Autostopem…?

Rozumiem czyjąś chęć do podróżowania, zwiedzenia świata, do odkrycia nowego i przeżycia przygody.

I wiem, że można takie marzenia zrealizować na różne sposoby. Między innymi poprzez łapanie tzw. stopa.

comrade-2280932_960_720(Obrazek pochodzi z Pixabay.com)

W swoim życiu też mi się zdarzyło jechać z kimś, kto zabrał mnie po drodze, chociaż po prostu szłam przed siebie. Nie czekałam na okazję, więc też może nie do końca to się zalicza do jechania autostopem. Mogę takie podróże w swoim wykonaniu policzyć na palcach jednej ręki. Takie podróżowanie zdecydowanie nie jest dla mnie, choć może innym odpowiada i przynosi dreszczyk emocji.

Teraz, będąc kierowcą i jeżdżąc właściwie stałą trasą samej trafia mi się, że ktoś mi macha z pobocza, abym go zabrała. Jadąc wczoraj widziałam parę idącą wzdłuż drogi, chłopak pomachał. Nie zatrzymałam się. Dzisiaj chyba znowu widziałam tą samą parę jak szli. Nie znam ich, ale może za trzecim razem ich podwiozę? Zastanowię się. Zatrzymuję się znajomym – to nie jest problem zabrać kogoś znajomego z drogi, kiedy nic za tobą nie jedzie. Ale co do obcych to mam duże wątpliwości i obawy, czy czegoś mi nie zrobią. Jeszcze jak jadę z kimś, to mogę zabrać kogoś obcego, ale jak sama – nie zabieram. Nie mam takiego obowiązku. Nie muszę zabierać nawet znajomych, ale warto być uprzejmym/mą.

Karin Stanek śpiewała:

,,Autostop, autostop
Wsiadaj, bracie, dalej, hop
Rusza wóz, będzie wiózł
Będzie wiózł nas dziś ten wóz!”

To tak brzmi, jakby się stało i polowało na auto, którym się pojedzie ;D. Mała loteria. ;)

Piosenka sympatyczna, jednak sposób podróżowania ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Dla mnie więcej wad, przez co nie zdecydowałabym się na takie rozwiązanie. Wolę zapłacić za bilet, albo za paliwo, ewentualnie iść pieszo.

Dwie strony

Skończyło się na podaniu ręki i słowach ,,dziękuję”. Słowach, bo powtórzonych kilka razy. Nie wiem też, czy naprawdę jestem taka zabawna, zadając pytania, które mnie nurtują. Jak mi się zrobił siniec nad raną, to wolę wiedzieć dlaczego. Tak, przejęłam się. Jestem też ciekawa różnych medycznych aspektów. Coś oczywistego dla jednych, nie musi być takie dla drugich. Czy to moja bezpośredniość wywołuje taką wesołość? Mam odwagę pytać. Kto pyta, nie błądzi. Ja zastanowiłabym się raczej nad tymi, którzy nie pytają i zgadzają się na to, co im się każe. Poza tym lubię wiedzieć i mieć stuprocentową pewność. Co prawda, mój plaster był dużych rozmiarów, bo maleństwo jakie dostałam trochę mi nie odpowiadało, ale co złego jest w dużych rozmiarach? Mi nie przeszkadzało. Spełniał swoją funkcję.

No dobra, ktoś mógł po prostu mieć dobry dzień, a ja się dzisiaj czułam słabo.

Teraz już chyba mogę wrócić do treningów, chociaż trzy razy w tygodniu przydałoby się. Może lepiej bym się poczuła…

Zabrałam do poczekalni zeszyt i piórnik tym razem, zamiast książki. Chciałam skończyć rysunek, który zaczęłam któregoś dnia na uczelni. Może więcej porysuję, skoro ostatnio naszła mnie na to chęć. Jak mam czekać, to nie chcę się nudzić. Czy dlatego zasługuję, aby się gapić na mnie jak na kogoś, kto spadł z kosmosu? Bo nie robię tego, co inni? Cenię swój czas i lubię go jakoś spożytkować w sposób dla mnie odpowiedni. A czekanie bezczynnie na korytarzu pełnym ludzi i siedzenie na twardym krzesełku nim nie jest.

Samochód znowu nawala. Zmienię mechanika.

sport-medals-250x250(Obrazek pochodzi z Google Grafika,https://3.imimg.com/data3/YF/EI/MY-9702862/sport-medals-250×250.jpg)

Każda sytuacja ma jakieś wyjście, może posiadać kilka rozwiązań. A często trzeba wybrać jedno, najwłaściwsze. I czasem ma się tylko krótki moment na podjęcie decyzji. Wchodzisz w to, albo nie. Dostajesz szansę i chwytasz, albo rezygnujesz. I możesz żałować, a możesz też się cieszyć, że się nie pogrążyłeś/łaś, bo np. interes, na który cię namawiano nie wypalił.

,,Będzie dobrze. Jakoś się ułoży. Nie ten to inny/inna” – brzmią słowa pocieszenia. Będzie to czas przyszły, jak zdefiniować ,,jakoś”? A ten inny czy inna tzn. kto i czy w ogóle się pojawi? Co jeśli nie będzie dobrze, co jeśli się nie znajdzie? No właśnie: co jeśli nie? Pocieszenie jest jedną stroną medalu, a wątpliwości drugą i czy którąś można odrzucić? Nie, bo są scalone, powiązane, połączone.

Na wadze można przechylić szalkę. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie obciążenie. Medal można odwrócić, a monetą zakręcić.

Wybory nie są łatwe. Nawet stojąc przed półką z czekoladami, można mieć poważny dylemat: czy wolę mleczną, czy z orzechami, a może gorzką, bo zdrowsza? A jeszcze pozostaje kwestia marki… Albo z pączkami. Pan przede mną w cukierni ostatecznie stwierdził, że chce z toffi i z budyniem. Ludzkie niezdecydowanie potrafi irytować, ale właśnie dopóki moneta się kręci nic nie jest przesądzone.

A co z środkiem? Bo można i tak.

I tak rozdarcie towarzyszy człowiekowi, bo posiada zdolność myślenia i wolną wolę.

 

 

Tak czy nie?

Jestem po zabiegu. Za tydzień idę na ściągnięcie szwów. Akurat w Tłusty Czwartek.

I tu pojawia się dylemat, bo zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem łatwą pacjentką, a dobrze się mną zajęto, mimo wszystko.

Zastanawiam się, czy powinnam jakoś podziękować lekarzowi i pielęgniarce, np. kupując czekoladki albo pudełko pączków? Czy tylko uścisnąć rękę?

Chodziłam tam kilka razy. Wszystko jest ok. Myślę, że więcej tam nie pójdę (chyba, że się połamię xD). Czuję się po prostu wdzięczna. No dobra, gdzieś tam też chciałabym zatrzeć złe wrażenie.

Z drugiej strony taką mają pracę, płacą im za to i też mogą odmówić przyjęcia podarunku, nawet drobnego, a ja nie chcę wyjść znowu na idiotkę (wtedy znowu się podłamię i będzie mi źle) i kogoś, kto jest za korupcją. Bo jej mówię zdecydowane nie.

Znowu przejmuję się głupotami….

Ech, posłucham sobie piosenki: