Powrót i ,,Droga życia”

Burza, która jakiś czas temu przeszła przez moją okolicę spowodowała, że spalił nam się nie tylko komputer stacjonarny, ale też gniazdo od telefonu, przez co pozbawiona byłam Internetu. Szanowni państwo z Orange po otrzymaniu zgłoszenia (dodzwonienie się tam graniczy z cudem, naprawdę) przyjechali trzy dni później (bo tyle mają na zajęcie się usterką) i wymienili, co trzeba. Przy okazji wcisnęli mamie router, a ja kupiłam router dwa dni wcześniej… No ale dobra, przyda się na zapas. Dziękuję za komentarze pozostawione pod poprzednim wpisem. ;)

No więc jak już wróciłam do wirtualnego świata, to opowiem o filmie, który niedawno oglądałam.

Film nosi tytuł ,,Droga życia”. Za reżyserię odpowiada Emilio Estevez, a w rolach głównych występują Martin Sheen, Deborah Kara Unger, Yorick van Wageningen i James Nesbitt.

Tom jest okulistą. Ma ok. 40-letniego syna, który porzuca robienie doktoratu i wyrusza na pielgrzymkę, podczas której ginie. Zaraz na samym początku. Ledwo jego droga się zaczęła, a już się skończyła. Jego ojciec przyjeżdża z Ameryki do Europy i postanawia dokończyć pielgrzymkę za syna, mając jego sprzęt i prochy, które pozostawia w różnych miejscach na drodze. Przy okazji poznaje innych ludzi, zmierzających na Camino de Santiago (Droga św. Jakuba), w Hiszpanii, mianowicie Joosta z Holandii, który dużo je i chce schudnąć, Sarah z Kanady, która przez całą wędrówkę powtarza, że jak dotrze do celu rzuci papierosy, lecz na końcu wcale tego nie robi, to tylko wymówka, dręczy ją coś innego, córka, który nigdy się nie narodziła, bo mąż ją bił oraz pisarza, Jacka, mającego problemy z weną twórczą. Może i Tom, główny bohater na początku nie pała do nich sympatią, ale z czasem zaczyna ich traktować jak przyjaciół. Nie, źle powiedziałam/napisałam, oni z czasem stają się przyjaciółmi i to jest piękne w tym filmie. Lekarz zmaga się ze swoją tragedią, z utratą dziecka, więc bywa nieprzyjemny dla swych towarzyszy. Widuje też ducha swojego syna.

276547.1

(Kadr z filmu, źródło: Filmweb, http://1.fwcdn.pl/ph/05/95/590595/276547.1.jpg)

Żadna z tych osób nie uważa się za specjalnie religijną, ale idą Camino de Santiago z nadzieją, że uda im się pokonać słabości, załatwić niedokończone sprawy czy rozprawić się z demonami przeszłości.

,,Droga życia” nie jest filmem, który jakoś wielce porywa, ale wciąga na tyle, że powoduje, iż chce się dowiedzieć, co będzie na końcu. Film ten poleciła mi siostra i długo nie mogłam się za niego zabrać. Jak się potem okazało, niepotrzebnie to odwlekałam. Warto obejrzeć, gdy się wątpi.

Gdy się zaczyna wątpić w Boga, w ludzi, w siebie.