Nowa Ania

Że ,,Ania z Zielonego Wzgórza” opowiada o rudowłosej dziewczynce i została napisana przez Lucy Maud Montgomery (która – jako ciekawostka – używała jedynie drugiego imienia), nikomu mówić nie trzeba (mam nadzieję ;)).

Opowieść o Ani Shirley zaczęła powstawać 1905 r., ale wydano ją dopiero 3 lata później i krótko mówiąc – zrobiła furorę.

Cała seria liczy sobie 9 części. Za pierwowzór wyglądu głównej bohaterki posłużyła realna osoba, mianowicie nazywała się Evelyn Nesbit (modelka i tancerka). Natomiast inspirację dla autorki stanowił artykuł z gazety o małżeństwie, któremu przez pomyłkę oddano do adopcji dziewczynkę, a nie chłopca, jak chcieli. Mimo to, nie oddali jej z powrotem.

Sama Lucy Maud Montgomery została półsierotą w wieku dwóch lat i oddana na wychowanie dziadkom. To jako kolejna ciekawostka.

Pierwsza część ekranizacji o Ani z Zielonego Wzgórza powstała w 1985 r. A więc już 32 lata temu. Mnie wtedy jeszcze na świecie nie było. W rolę tytułowej bohaterki wcieliła się – nie kto inny – a Megan Follows, której jak dla mnie w tej roli nikt nie przebije. Megan Follows aktualnie oglądam również w serialu pt. ,,Reign”, opowiadającym o losach Marii Stuart, królowej Szkotów, gdzie gra Katarzynę Medycejską, która knuje, intryguje i stara się ochronić swoją rodzinę, Walezjuszy przed różnymi niebezpieczeństwami.

Ania_Shirley

(Źródło: https://vignette4.wikia.nocookie.net/ania-z-zielonego-wzgrza/images/e/ef/Ania_Shirley.jpg/revision/latest?cb=20160227152012&path-prefix=pl)

Ale teraz, jak zapewne słyszeliście mamy Nową Anię, stworzoną przez Netflixa. Serial ,,Anne” lub ,,Ania, nie Anna”, jak kto woli daje nam piękne krajobrazy, za które kocha się Zielone Wzgórze i Wyspę Księcia Edwarda w poprzednich ekranizacjach, tudzież w książkach. Dostajemy romantyczną, bujającą w obłokach, rozgadaną i nie lubiącą swoich włosów Anię Shirley graną przez Amybeth McNulty, surową Marylę Cuthbert i jej brata, dobrotliwego Mateusza Cuthberta oraz, jakże można by ją pominąć, wścibską na wskroś panią Małgorzatę Linde, która w tym serialu nazywana jest Rachel, jeśli weźmiemy pod uwagę angielską wersję.

z21794822V,kadr-z-serialu--Ania--nie-Anna- (Źródło: http://bi.gazeta.pl/im/06/c9/14/z21794822V,kadr-z-serialu–Ania–nie-Anna-.jpg)

Jak dla mnie serial ten ma świetną czołówkę. Pierwszy sezon liczy 7 odcinków, jestem po pierwszym i wiem, że obejrzę dalej.

Ale co w tym nowego poza obsadą?

Myślę, że poza oczywistym, trochę innym ujęciem, są to wspomnienia Ani, np. z sierocińca lub u rodziny, u jakiej była przed trafieniem do Cuthbertów. Kiedy dziewczynka wraca myślami do przeszłości, nagle nieruchomieje i trafi kontakt z rzeczywistością, jest sparaliżowana strachem, a sytuacje, które przebywają w jej pamięci i są przedstawiane, właśnie straszne są. Straszne w zachowaniu innych ludzi wobec niej, nie jak w horrorze.

Co mi najbardziej przeszkadza w nowej wersji?

Aktorka grająca główną bohaterkę. Zdecydowanie. Nic więcej nie widzę, co drażni moje oko. Wyglądem pasuje, zachowuje się jak książkowa Ania Shirley, a jednak coś mi po prostu się nie podoba w niej. Może dlatego, że mam w głowie obraz Megan Follows jako Ani i to ją sobie cenię w tej roli.

A widzieliście kiedyś bramę, tudzież furtkę zamykaną na podkowę?

Jeśli nie, w serialu ,,Anne” możecie taką ujrzeć. ;D

Źródła:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Evelyn_Nesbit


https://pl.wikipedia.org/wiki/Lucy_Maud_Montgomery


https://pl.wikipedia.org/wiki/Ania_z_Zielonego_Wzg%C3%B3rza_(seria)

Zanim nadejdzie północ

Zanim nadejdzie północ:

Nie pomyślę o jutrze.

Przez tą jedną godzinę.

Poczytam za to książkę – ,,Dziewczyna z pociągu”, której nie znasz, ale ona zna Ciebie, jak napisano na okładce.

Przez tą jedną godzinę nie pomyślę o tym, co mam jeszcze do zrobienia i załatwienia.

Ani jak bardzo potrzebuję odpocząć,

Bo ostatnio mało się spało i wcale dużo wina się nie piło (to tak w nawiązaniu do piosenki zespołu Łzy ;)), chociaż grill ostatnio był ;D. Akurat dzisiaj przez  większość dnia pisało się raport na zaliczenie. Właściwie to jeszcze się nie skończyło…

Zanim nadejdzie północ nie włączę już żadnej z ulubionych piosenek,

Ponieważ słuchałam ich przez pół dnia

I wystarczy.

A do moich ulubionych utworów muzycznych należą:

1. ,,Iris” Goo Goo Dolls”



2. ,,Demons” Imagine Dragons



3. ,,Set apart this dream” Flyleaf



4. ,,Lost stars” Adam Levine



5. ,,Shattered” Trading Yesterday



6. ,,Chcemy być sobą” Perfect



7. ,,Unsteady” X Ambassadors



8. ,,Numb” Linkin Park



9. ,,Nice” Lemon



10. ,,A gdy jest już ciemno” Feel



11. ,,Use Somebody” King of Lion



12. ,,Oxygen” BeMy



Zamykam się na dwunastu, ile miesięcy i znaków zodiaku, ale to i tak nie wszystkie moje ulubione utwory. Niektóre już wcześniej się tutaj pojawiły.

Może innym razem jeszcze jakieś dopiszę. ;)

Tak się złożyło

Przeczytałam niedawno książkę Alessia Puleo pt. ,,Moje serce należy do Ciebie” – nic specjalnego. Jeśli mam ją ocenić to daję jakieś 5,5 punkta w 10-ciopunktowej skali, czyli średnio. Zwyczajna historia miłosna dwojga 18-latków, którzy napotkali na swojej drodze kilka przeszkód. Dlaczego się na nią zdecydowałam? Dlatego że sam Federico Moccia ją polecił i napisał do niej przedmowę, a jego książki bardzo lubię, mam sentyment też do Włoch, chociaż nigdy tam nie byłam, a akcja książki Puleo przenosi się z Kolumbii do Włoch. Poza tym ta opowieść ma pewien wątek, na który warto zwrócić uwagę.

Główna bohaterka o imieniu Ylenia jest poważnie chora, potrzebuje przeszczepu serca, a uratować może ją jedynie cud.

Odchodząc od książki, a przechodząc do transplantologii.

Ogólnopolski Dzień Transplantacji obchodzony jest 26 stycznia na pamiątkę pierwszego udanego przeszczepu, który odbył się w 1966 roku. Z kolei Światowy Dzień Donacji i Transplantacji obchodzony jest 26 października. Oba mają na celu promowanie pośmiertnych przeszczepów narządów.

Ze statystyk niby wynika, że co 5 dni w Polsce umiera jedna osoba potrzebująca przeszczepu. Najczęściej przeszczepianymi narządami i tkankami są: serce, nerki, skóra, jelito, płuca, wątroba, rogówka, tętnica, szpik kostny i trzustka. Przy czym na serce oczekuje się 2-3 lata, na nerkę – 11 miesięcy, a na wątrobę – 6 miesięcy. W Polsce na przestrzeni lat 1966-2012 przeszczepiono najwięcej nerek, tj. ponad 18 tysięcy. W 2015 przeprowadzono badania, które wykazały, że 55% Polaków zgadza się na pośmiertne pobranie od nich narządów, ale tylko 20% z nich rozmawiało o tym ze swoimi bliskimi. Widać więc, że większość jest za przeszczepianiem narządów, ale obawiają się przyznać rodzinie do swojej decyzji.

Warunkami powodzenia przeszczepu są m. in. zgodność tkankowa, właściwy wybór dawcy i biorcy oraz umiejętność rozpoznania i leczenia procesu odrzucania narządu u biorcy.

6270 (Źródło: http://www.przeszczep.pl/images/middle/6270.jpg)

Takie oto oświadczenie podpisałam na pierwszym albo drugim roku studiów pierwszego stopnia. Starościna przyniosła i pytała, czy chcemy, a ja chciałam od jakiegoś czasu, tylko nigdy nie zapytałam o nią swojego lekarza rodzinnego. Nie oddaję krwi, bo od razu mdleję i nie znoszę igieł, tego wyobrażenia, że ktoś wbija coś w moje ciało. No po prostu nie mogę. Na szpik też się nie zapiszę, bo to jest o wiele bardziej skomplikowane niż oddanie krwi, a narządy po śmierci mi się nie przydadzą, więc czemu nie miałyby służyć komuś, kto zostanie w tym świecie?

Przed jej podpisaniem miałam głupią obawę, że jak tylko to zrobię to coś mi się stanie. Ale się nie stało. Minęło jakieś 3 lata, odkąd to zrobiłam. Z tego, co wiem, mimo złożenia takiego oświadczenia ostateczną decyzję o pobraniu narządów i tak podejmuje rodzina, więc to nie jest tak, że lekarze od razu je od nas pobiorą i przeszczepią komuś innemu, komuś kto tego potrzebuje. Chyba że coś się zmieniło – nie wiem.

Do niczego nie namawiam. Niniejszy wpis powstał jedynie pod wpływem przeczytanej książki.

Źródło:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Przeszczepianie_narz%C4%85d%C3%B3w


http://www.medonet.pl/magazyny/transplantologia,ciekawostki-o-transplantologii,artykul,1721039.html


https://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Transplantacji

 

O dziewczynach, które walczyły o to, co dla nich ważne

Życie wcale nie jest długie. A otaczanie się wspomnieniami nie zawsze nas dołuje. Spoglądanie na fotografie, które zatrzymały w sobie daną chwilę, jaka już się nie powtórzy, ani nie wróci, nie zawsze łączy się ze smutkiem. Czasem wywołuje uśmiech lub daje motywację.

Zatrzymaną chwilą, która nie wróci – tym właśnie jest.

Mówię o tym, bo ostatnio poszłam wywołać zdjęcia. Między innymi z absolutorium, ze studniówki, z wycieczki do Katowic i kilka z siostrą, rodzicami i przyjaciółkami. Patrząc na nie widzę trochę inną siebie. Szczęśliwą siebie.

Właśnie przeczytałam książkę i chcę o niej opowiedzieć.

,,Dziewczyna, którą kochałeś” to historia tocząca się w dwóch przestrzeniach czasowych: podczas pierwszej wojny światowej i współcześnie, jakieś sto lat później. Jojo Moyes wprowadza nas do świata Sophie Lefevre, Francuzki, żony malarza i Olivii Halston, pochodzącej z Wielkiej Brytanii żony architekta, który zmarł podczas snu we własnym łóżku, mając niecałe 40 lat.

Losy obu bohaterek splatają się ze sobą, choć one same nigdy się nie poznały ze względu na upływ czasu i to, że nie do końca wiadomo, co właściwie stało się z Sophie Lefevre i jej mężem, Eduardem.

Mąż Sophie wyrusza na front, ona sama przyjeżdża do swojej siostry i pomaga jej w prowadzeniu hotelu w miasteczku okupowanym przez Niemców. Musi radzić sobie z tęsknotą, brakiem jedzenia, przenikliwym chłodem, z nienawiścią do okupanta i osądzaniem ludzi, którzy myślą, że została zdrajczynią. Młoda kobieta wykazuje się odwagą, dobrym sercem, sprytem i wielką miłością zarówno do męża, od którego nie docierają do niej żadne wiadomości, jak i do reszty rodziny.

Liv Halston z kolei jest trzydziestoletnią wdową, która nie może pogodzić się ze śmiercią męża. Jej sytuacja finansowa jest kiepska, delikatnie mówiąc. Ma trochę nieporadnego ojca, który nie widzi nic złego w paradowaniu po domu zupełnie nago, nawet gdy otwiera gościom drzwi. Bohaterka jest nieszczęśliwa, a w dodatku przyjaciele próbują ją swatać. Pewnego dnia w jej życiu pojawia się znajoma ze studiów i mężczyzna, jaki odmienia jej smutne dotychczas życie. Paul McCafferty zdecydowanie namieszał w życiu Olivii Halston.

Przechodząc w końcu do tego, co łączy obie kobiety?

Odpowiedź brzmi: Obraz zatytułowany ,,Dziewczyna, którą kochałeś”, uwieczniający młodą, rudowłosą Sophie Lefevre namalowany nie przez kogo innego, jak przez Eduarda Lefevre’a, będący w posiadaniu Liv Halston.

O ten właśnie obraz zostanie stoczona sądowa batalia, gdy rodzina malarza upomni się o ,,swą” własność. Zależy im jedynie na pieniądzach, jakie za niego otrzymają. Z kolei dla Olivii ma on znacznie większą wartość i na pewno nie zamierza go sprzedać. Portret ma ciekawą historię, jaką znają jedynie ci, którzy widzieli go w czasach toczącej się wojny, a większość z nich nie żyje. Ale większość nie znaczy, że wszyscy. Na końcu pojawi się postać  żyjąca w tamtym czasie i wyjaśni czy ,,Dziewczyna, którą kochałeś” została skradziona, czy podarowana.

Mamy miłosne historie, mamy czasy wojny i współczesność, dwie młode kobiety, walczące o to, co cenią i czego pragną, problemy, jakie muszą one rozwiązać, by odzyskać spokój i swoje szczęście, radość z życia. Oczywiście, uda im się, bo czy inaczej miałoby to sens? ;)

I mamy kluczowy element spajający całość: dzieło sztuki, które jednych zachwyciło, przez innych znienawidzone, a dla jeszcze innych stanowiące jedynie bardzo drogi przedmiot, dzięki jakiemu mogą się wzbogacić.

Ale w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. Czasem ponad nie wybijają się inne wartości, co pokazuje Liv Halston.

Już bez zanudzania… I polecania, czy też nie, bo to tylko moje zapiski. ;)

Millenium

Wcale nie chodzi mi o bank.

Millenium, czyli 1000 lat.

,,Millenium” to też nazwa trylogii stworzonej przez szwedzkiego pisarza Stiega Larssona, w którą po prostu wsiąkłam. I o niej trochę opowiem.

,,Dziewczynę z tatuażem”, mam na myśli film, oglądałam dobrych kilka lat temu. To za rolę Mikaela Blomkvista polubiłam Daniela Craiga i dzięki temu filmowi zwróciłam uwagę na Rooney Marę, grającą Lisbeth Salander i stała się ona dla mnie rozpoznawalna.

Jakieś 2 tygodnie temu poszłam do biblioteki oddać książki i jednocześnie poprosiłam o coś do poczytania, ot tak, dla przyjemności. Chciałam kryminał (wiecie, że podobno Polacy najchętniej czytają kryminały?), jako że lubię je, a w swoim dorobku czytelniczym nie zapoznałam się ze zbyt wieloma. Pani z wypożyczalni, której moja przyjaciółka nie lubi (tak swoją drogą), zaproponowała mi właśnie ,,Dziewczynę z tatuażem”. Spojrzałam trochę sceptycznie na tomiszcze. Dosłownie tomiszcze ( 1 i 2 część liczą ponad 600 stron, 3 prawdopodobnie też) i pomyślałam: że niby ja mam to ze sobą nosić w plecaku? Pragnęłam lektury do autobusu.

Ugięłam się jednak i przystałam na propozycję.

Nie żałuję. ;)

,,Millenium” wciąga już od pierwszych stron. Czyta się szybko i przyjemnie. Chce się dobrnąć do rozwiązania zagadki jak najprędzej i jednocześnie nie chce się, by nadszedł koniec. Mamy liczną rodzinę Vangerów, w której nastąpiło przed 36 laty tajemnicze zniknięcie szesnastolatki. Mamy dobrego dziennikarza, skazanego wyrokiem za zniesławienie, jakiemu zlecone zostaje rozwiązanie tej zagadki i napisanie biografii znanego przedsiębiorcy, Henrika Vangera, opiekuna zaginionej, któremu co roku ktoś przysyła rzadkie gatunki kwiatów zasuszone w ramkach. Nikt nie liczy na to, że uda się odpowiedzieć na pytanie, co się wtedy wydarzyło, a jednak następuje przełom w sprawie. Mikael i zatrudniona przez niego (początkowo) do pomocy Lisbeth Salander wpadają na trop mordercy kobiet i tego, co mogło się stać z uznaną za zaginioną, Harriet Vanger. Oczywiście, wokół tego wszystkiego są też duże pieniądze i przestępstwa.

Millenium to też nazwa redakcji, którą razem z Eriką Berger i Christerem Malmem prowadzi Mikeal Blomkvist.

Co do samych głównych bohaterów to Blomkvist ma córkę, jest rozwodnikiem i kobieciarzem, Erika jest nie tylko jego przyjaciółką, ale i kochanką od wielu, wielu lat, mimo że ma męża, wszedł w relacje seksualne również z Cecilią Vanger i Lisbeth, a także jak się okazuje w drugiej części, którą teraz czytam – z Harriet Vanger. Jednak przy tym wszystkim jest też bardzo dobry w tym, co robi i za to doceniam tego bohatera.

Z kolei Lisbeth Salander jest niewątpliwie najlepsza. Posiada pamięć fotograficzną, jest hakerką i jest świetna w pozyskiwaniu informacji na temat różnych osób. Ma siostrę bliźniaczkę, z którą nie utrzymuje kontaktów. Robi co chce, wygląda jak chce i nie cierpi mężczyzn krzywdzących kobiety. Lepiej się jej nie narażać. Jest osobą, która sama została skrzywdzona. Odbieram ją jako silną, mądrą, bystrą, choć też trochę zagubioną. Niewątpliwie to barwna postać, a ja lubię wyrazistość. ;)