszczenie w moim życiu. Nie przekreśliłam ich od razu i czekam jeszcze jak się rozwiną, mimo iż nie mam poczucia, że są mi potrzebne, bo zaczęło mi być ze sobą dobrze już jakiś czas temu. Poskładałam się, przestałam być częściami, a zaczęłam być całością. Świadomą swoich pragnień całością, co najważniejsze. A te pragnienia niekoniecznie łączą się z innymi osobami.

Bo to skomplikowane…

Komplikacja to zbieg niepomyślnych okoliczności, które stanowią nieprzewidzianą przeszkodę w realizacji celów. Inaczej można ją określić jako powikłanie, problem, trudność, dylemat itd.

Avril Lavigne w piosence ,,Complicated” śpiewa: ,,Powiedz mi, dlaczego musisz wszystko tak komplikować?”



 

Usłyszałam ją kilka razy w radiu ostatnio, odnalazłam i słucham sobie. Zastanawiam się.

Mówimy: ,,To skomplikowane”, by nie tłumaczyć dalej. Nasze relacje są skomplikowane. U pacjenta po zabiegu czy operacji mogą pojawić się komplikacje. Wypadałoby też dodać, że ludzie bywają skomplikowani pod wpływem pewnych przeżyć, jakich doświadczyli. Czyjeś tłumaczenia mogą być dla nas skomplikowane w odbiorze. Np. na lekcji matematyki wiele razy coś było dla mnie skomplikowane… Lepiej tego nie wspominać. ;D

Jak to się dzieje, że z pozoru prosta sytuacja komplikuje się? Staje się problematyczna i to na tyle, że trudno znaleźć dobre rozwiązanie. Przez dokonane wybory i podjęte decyzje. Czasem specjalnie coś sobie komplikujemy, by stanowiło wyzwanie i pojawił się dreszczyk emocji.

Nie wszystko jest czarne lub białe. Byłoby prościej, lecz często coś przybiera odcienie szarości powstałe z połączenia obu wspomnianych barw. Może dzięki komplikacjom bywa ciekawie, ale zazwyczaj chce się ich uniknąć.

I co jeszcze zrobić, aby nie komplikować sobie życia?

 

Źródło:


https://sjp.pwn.pl/sjp/komplikacja;2472823.html


https://synonim.net/synonim/komplikacja