Czy na pewno wszyscy jesteśmy ludźmi?

Wczoraj w lokalnej gazecie przeczytałam o kierowcy autobusu, któremu pijani pasażerowie zdemolowali drzwi. Została wezwana policja, która oczywiście nic wielkiego nie zrobiła, poza sprawdzeniem trzeźwości kierowcy i zabraniem mu dowodu rejestracyjnego, bo uszkodzonym pojazdem jeździć nie można, jak wiadomo.

Nie dodałam, że kierowca ten pochodzi z Ukrainy i już wcześniej pisano o nim w gazecie, jakoby brawurowo jeździł.

Cóż mogę powiedzieć ze swojej strony?

Miałam okazję jechać kilka autobusem prowadzonym przez Ukraińców. Podczas jednej sytuacji kierowca wyprosił pasażera jawnie pijącego z tyłu pojazdu alkohol, mimo zakazu. Ten oczywiście zaczął mu ubliżać i nie chciał opuścić autobusu. Właściwie to było godne podziwu, że kierowca zwrócił mu uwagę, że w autobusie nie spożywa się piwa, bo polski kierowca nie zawracałby sobie tym głowy, co niejednokrotnie widziałam. Przy drugiej ludzie zaczęli po prostu już się śmiać z opóźnień i tego, że kierowca powiózł ich nie tam, gdzie trzeba, że nie potrafi wydawać z naszych pieniędzy itp.

Co na to firma przewozowa? Oczywiście, nic nie wie, żadnych skarg nie było, a ludzie są niezadowoleni i żalą się do gazety. Przy czym jeden pan zwrócił uwagę na to, że po prostu jesteśmy nietolerancyjni (my Polacy) i dlatego trwa nagonka na tych kierowców.

To czy jako naród jesteśmy nietolerancyjni, czy nie pozostawiam kwestią otwartą, której nie będę zgłębiać w tym przypadku. Niekompetencja razi, ale pewne rzeczy można zrozumieć i wybaczyć.

Inna sytuacja:

Któregoś dnia przyszła starsza pani, oglądała gazety z zamiarem kupna. Po prostu nie mogła się zdecydować i je przeglądała. Przychodzi facet po 30-tce i od razu do niej z pretensją w głosie:

- Tutaj się kupuje, a nie ogląda.

Pani zaskoczona. Ja niemniej. Kobieta odpowiedziała mu grzecznie:

- Ale ja kupuję, proszę Pana.

Na co on spojrzał na nią tylko z powątpiewaniem i zażyczył sobie paczki papierosów.

Owa pani mogłaby być jego matką, ale już nic nie chciałam mówić. Z pewnymi osobnikami nie wchodzi się w dyskusje, zwłaszcza w miejscu pracy.

Jeszcze inna sytuacja:

Nie ukrywam, że pamiętam po co niektórzy klienci przychodzą i nie muszą mi tego mówić. Po prostu od razu sięgam na półkę i im to daję. Ale nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich, bo tych ludzi trochę się przewija. Zresztą, to moja dobra wola, żadnych gratyfikacji, poza uśmiechem klienta z tego powodu nie dostaję.

Przychodzi wczoraj pewien pan, nieprzyjemny osobnik, który burczy pod nosem, że czasem nie jestem w stanie zrozumieć, czego on chce. I tak też było wczoraj, że coś sobie mruknął pod nosem, a mi zaświtało w głowie tylko, że chodzi o papierosy. Tylko jakie? Zapytałam, na co on, że powinnam pamiętać, bo on często tu przychodzi.

Nie powiem, zatkało mnie, ale starałam się podejść do tego swobodnie i ze śmiechem odpowiedziałam, że za rzadko przychodzi.

- Co drugi dzień tu jestem – poinformował mnie.

Cóż, najwidoczniej nie zapadł mi w pamięć. Gburów staram się nie zapamiętywać. Przyszli, poszli i niech nie wracają.

Co chcę przez ten wpis powiedzieć?

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Popełniamy błędy, podejście roszczeniowe nie jest dobre. Można się dogadać na spokojnie, tylko trzeba tego chcieć. Z obu stron. Jedna nic nie wskóra.

Czasem się zastanawiam, w jakim świecie mnie chowali, bo do tego chyba jestem nieprzystosowana. Żartując, oczywiście. ;)

Pełno wrażeń

Nie wiem od czego zacząć, więc może zacznę od tego, co jest dla mnie teraz najistotniejsze.

Mój samochód, zwany Zielonym, Skrzatem, a nawet ostatnio Mikrusiem, jak sama nazwa wskazuje jest rodzaju męskiego i czasem jak typowy facet robi mi na złość, czyli się psuje i to w najmniej odpowiednim momencie, bo gdy potrzebuję gdzieś jeździć, a nie jak mam sporo wolnego i siedzę w domu. Mało tego był ostatnio trochę remontowany i przez tydzień stał na podwórku. I nic mu nie było! A teraz nim trzęsie. Mój osobisty mechanik, czyli mój brat wyjechał, a ja kompletnie się nie znam na autach, ledwo wiem, jak wymienić oponę, nie mówiąc o różnych płynach, filtrach i innych rzeczach.

A co brat mi wczoraj kazał zrobić? Właśnie zajrzeć pod maskę i posprawdzać filtr, płyn chłodniczy i świece. To było wyzwanie. Ze świecami pomógł mi tata, który zna się na samochodach tak samo jak ja ;D.

Odnalazłam filtr i pojemniczki na płyn, będąc instruowaną poprzez wiadomości na portalu społecznościowym. Tak, śmiejcie się, ale właśnie tak to się odbywało, bo jakoś trzeba sobie radzić. ;)

Jak to cykory mają w zwyczaju bałam się, że coś zepsuję. Ale! Powiodło się. To znaczy, ani nic nie zepsułam, ani nie naprawiłam. xD Jednak trochę było zabawnie i inaczej, bo zaczęłam coś robić przy nim zupełnie sama. No poza sprzątaniem, bo sprzątam go tylko ja i tankuję.

Dalej.

Na ostatnich zajęciach z problemów społecznych (nazwa niepełna) omawialiśmy samobójstwa i kolega! podał jako przykład serial, który obejrzałam w czasie majówki. Opowiada on o losach młodzieży, akcja toczy się w różnych miejscach, ale trochę starsi dorośli spokojnie mogliby go obejrzeć. Serial nosi tytuł ,,Trzynaście powodów”. W Internecie, chyba na Filmwebie widziałam informację, iż serial ten wywołał trochę kontrowersji i w Kanadzie rodzice chcieli by go zakazano, nie chcieli, aby ich dzieci go oglądały. Dlaczego? Będzie to zrozumiałe, gdy streszczę o czym jest.

Serial ,,Trzynaście powodów” ma 13 odcinków, a jego główną bohaterką jest Hannah Baker, dziewczyna która popełnia samobójstwo i zostawia 13 kaset z nagraniami wyjaśniającymi powody swojego czynu, swojej decyzji. Kasety trafiają do różnych jej znajomych, którzy nie zdołali jej pomóc i w jakiś sposób przyczynili się do podjęcia przez nią decyzji o samobójstwie. Największy wpływ kasety te wywierają na Clay’u Jensenie, chłopaku, który pracował z Hannah w kinie i który się w niej zakochał, lecz nie potrafił jej tego wyznać. Chłopak naprawdę czuje się rozbity, jest przygnębiony śmiercią koleżanki i wraz z odsłuchaniem kolejnych nagrań coraz bardziej sobie nie radzi. Poznaje różne fakty, aż w końcu postanawia wymierzyć sprawiedliwość. Nie chcę opowiadać o wszystkim, co znajdziemy w tym serialu, ale Hannah Baker zabiła się, bo była prześladowana, wyśmiewana, posądzana o rzeczy, których nie zrobiła, uważano ją za łatwą do zaliczenia, przez co była molestowana, a ostatecznie została zgwałcona. Szukała pomocy, ostatnią osobą, do jakiej się zwróciła był szkolny psycholog, ale i on jej nie pomógł w odpowiedni sposób, przez co utwierdziła się w swoim przekonaniu o tym, że lepiej jej będzie na innym świecie i podcięła sobie żyły. Oglądając ten serial, dotyczący młodzieży amerykańskiej, wśród której podobno jest duży problem z przemocą (informacja niesprawdzona) zadałam sobie pytanie, jak dalekie jest to od prawdy? Bo wiadomo, że to tylko film, zmyślona historia, ale były też w Polsce nagłaśniane przez media przypadki, kiedy dzieci czy nastolatkowie byli dręczeni w szkole. Bardzo ciekawa pozycja, moim zdaniem zasługuje na uwagę, jeśli ktoś lubi oglądać seriale. ;)

No i zapomniałabym dodać, że czułam się zaskoczona, gdy usłyszałam, że chłopak go poleca i że go widział, tak wracając do początku tej części.

Dalej.

Dzisiaj pogoda psia, padało, ale grzecznie czekałam pod parasolem aż nadjedzie autobus i marzłam, bo już nie wypada chodzić w zimowej kurtce. Kiedy już moja łaskawa limuzyna podjechała i wsiadłam do niej, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. Nie skończyłam nawet rozdziału, bo do moich uszu zaczęły docierać krzyki pijanego faceta, który przyczepił się do dziewczyny w mundurze. Najpierw że słucha muzyki na słuchawkach, a nie powinna skoro nosi mundur. A potem, że w ogóle dlaczego ona nosi mundur! Uszom nie wierzyłam. Co za męski szowinista, pomyślałam. Padały jeszcze różne słowa, dziewczyna nie chciała się w ogóle do niego odzywać, ale ją prowokował, mówiąc a to, że co ona wie o historii Polski, a to, że powinna ściągnąć beret z orzełkiem w autobusie i ogólnie że co ona wie i jakie ona ma doświadczenia. Ludzie mieli dość i posypały się nakazy, żeby dał dziewczynie spokój i się zwyczajnie zamknął, bo nikt nie ma ochoty go słuchać. Dlatego właśnie m. in. jestem na nie, jeśli chodzi o jeżdżenie środkami komunikacji miejskiej z pijanymi osobnikami lub spożywającymi alkohol w takowym pojeździe. Co mnie jeszcze zraziło? To że pan stwierdził, iż jest patriotą, a bardzo nieładnie wyrażał się o tej dziewczynie, chcącej służyć państwu polskiemu i jej kolegach, którzy też jechali z nią do szkoły, a także o Marszałku Piłsudskim.

Dalej, na wtorkowych zajęciach z komputerów ten sam kolega, o którym wspomniałam wcześniej przysiadł się do mnie i koleżanki, z którą siedziałam w rzędzie, bo komputer mu nie działał, a że miałam otwarty zeszyt, bo czasem coś w nim zapisuję z zajęć komputerowych to zajrzał do niego i powiedział do mnie:

- Ale Ty brzydko piszesz!

Roześmiałam się. Też mi nowość.

- Nigdy nie pisałam ładnie – odpowiedziałam mu.

Koleżanka wtrąciła, że to dlatego, że piszę szybko, co potwierdziłam, dodając, że zawsze zdążę przepisać notatki (no prawie zawsze, czasem ktoś jednak przerzuca szybciej lub mówi tak szybko, że po prostu nie da się zdążyć).

To chyba tyle. ;)

(A! Jeszcze byłam dzisiaj w bibliotece, odbywał się kiermasz i nabyłam dwie książki, złotówka za jedną ;)).

Skaza na ,,looku”

,,Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…
Być kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie…” – śpiewa Alicja Majewska w piosence pt. ,,Być kobietą”.

Ach, być kobietą!

W autobusie spotyka się różne osobowości i różne osobliwości. ;)

I tak oto dzisiaj dostrzegłam dziewczynę, wzrostu ok. 170 cm, szczupła, ubrana w skórzaną kurtkę, na którą narzuciła modne ostatnio futerko, miała spódnicę w czerwono-czarną kratę, jasnoróżowy, tzw. łososiowy szalik wokół szyi, na nogach kozaki, blond włosy upięte w niedbały koczek na czubku głowy, podpięty ładnie spinkami, żeby nic nie odstawało. Na ramieniu torebka, wiadomo. Niewątpliwie dziewczyna starała się wyglądać ładnie i modnie. Jednak pojawiła się mała skaza w jej wizerunku, z jakiej raczej nie zdawała sobie sprawy, mianowicie zauważyłam, że poszło jej z tyłu ,,oczko” w czarnych rajstopach.

Ile razy mi się to zdarzyło?!

Człowiek wstaje wcześniej, żeby się upiększyć, ładnie wyglądać, podkreślić swą urodę, zrobić wrażenie, bądź po prostu dobrze się czuć, kobieco! A tu taka dziura w rajstopach wszystko zepsuje… Ten idealny efekt, jaki chciało się osiągnąć. Oczywiście, nie ma się co załamywać, można zaopatrzyć się w rajstopy na zmianę, poszukać łazienki i je zamienić albo udawać, że o niczym się nie wie, ewentualnie, wmawiać wszystkim dookoła, że tak teraz jest modnie! ;D

Można też, tak jak ja dzisiaj, przypadkowo wsadzić sobie w oko szczoteczkę od tuszu do rzęs. Nie polecam! Boli! Łzy popłynęły strumieniem i musiałam zetrzeć cały rozmazany wokół oka tusz i malować jeszcze raz.

Z kolei tak popularne prostowanie włosów u mnie się nie sprawdza. Nie wiem, czy robię to źle, czy mam złą prostownicę, bo faktycznie swoje lata ma, ale to nieważne, bo jak tylko wyjdę na dwór, z powrotem wracają do swojego pofalowanego kształtu, może jedynie trochę prostszego. ;)

Czasem trzeba się natrudzić. ;)

Jutro mamy Dzień Kobiet (obchodzony 8 marca od 1910 roku), ale tego raczej nikomu nie trzeba przypominać. ;) Święto, którego pierwowzorem były Matronalia (przypadające na pierwszy tydzień marca, wiążące się z macierzyństwem i płodnością, podczas których mężczyźni spełniali życzenia swoich żon i obdarowywali je różnymi prezentami), stąd też powtórzę na zakończenie:

Ach, być kobietą! ;)

To czasem wyzwanie. ;D

Źródło:


http://www.tekstowo.pl/piosenka,alicja_majewska,byc_kobieta.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Kobiet

O datach i … wódce dla pani kasjerki

To był całkiem sympatyczny dzień. Pomimo tego, że autobus uciekł mi sprzed nosa (dosłownie!) i czekałam na kolejny 40 minut oraz pomimo tego, że zaliczenie mi się przesuwa (prawdopodobnie) na datę mojej wizyty u chirurga, której już nie mogę przełożyć, bo mi się skierowanie kończy 28-go. Coś nie po drodze z tą prezentacją chyba… Obym nie miała problemów przez to.

Z racji, że moja limuzyna odjechała beze mnie, trafiłam do poczekalni, gdzie następnie przyszła znajoma, której dawno nie widziałam. Rozmawiałyśmy, czas szybciej zleciał, a jeszcze wpadłyśmy w oko pewnemu blondynowi, który wręczył pani w kasie butelkę wódki! Biedna nie wiedziała, co ma zrobić, gdyż nie chciał jej z powrotem zabrać.

Odkąd zaczęłam magisterkę dużo mówię, co jest w ogóle do mnie niepodobne. Naprawdę, sama siebie nie poznaję pod tym względem.

Ale oczywiście nie o tym miałam pisać. Przechodzę więc do sedna.

Ostatnio wspominałam o urodzinach (również spędziłam całkiem miło ten dzień, dzięki przyjaciółce i paru innym osobom), a więc chodzi mi o daty.

Obchodzimy rocznice ślubu i inne, jubileusze itp. Konkretnego dnia.

Daty pojawiają się w szkole przy zapisywaniu tematów, przy listach obecności, w autobusach na tablicach pokazujących przystanki, w programach informacyjnych w telewizji i w radiu też. Jeśli ktoś ma pomysł, gdzie jeszcze, śmiało proszę pisać w komentarzu. ;)

W sklepach mamy możliwość kupienia różnego rodzaju kalendarzy, w których zapisujemy umówione spotkania, jakieś sprawy do załatwienia, kto i kiedy ma urodziny czy imieniny, itd.

U lekarza też nas umawiają na dany dzień i godzinę.

Dla mnie takie ważne dni to też np. dzień, w którym zdałam prawo jazdy (marzec), kolejny – obrona pracy licencjackiej (lipiec), skończenie szkoły średniej (kwiecień). Takie terminy, które kończą jakiś etap w życiu i są zarazem jakimś sukcesem. Choć też niekoniecznie, bo mam takie dwie daty, które wiążą się z czyją śmiercią i pamiętam je dlatego, że odcisnęły się jakoś bardziej w mojej głowie (to czerwiec i listopad).

W moim wpisie nie ma niczego odkrywczego. Kalendarz istnieje od dawna, jest w codziennym użyciu i nic w nim szczególnego nie ma. Rocznice i święta są obchodzone. Były i będą. Z tym, że jedne są ogólne, a drugie są właśnie takie własne, tylko nasze. ;)