W hołdzie swobodzie

Taplały się kaczki w brudnej kałuży,

Nie zważały na nic.

- Omiń nas człowieku, jadący samochodem! – niemo rozkazywały.

- Chcemy się bawić! – po kaczemu wołały za nim.

Nie zamierzały schodzić z drogi,

Niczym dwie królowe, którym nie wolno się postawić.

Pluskały się więc kaczki, ciesząc się z czarnej wody,

Mając w nosie wszelkie przeszkody.

A Ty, człowieku umartwiony i zmęczony – zdawały się mówić. – kiedy byłeś tak beztroski i tak wolny?

ducks-1980180_960_720

(Obrazek pochodzi z Pixabay. com)

Tekst poświęcony dwóm kaczkom, które na początku miesiąca, gdy maj przypominał październik, swobodnie, nie licząc się z nikim i niczym kąpały się radośnie w wielkiej kałuży na środku drogi. Akurat tamtędy przejeżdżałam… Ciągu dalszego nie będzie. ;D

Nudziarskie wywody

Rozmawiałyśmy i w pewnym momencie zapytała:

- Czy Ty nie masz innych tematów poza książkami, filmami i studiami?

Zastanowiłam się, po czym odpowiedziałam żartobliwie, że jeszcze interesuje mnie, co u niej słychać. Ale właściwie to coś było w Jej pytaniu. Bo głównie o tym mówię, tzn. o książkach, filmach i studiach, jeśli to ja mam zacząć rozmowę albo coś powiedzieć. To po prostu najbardziej mnie dotyczy i o tym mogę swobodnie rozmawiać. Uczestniczę w dyskusjach na różne tematy, żeby nie było, że jestem zamknięta. Poza tym wśród moich zainteresowań znajdują się jeszcze np. rysowanie, fotografia czy gotowanie albo podróże i zwiedzanie różnych miejsc, więc to nie jest tak, że całkowicie ograniczyłam się do trzech tematów rozmów. Najwidoczniej jestem nudna, choć z drugiej strony patrząc, zwyczajnie nie lubię mówić o sobie.

Czy nuda jest pojęciem pozytywnym, negatywnym czy neutralnym?

Moim zdaniem nuda wiąże się ze zniechęceniem, z brakiem aktywności, z brakiem zajęcia, które nas pochłania, wciąga. Gdy zaczynam się nudzić, nie potrafię znaleźć sobie miejsca, szukam sobie czegoś do wykonania, od biedy może być nawet sprzątanie, jeśli nic lepszego się nie trafia, byle coś robić.

Znudzony człowiek, np. uczeń w szkole podpiera głowę na ręce albo ziewa. Ewentualnie psoci lub rysuje po zeszytach ;D. W końcu nie każdy umie ciekawie coś przedstawiać, a taka fizyka czy geografia nie musi być czyimś ulubionym przedmiotem.

Bardzo rzadko się zdarza, że nie przeczytam jakiejś książki w całości (czy nie obejrzę  włączonego filmu do końca), ale kiedy naprawdę mnie nudzi, to ją odrzucam, nie kończąc. Szkoda czasu, w którym można przeczytać coś ciekawszego.

Ale też czy nuda jest taka zła? Czasem człowiek właśnie tego chce – po prostu się ponudzić, nie mieć nic na głowie. Bo też wtedy może trochę odpocząć.

Za to od nudy na pewno gorsi są nudziarze. Dlaczego? Bo nudę można przeżywać w samotności, a nudziarz stoi w pobliżu i stara się wciągnąć w nudną rozmowę, w której jedynie potakuję i udaję, że słucham, choć gdzieś w połowie tematu już przestałam i marzę o tym, żeby ta osoba się odczepiła, zamilkła albo żebym ja sama mogła się oddalić.

Każdy z nas ma różne zainteresowania, tematy na których zna się mniej lub więcej i choć jedni się czymś zachwycają, to drudzy nie muszą.

Najgorsze uczucie na świecie

Kiedy Twój świat wali się w posadach. Jedna cegiełka po drugiej kruszą się na drobne kawałki. Takie, że wydaje Ci, iż nie będziesz w stanie ich posklejać, a cała reszta świata trwa dalej, jak gdyby nigdy nic. Ludzie śmieją się, opowiadają sobie różne historie, piją kawę, jedzą obiad, podczas gdy Ty płaczesz i czujesz się tak niesamowicie bezsilny/na, kiedy rozdziera Cię od środka, oni sobie żartują, żyją swoim życiem.

Kiedy chcesz pomóc komuś z całych sił, ale nie możesz. Jesteś bezradny/na. Są chęci, lecz nie można zadziałać, np. bo dzieli Was spora odległość.

Kiedy byłaś/łeś związana z czymś przez 8 lat i nagle to się kończy, bo tak już jest, że wszystko się kiedyś skończy. Normalny przebieg, taki los, a jednak jest Ci przykro, smutno, bo to Ci towarzyszyło, bo stało się częścią Twojego życia, wywarło na Ciebie wpływ. Bo to podziwiałaś/łeś.

Kiedy bliska osoba zawiedzie Twoje zaufanie. Albo kiedy np. kupisz sobie tabletki w aptece, a po przyjściu do domu odkryjesz, że opakowanie jest puste, jak mi się to dzisiaj zdarzyło…

Kiedy wiesz, że nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko odpuścić i się poddać.

Kiedy siedzisz przed obcym człowiekiem i wiesz, że on Cię ocenia.

Kiedy stoisz na środku przed tłumem ludzi i czujesz się sparaliżowany/na, nie możesz wydusić z siebie słowa, a oni patrzą i czekają.

Kiedy przekręcasz klucz w zamku do swojego mieszkania, przekraczasz próg i nie ma tam nikogo, kto mógłby Cię przytulić, gdyż miałaś/łeś naprawdę paskudny dzień.

Kiedy wiesz, że zawaliłeś/łaś na maksa, że ponosisz za coś winę i musisz wymyślić jak to naprawić, bo poczucie winy zżera Cię od środka, ponieważ drugiej stronie należy się jakaś rekompensata.

Uczucia nienazwane. Do końca niezdefiniowane. Przytłaczające.

Najgorsze na świecie.

Skaza na ,,looku”

,,Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie…
Być kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie…” – śpiewa Alicja Majewska w piosence pt. ,,Być kobietą”.

Ach, być kobietą!

W autobusie spotyka się różne osobowości i różne osobliwości. ;)

I tak oto dzisiaj dostrzegłam dziewczynę, wzrostu ok. 170 cm, szczupła, ubrana w skórzaną kurtkę, na którą narzuciła modne ostatnio futerko, miała spódnicę w czerwono-czarną kratę, jasnoróżowy, tzw. łososiowy szalik wokół szyi, na nogach kozaki, blond włosy upięte w niedbały koczek na czubku głowy, podpięty ładnie spinkami, żeby nic nie odstawało. Na ramieniu torebka, wiadomo. Niewątpliwie dziewczyna starała się wyglądać ładnie i modnie. Jednak pojawiła się mała skaza w jej wizerunku, z jakiej raczej nie zdawała sobie sprawy, mianowicie zauważyłam, że poszło jej z tyłu ,,oczko” w czarnych rajstopach.

Ile razy mi się to zdarzyło?!

Człowiek wstaje wcześniej, żeby się upiększyć, ładnie wyglądać, podkreślić swą urodę, zrobić wrażenie, bądź po prostu dobrze się czuć, kobieco! A tu taka dziura w rajstopach wszystko zepsuje… Ten idealny efekt, jaki chciało się osiągnąć. Oczywiście, nie ma się co załamywać, można zaopatrzyć się w rajstopy na zmianę, poszukać łazienki i je zamienić albo udawać, że o niczym się nie wie, ewentualnie, wmawiać wszystkim dookoła, że tak teraz jest modnie! ;D

Można też, tak jak ja dzisiaj, przypadkowo wsadzić sobie w oko szczoteczkę od tuszu do rzęs. Nie polecam! Boli! Łzy popłynęły strumieniem i musiałam zetrzeć cały rozmazany wokół oka tusz i malować jeszcze raz.

Z kolei tak popularne prostowanie włosów u mnie się nie sprawdza. Nie wiem, czy robię to źle, czy mam złą prostownicę, bo faktycznie swoje lata ma, ale to nieważne, bo jak tylko wyjdę na dwór, z powrotem wracają do swojego pofalowanego kształtu, może jedynie trochę prostszego. ;)

Czasem trzeba się natrudzić. ;)

Jutro mamy Dzień Kobiet (obchodzony 8 marca od 1910 roku), ale tego raczej nikomu nie trzeba przypominać. ;) Święto, którego pierwowzorem były Matronalia (przypadające na pierwszy tydzień marca, wiążące się z macierzyństwem i płodnością, podczas których mężczyźni spełniali życzenia swoich żon i obdarowywali je różnymi prezentami), stąd też powtórzę na zakończenie:

Ach, być kobietą! ;)

To czasem wyzwanie. ;D

Źródło:


http://www.tekstowo.pl/piosenka,alicja_majewska,byc_kobieta.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Kobiet

Zrozumienie

Od razu na początku się przyznaję, że będą zaniedbania z mojej strony w sferze blogowej, bo wróciłam na uczelnię (Taaaaaak się cieszę z tego powodu…). Logika zostanie zapewne moim ,,ulubionym” przedmiotem, jak już dojdzie do planu, a właśnie – plan kiepski. Mniejsza o to. Przechodzę do właściwej części.

Zrozumienie określane jest jako wyrozumiałość lub życzliwy stosunek do kogoś/czegoś. Mówią, że najlepiej zrozumie nas osoba, która znajduje się lub znajdowała dokładnie w tej samej sytuacji, co my. Dlaczego? Bo też tego doświadcza/doświadczyła, bo czuje/czuła te same emocje, bo też musiała przejść przez poszczególne etapy rozwiązania problemu. Bo po prostu wie jak to jest. A ktoś, kogo nigdy przedtem dana sytuacja nie dotknęła osobiście, może tylko doradzać, może sobie wyobrazić jak to jest, może starać się zrozumieć, pocieszyć, ale to nie będzie pełne, nie do końca spełni oczekiwania.

Zrozumienie było czymś, czego długo szukałam, czego pragnęłam bardzo mocno. Chciałam pójść do kogoś, wygadać się, opowiedzieć o wszystkim, co spotkało mnie w danym dniu, tygodniu czy miesiącu, o tym jak było czasem trudno coś znieść i usłyszeć od tej osoby: rozumiem cię. Takie prawdziwe, szczere, czyste dwa słowa – rozumiem cię. To była moja potrzeba.

Zaspokajałam ją tylko częściowo, bo nikt nie doświadczał tego, co ja w moim otoczeniu. Czasem tak, bo wiadomo, że zdarzają się np. w klasie sytuacje, które dotyczą wszystkich uczniów. Ale i tak jedni się przejmują, a po innych coś spływa jak po przysłowiowej kaczce. Ja oczywiście, zawsze się przejmowałam. Teraz przynajmniej wiem z czego to wynikało i wynika. Ze STRACHU, jakiego nikt z nich nie czuł.

Nie staram się już tłumaczyć i wyjaśniać czegoś komuś, tak jak to robiłam, chcąc by pojął w pełni, by dobrze mnie zrozumiał i nie pomyślał o mnie czegoś złego. Nie robię tego, bo kto ma zrozumieć lub zechce to uczynić – zrobi to. Po co też tłumaczyć się ludziom obcym, których prawdopodobieństwo ponownego spotkania jest bardzo małe? Czasem też zwyczajnie lepiej coś przemilczeć, żeby nie powiedzieć za dużo. ZROZUMIAŁAM, że nie muszę żebrać o czyjąś wyrozumiałość i życzliwy stosunek do mnie. Choć właśnie taka starałam się być dla innych, więc miałam też podobne oczekiwania względem traktowania mojej osoby.

Usłyszałam ostatnio, że nie mogę się ukrywać w domu. No, nie mogę. Po części to robiłam, nie ukrywam, że najbezpieczniej i najlepiej czuję się we własnym domu. Trochę chyba oszukiwałam, że się nie chowam… Wychodzę, spotykam się ze znajomymi ostatnio dosyć często. Jeździłam do mechanika, na zakupy, po lekarzach. Wychodziłam. Teraz znowu na uczelnię. Zgłosiłam się do wykonania zadania na następne ćwiczenia, żeby mieć z głowy. Już prawie kończę pierwszy rozdział magisterki. Dlaczego o tym wspominam?

Bo dziś, siedząc w autobusie, po ponad dwóch tygodniach wolnego, spojrzał na mnie jakiś chłopak. Nie spodobało mi się to. Nie lubię jak ktoś się na mnie gapi. Ale zaraz pomyślałam: A niech to robi! Ja z podniesioną głową też odpowiem mu spojrzeniem. Nie dam się. Poza tym, czy ja jestem jakaś gorsza? Mam dwie nogi, dwie ręce, głowę, włosy, wszystkie palce, mózg (podobno xD), rozmiar 38, więc nie najgorzej, włosy w naturalnym kolorze, co prawda, ale to przecież nie jest złe. Jednocześnie jestem taka jak inni, i jestem sobą. Przede wszystkim NIE jestem jakaś gorsza. W dodatku miałam dziś niesamowity sen, w którym flirtowałam z powodzeniem. No haloo! To dodaje wiary w siebie, nawet jeśli tylko chwilowo, bo to jedynie senne marzenia. I nawet jeżeli to jest głupie, to dlaczego by tego nie wykorzystać, żeby coś poprawić lub zmienić? Jako motywację na przykład.

Podsumowując, czasem najtrudniej jest zrozumieć samą/samego siebie, być wyrozumiałym dla swych czynów, myśli, słów. Być życzliwym wobec własnej osoby. Ale też robić to w sposób sprawiedliwy, poprawny, a nie usprawiedliwiający niecne występki.

 

Źródło:

http://sjp.pwn.pl/sjp/zrozumienie;2547312.html – definicja zrozumienia