Jeszcze przed Nowym Rokiem…

Jeszcze przed Nowym Rokiem napiszę jedną notkę, słuchając piosenek zespołu Goo Goo Dolls.

Aktualnie znalazłam trzy seriale, które oglądam na przemian: This is us, Camelot i Demony da Vinci. Pierwszy z wymienionych dla mnie jest najlepszy, dlatego jemu poświęcę więcej miejsca. Grają w nim m. in. Mandy Moore, znana np. ze Szkoły uczuć i Milo Ventimiglia grający Peter Petrelli’ego w Herosach. This is us jest opowieścią o życiu rodzeństwa Pearson’ów. Rebecce i Jack’owi Pearson’om miały urodzić się trojaczki. Podczas porodu doszło do komplikacji. Urodził się chłopiec, po nim dziewczynka, trzecie dziecko zmarło. Ale pojawił się inny chłopiec, znaleziony w remizie i przywieziony przez strażaka do szpitala akurat tego dnia, w którym rodzina Pearsonów się powiększyła. Adoptowali go. W serialu mamy dwie perspektywy czasowe: pierwsza, kiedy Kevin, Kate i Randall są dziećmi, a ich rodzice zmagają się z trudami codziennego życia i druga, gdy trojaczki są dorosłymi ludźmi i borykają się z własnymi różnymi problemami. Kevin jest aktorem i właśnie zrezygnował z grania w beznadziejnym sitcomie, Kate walczy z otyłością, a Randall odnalazł swojego biologicznego ojca, który go porzucił. Jeden odcinek trwa ok. 45 minut. Serial godny polecenia.

Camelot, jak sama nazwa wskazuje przenosi nas do czasów Rycerzy Okrągłego Stołu i króla Artura oraz jego żony Ginewry, czarodzieja Merlina i siostry Morgany. W rolę Artura wcielił się Jamie Campbell Bower, a w Morganę Le Fay gra Eva Green. Myślę, że postać tej aktorki bardzo przykuwa uwagę i jest charakterystyczna, podobnie jak postać Merlina, którego odgrywa Joseph Fiennes.

Serial Demony da Vinci określiłabym jako pomieszanie historii z fantasy. Lubię takie połączenia, tak swoją drogą. Opowiada o losach młodego Leonardo da Vinci i różnych jego dokonaniach we Florencji. Jako ciekawostkę podam, bo nie wiem czy wszyscy wiedzą (ja nie wiedziałam, ale sprawdziłam w Wikipedii pod hasłem Leonardo da Vinci), że da Vinci oznacza z miasta Vinci, i że pełne imię wielkiego renesansowego twórcy, jakie nadano mu przy narodzinach brzmiało: Leonardo di ser Piero da Vinci, czyli Leonardo, syn ser Piera z miasta Vinci. Przytaczam to dlatego też, że w serialu pokazane jest jak ojciec traktował Leonarda. Całkowicie bez szacunku, tak na marginesie.

Jeszcze przed Nowym Rokiem zdążę również wyrazić swą nadzieję, żeby nie był on gorszy od poprzedniego. Czego Wam i sobie życzę.

Nie wiem, czy coś się zmieni, czy nie, ale jeśli tak to oby tylko na lepsze.

Niech ten 2017 rok będzie dobry…