Kiedy cierpliwość się kończy… Bomba wybucha.

Bomba wybuchła.

Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Ba, jest mocno słabą ;D. Choć i tak to się poprawiło. Czekanie w kolejkach lub czekanie na spóźniający się autobus… sprawia, że człowiek nabiera dystansu. Jednak nadal nieziemsko irytuje mnie to, że ktoś nie szanuje mojego czasu, ponieważ ja staram się szanować czas innych i nie lubię spóźnień. Często jestem na miejscu sporo przed czasem, jako że muszę dojechać.

Wracając do Gaduły, o której kiedyś wspomniałam, w końcu ludzie nie wytrzymali i powiedzieli Jej, co o niej myślą, a właściwie napisali, ale mniejsza o to. Nerwy nie pozostały na wodzy. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Ale sprawa na razie ucichła. Ja co miałam powiedzieć, to powiedziałam. Moja cierpliwość się skończyła, teraz panuje ignorancja. Czasem jedyne rozwiązanie w obcowaniu z kimś to po prostu się przyzwyczaić lub nie zwracać uwagi.

Nie można się też przejmować wszystkimi problemami świata i ludzi wokół, bo gdzieś po drodze zatraci się siebie.

Swoją drogą, ciekawe jest, jak szybko jednostka może zostać wykluczona przez grupę. Z pewnością niemiłe doświadczenie.

A w związku z tym, to konflikty również nie są moją mocną stroną. Nie uważam się za konfliktową osobę, co raczej jest na plus i unikam ich jak ognia.

No bo po co się kłócić?

Żeby wyładować emocje? Żeby dać popalić drugiej stronie, a niech ma za swoje?

Żeby udowodnić swoją rację?

Żeby sobie powrzeszczeć i zedrzeć gardło?

Po co?

Tym bardziej, że zwykle idzie o rzeczy błahe, jak tak na nie obiektywnie spojrzeć.

Niektórzy są kłótliwi z natury i wszczynają kłótnie dla własnej satysfakcji.

No cóż, staram się z takimi typami nie wchodzić w dyskusje, bo jaki to ma sens?

Uznaję, że nie ma.

Ostatnio towarzyszyła mi złość. Minęła. Przyszła obojętność.

Nazbierało mi się parę spraw do załatwienia. Trochę chmur zawisło nad moją głową i trzeba je przepędzić. ;)

Apel do Dupków i Ćwoków

(Utrzymane w klimacie dwóch poprzednich wpisów.)

Drogi, Dupku! Drogi, Ćwoku! Drodzy Dupkowie i Ćwokowie!

Wiem, że mało Was to obchodzi,

Wiem, że w poważaniu macie moje zdanie,

Ale mimo to, i tak je wypowiem

Na piśmie.

Ty, z czarnej toyoty, nie musisz na mnie trąbić i wymachiwać tymi łapskami zza samochodowej szyby o godzinie 6-tej rano, tylko dlatego, że wolno ruszyłam!

Spieszy Ci się? To ku..wa wyjedź 5 minut wcześniej, a nie na styk!

Powyrywałabym Wam te klaksony za używanie ich niezgodnie z przeznaczeniem…

Ty, co mi wózkiem w supermarkecie najeżdżasz na nogi! Przestań, to robić! Jeszcze nie raczysz przeprosić…

Ty, co chodziłeś ze mną do jednej klasy przez kilka lat, a na ulicy ,,cześć” powiedzieć nie potrafisz,

Wiedz, że NIE zależy mi na tym. Możesz odwracać głowę w drugą stronę i udawać, że się nie znamy.

Ty, co przypominasz sobie o mnie, gdy masz potrzebę,

A idź, pocałuj słonia w trąbę,

Oczywiście, na szczęście!

Nie będę Ci żałować, bo już i tak szkoda mi i Ciebie, i mnie, że się z kimś takim poznałam.

Ty Dupku, jeden z drugim, co mi nadziei narobisz, a potem odchodzisz,

Znikasz bez słowa,

Łamiąc mi serce

Bawi Cię to?

Jeśli tak, to masz kiepskie poczucie humoru.

Wy, co krzywo się patrzycie, bo coś Wam nie pasuje i właściwie sami nie wiecie co,

Na Was to akurat słów mi brakuje…

Wy, którzy widzicie błędy wszystkich dookoła, lecz nie własne

Zastanówcie się czasem i spójrzcie w końcu na siebie, bo słowa ranią czasem bardziej niż uderzenie.

Wy, wszyscy, co mnie denerwujecie!

Czasem mam Wam ochotę pokazać środkowy palec,

Czasem chcę na Was nawrzeszczeć, potrząsnąć, zwyczajnie przywalić,

(Pewnie czasem też ktoś ma ochotę mnie udusić gołymi rękami… Bo taka bywa ze mine ,,urocza”  istotka)

Zamiast tego przypominam: UPRZEJMOŚĆ I ŻYCZLIWOŚĆ w stosunku do innych, nawet tych roztrzepanych, NIE GRYZIE!

 

 

 

 

Najlepsze uczucie na świecie

Dla odmiany.

Gdy spotykasz dawno niewidzianego przyjaciela/przyjaciółkę, z którym/którą pozostajesz w dobrych kontaktach.

Gdy po całym dniu kładziesz się do łóżka, bierzesz do ręki książkę i zaczynasz czytać albo włączasz dobry film, wsiąkając w wymyślony świat.

Gdy słońce przyjemnie ogrzewa Twoją twarz.

Gdy idziesz na babski wieczór, gdzie facetom wstęp wzbroniony i rozmawiacie o wszystkim do samego rana.

Gdy wkładasz do ust kostkę ulubionej czekolady, słuchając przy tym muzyki.

Gdy osiągasz sukces i Twoja praca zostaje doceniona.

Gdy otacza Cię Twój ulubiony zapach, wywołujące u ciebie dobre skojarzenia.

Gdy zasypiasz i masz sen tak przyjemny, że nie chcesz, aby się skończył.

Gdy wiesz, że w danej chwili możesz sobie pozwolić na słodkie lenistwo.

Gdy nadchodzi wieczór skąpany w księżycowej poświacie i zdajesz sobie sprawę, że możesz go oglądać. Możesz stać w tym miejscu, w danym czasie i patrzeć na to piękno.

Gdy prowadzisz niesamowicie pochłaniającą i ciekawą rozmowę z dobrym rozmówcą.

Gdy doświadczasz ludzkiej życzliwości i otrzymujesz wsparcie, uświadamiając sobie, że nie jesteś sam/sama.

Gdy kot przymila się do Ciebie, wskakując na kolana lub ocierając się o Twoje nogi. Gdy głaszczesz go, a on sobie zwyczajnie mruczy.

Gdy akt odwagi się opłacił.

Gdy zawaliłaś/łeś sprawę, ale Ci się upiekło….

(No właśnie, już tyle razy, jadąc samochodem miałam niebezpieczną sytuację i na szczęście nic się nie stało. Wczoraj przy wyprzedzaniu autobusu – w odpowiednim miejscu – nagle mi z naprzeciwka wyjechał samochód i znalazłam się pomiędzy młotem a kowadłem, bo znajdowałam się na równi z autobusem, a ten z naprzeciwka po prostu jechał wprost na mnie. A dzisiaj uderzyłam podwoziem w dużą bryłę ziemi, która leżała na ulicy, po drugiej stronie ulicy za to znajdowała się wielka dziura… A za mną jeszcze jechał dostawczak…)

Coś się ostatnio dzieje i nie wiem jeszcze co…

Najgorsze uczucie na świecie

Kiedy Twój świat wali się w posadach. Jedna cegiełka po drugiej kruszą się na drobne kawałki. Takie, że wydaje Ci, iż nie będziesz w stanie ich posklejać, a cała reszta świata trwa dalej, jak gdyby nigdy nic. Ludzie śmieją się, opowiadają sobie różne historie, piją kawę, jedzą obiad, podczas gdy Ty płaczesz i czujesz się tak niesamowicie bezsilny/na, kiedy rozdziera Cię od środka, oni sobie żartują, żyją swoim życiem.

Kiedy chcesz pomóc komuś z całych sił, ale nie możesz. Jesteś bezradny/na. Są chęci, lecz nie można zadziałać, np. bo dzieli Was spora odległość.

Kiedy byłaś/łeś związana z czymś przez 8 lat i nagle to się kończy, bo tak już jest, że wszystko się kiedyś skończy. Normalny przebieg, taki los, a jednak jest Ci przykro, smutno, bo to Ci towarzyszyło, bo stało się częścią Twojego życia, wywarło na Ciebie wpływ. Bo to podziwiałaś/łeś.

Kiedy bliska osoba zawiedzie Twoje zaufanie. Albo kiedy np. kupisz sobie tabletki w aptece, a po przyjściu do domu odkryjesz, że opakowanie jest puste, jak mi się to dzisiaj zdarzyło…

Kiedy wiesz, że nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko odpuścić i się poddać.

Kiedy siedzisz przed obcym człowiekiem i wiesz, że on Cię ocenia.

Kiedy stoisz na środku przed tłumem ludzi i czujesz się sparaliżowany/na, nie możesz wydusić z siebie słowa, a oni patrzą i czekają.

Kiedy przekręcasz klucz w zamku do swojego mieszkania, przekraczasz próg i nie ma tam nikogo, kto mógłby Cię przytulić, gdyż miałaś/łeś naprawdę paskudny dzień.

Kiedy wiesz, że zawaliłeś/łaś na maksa, że ponosisz za coś winę i musisz wymyślić jak to naprawić, bo poczucie winy zżera Cię od środka, ponieważ drugiej stronie należy się jakaś rekompensata.

Uczucia nienazwane. Do końca niezdefiniowane. Przytłaczające.

Najgorsze na świecie.