,,A Ty czego chcesz od życia?”

Na wstępie chcę powiedzieć, że wypożyczyłam ,,Jeżynową zimę” poleconą przez Leseratte. Na ,,Domek z piernika” jeszcze czekam, bo ktoś wypożyczył, a mają tylko jeden egzemplarz. Pamiętam też o Mrozie i Nesbo, o których pisaliście i tak jako ciekawostkę powiem, że jakimś dziwnym trafem wszystkie książki Remigiusza Mroza zniknęły z mojej biblioteki ;D. Domyślam się, że to naprawdę fenomenalne powieści. Do niektórych poleconych przez Was pozycji, które gdzieś kiedyś się pojawiły, nie dotarłam. Może kiedyś. ;)

A jak już o bibliotece mowa, to ,,świetnie”, kiedy starszy pan z wnuczką wpycha się przed ciebie i udaje, że cię nie widzi. To jest naprawdę ,,super” uczucie – być niedostrzeganą. (Bo ja taaaaka mała jestem…). Dopiero kiedy bibliotekarz zwraca uwagę, że ,,ta Pani była pierwsza”, posłał mi spojrzenie i przeprosił. Chociaż tyle.

Tak od siebie jeszcze, zanim przejdę do właściwego tematu tego wpisu, to trafiłam ostatnio w sieci na wywiady z Pawłem Reszką. Pomyślałam, że warto o tym wspomnieć, gdyż właśnie wyszła jego kolejna książka, zatytułowana ,,Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy”. Nie będę się o niej rozpisywać, bo nie przeczytałam, ale bardzo mnie zaciekawiła, choćby z racji tego, że autor sam wcielił się na jakiś czas w rolę sanitariusza, aby sprawdzić jak to naprawdę wygląda od środka.

Przechodząc już do właściwej części, o której chciałam napisać:

Jakiś tydzień temu prowadziłam rozmowę z koleżanką, podczas jakiej zadała mi pewne pytanie. Muszę zaznaczyć, że kompletnie zbiło mnie z tropu. Rozmawiałyśmy o zwykłych uczelnianych sprawach, zmieniając płynnie temat na marzenia i ona mnie pyta w pewnym momencie:

,,- A Ty czego chciałabyś od życia?”

Wytrzeszczyłam oczy do ekranu laptopa, powtarzając kilkakrotnie w głowie: – Czego ja chcę od życia? Czego ja chcę od życia?

O matko, czego ja chcę od życia?!

W końcu stwierdziłam, że odpowiem prosto i szczerze. Moja odpowiedź brzmiała następująco:

,,- Zwykłego szczęścia, spokoju, zdrowia, prawdziwej miłości, żebym po prostu była dla kogoś ważna, a jeśli chodzi o pracę, no to chciałabym taką, żebym ją lubiła. Nie muszę zarabiać kokosów, choć dobrze by było, bo dzisiaj trudno się utrzymać i ta kasa jest potrzebna, ale chciałabym robić coś, co lubię i trafić do miejsca, które by mi odpowiadało. Być po prostu szczęśliwa i tak sobie przeżyć spokojnie to życie”.

I tak właśnie, tego sobie bym chciała od tego życia. ;)

Millenium

Wcale nie chodzi mi o bank.

Millenium, czyli 1000 lat.

,,Millenium” to też nazwa trylogii stworzonej przez szwedzkiego pisarza Stiega Larssona, w którą po prostu wsiąkłam. I o niej trochę opowiem.

,,Dziewczynę z tatuażem”, mam na myśli film, oglądałam dobrych kilka lat temu. To za rolę Mikaela Blomkvista polubiłam Daniela Craiga i dzięki temu filmowi zwróciłam uwagę na Rooney Marę, grającą Lisbeth Salander i stała się ona dla mnie rozpoznawalna.

Jakieś 2 tygodnie temu poszłam do biblioteki oddać książki i jednocześnie poprosiłam o coś do poczytania, ot tak, dla przyjemności. Chciałam kryminał (wiecie, że podobno Polacy najchętniej czytają kryminały?), jako że lubię je, a w swoim dorobku czytelniczym nie zapoznałam się ze zbyt wieloma. Pani z wypożyczalni, której moja przyjaciółka nie lubi (tak swoją drogą), zaproponowała mi właśnie ,,Dziewczynę z tatuażem”. Spojrzałam trochę sceptycznie na tomiszcze. Dosłownie tomiszcze ( 1 i 2 część liczą ponad 600 stron, 3 prawdopodobnie też) i pomyślałam: że niby ja mam to ze sobą nosić w plecaku? Pragnęłam lektury do autobusu.

Ugięłam się jednak i przystałam na propozycję.

Nie żałuję. ;)

,,Millenium” wciąga już od pierwszych stron. Czyta się szybko i przyjemnie. Chce się dobrnąć do rozwiązania zagadki jak najprędzej i jednocześnie nie chce się, by nadszedł koniec. Mamy liczną rodzinę Vangerów, w której nastąpiło przed 36 laty tajemnicze zniknięcie szesnastolatki. Mamy dobrego dziennikarza, skazanego wyrokiem za zniesławienie, jakiemu zlecone zostaje rozwiązanie tej zagadki i napisanie biografii znanego przedsiębiorcy, Henrika Vangera, opiekuna zaginionej, któremu co roku ktoś przysyła rzadkie gatunki kwiatów zasuszone w ramkach. Nikt nie liczy na to, że uda się odpowiedzieć na pytanie, co się wtedy wydarzyło, a jednak następuje przełom w sprawie. Mikael i zatrudniona przez niego (początkowo) do pomocy Lisbeth Salander wpadają na trop mordercy kobiet i tego, co mogło się stać z uznaną za zaginioną, Harriet Vanger. Oczywiście, wokół tego wszystkiego są też duże pieniądze i przestępstwa.

Millenium to też nazwa redakcji, którą razem z Eriką Berger i Christerem Malmem prowadzi Mikeal Blomkvist.

Co do samych głównych bohaterów to Blomkvist ma córkę, jest rozwodnikiem i kobieciarzem, Erika jest nie tylko jego przyjaciółką, ale i kochanką od wielu, wielu lat, mimo że ma męża, wszedł w relacje seksualne również z Cecilią Vanger i Lisbeth, a także jak się okazuje w drugiej części, którą teraz czytam – z Harriet Vanger. Jednak przy tym wszystkim jest też bardzo dobry w tym, co robi i za to doceniam tego bohatera.

Z kolei Lisbeth Salander jest niewątpliwie najlepsza. Posiada pamięć fotograficzną, jest hakerką i jest świetna w pozyskiwaniu informacji na temat różnych osób. Ma siostrę bliźniaczkę, z którą nie utrzymuje kontaktów. Robi co chce, wygląda jak chce i nie cierpi mężczyzn krzywdzących kobiety. Lepiej się jej nie narażać. Jest osobą, która sama została skrzywdzona. Odbieram ją jako silną, mądrą, bystrą, choć też trochę zagubioną. Niewątpliwie to barwna postać, a ja lubię wyrazistość. ;)

Są czy ich nie ma?

Wybrałam się ostatnio do biblioteki. Odbyłam świetną rozmowę.

Wcześniej byłam w innym oddziale, ale tam nie mieli książki, którą chciałam i zostałam odesłana dalej.

Weszłam, przywitałam się, pani zapytała czy ja po tą książkę, powiedziałam, że tak i że chciałabym jeszcze dwie inne.

- A o czym pani pisze? – zapytała mnie.

- O mężczyznach w opiniach kobiet.

- Nie chce pani jeszcze innych książek?

- Pewnie, wezmę wszystko co dotyczy płci, stereotypów, socjologii, jest o rodzinie.

- Co pani studiuje?

- Socjologię.

- Też studiowałam socjologię.

Jak socjolog spotyka socjologa (a właściwie przyszłego), no to wiadomo, że mają o czym ze sobą rozmawiać ;D. Tak samo jak spotykam osoby, które studiowały w moim poprzednim instytucie na tym samym kierunku, co ja, cieszę się, że tam są i można się wymienić opiniami.

Otrzymałam kilka książek do przejrzenia, wszystkich wziąć nie mogłam, bo limity wypożyczeń…

- Ale wie pani co? Ja to myślę, że prawdziwych mężczyzn to już nie ma – usłyszałam od pani z biblioteki, po tym jak już dokonałam wyboru.

- Ja też – odrzekłam. – To znaczy, jest ich mało.

- A kobiety się dyskryminuje.

- Ja myślę, że to się zmieniło, ale i tak jednak jesteśmy dyskryminowane i to widać, choćby w pracy.

- Nie tylko w pracy – zauważyła moja rozmówczyni. – W domu też. Mężczyźni biorą te urlopy, ale nadal prawie wszystko jest na głowie kobiet.

- A no jest… Cieszmy się, że jednak coś się zmieniło. I to prawda, że prawdziwych mężczyzn rzadko się spotyka i kobiety są dyskryminowane. Zgadzam się.

Taka to właśnie była rozmowa.

A Wy spotykacie prawdziwych mężczyzn? Co sądzicie? Są czy ich nie ma? Pewnie warto byłoby też się zastanowić, co dokładnie oznacza określenie ,,prawdziwy mężczyzna”.

Wczoraj

Mój dzień zaczął się później niż zazwyczaj. Dłużej spałam. Miałam mały stres, robiło mi się słabo. Ale przetrwałam. Mam nadzieję, że to przez zmianę trybu życia, a nie jakąś anemię. Nie pójdę już do lekarza, bo ostatnio kilka razy go odwiedziłam. Ze znamieniem, bo mnie odesłano z powrotem.

Poszłam do biblioteki po książki potrzebne do zrobienia prezentacji o grupach etnicznych. Dokładniej o jednej z nich. Dostałam cały stos, ze 30 książek do wyboru. Pani z biblioteki się naszukała specjalnie dla mnie. Głupio mi trochę było, bo to starsza pani, ale lubię tam do niej chodzić, bo wiem, że mi pomoże. System elektroniczny im trochę kuleje, bo tak to sama zamawiam książki i idę potem je odebrać. Nawet mi jest tak łatwiej po prostu. Usiadłam w najdalszym kącie i przeglądam łupy, kiedy przyszedł pewien pan i zaczął mnie zagadywać.

Dyskutowaliśmy o pieniądzach, prawie jazdy, kierowcach, Policji, studiach (pan starał się mnie przekonać, że lepiej byłoby gdybym została inżynierem, bo większe zarobki. No cóż, on ma swoje zdanie, a ja swoje.) Właściwie każdy temat, który zaczęliśmy mogłabym rozwinąć bardziej, przedstawiając swoje stanowisko, ale nie wypadało, ponieważ były tam też inne osoby.

Po powrocie z uczelni poszłam do szpitala w odwiedziny. Na chwilę, bo też ciemno się robiło i tłoczno. Zwykle omijam szpitale szerokim łukiem, nie lubię tam przebywać. Nie czuje się tam dobrze. Na sam zapach robi mi się słabo, ale się przemogłam i poszłam. Może było mi łatwiej, bo latem odwiedzałam tatę na oddziale rehabilitacyjnym.

Nie mogłabym tam pracować…