Kocie plotki, czyli trochę niepoważnie o problemach

Wracając dzisiaj do domu i mijając plac zabaw w jednej z miejscowości, dostrzegłam na ławce, która się tam znajdowała trzy koty: rudo-białego, szarego i biało-szarego, z tego, co zdążyłam zobaczyć. (Nie jestem pewna czy nie kręcił się tam też czwarty kot). Dwa wygodnie zajęły sobie miejsce na owej drewnianej ławce, a trzeci plątał się koło nich. Wyglądało to zabawnie, jakby zebrały się na plotki, tym bardziej że wiodły wzrokiem po otoczeniu. Moje kocie bliźniacze miśki zwykle okupują albo parapety, albo stół, przy którym siedzimy na podwórku w ciepłe dni i przytulają się do siebie. Słodko to wygląda.

O czym takie kocury mogłyby ze sobą plotkować? ;)

Wspominałam ostatnio o problemach w postaci czarnych chmur.

Chodzę ostatnio bardzo zmęczona, a właściwie nie mam wielu zajęć. Od kwietnia mi przybędą nowe. I tak jakoś nie mam chęci na nic, czytam sobie tylko i oglądam różne rzeczy, no i przygotowałam prezentacje na zaliczenie. Chcieli mi zmienić promotora. Napisałam dwa maile, na które nie dostałam odpowiedzi. Wczoraj pojechałam osobiście do innego instytutu, ale nie zastałam tej osoby, z którą chciałam porozmawiać. Zostawiłam karteczkę z wiadomością. Dzisiaj wybrałam się jeszcze raz. Może trochę to wygląda na nachalne, ale nie wiedziałyśmy, co mamy robić, a odpowiedzi jak nie było, tak nie było, a nam zależało, aby nie doszło do zmian. Czekałam więc pod drzwiami sali, w której odbywały się zajęcia 50 minut i na moje szczęście (Wiecie, postanowiłam się poświęcić i pojechać późniejszym autobusem, bo nie jestem miejscowa, a powrót do domu to dla mnie ok. 2 h i zwyczajnie cenię sobie swój czas. Poza tym, kto lubi czekać? No nie ja.) udało mi się uzyskać upragnioną informację wcześniej i jak na razie nie ma tej zmiany. Gdyby nastąpiła, to już zaczęłam rozważać ulotnienie się, porzucenie studiów. Mam kryzys studencki, przez który rozumiem to, że chyba się starzeję i już nie mam takiego zapału do studiowania, jak na licencjacie.

Inną kwestią jest to, że za pierwszym razem i teraz także wybrałam naukę społeczną, a boję się ludzi. Dosłownie, stąd też moje objawy, jakie tutaj nieraz i nie dwa opisywałam. Czy taki wybór był podświadomym działaniem, żeby zwalczyć ten lęk?

Jeszcze inna sprawa to taka, że w moim gronie znajomych, oni albo studiują i pracują, albo pozakładali rodziny, a ja, a ja staram się o uzyskanie tytułu magistra i to mnie trzyma w miejscu, w którym jestem.

Wróciło też trochę dawnych smutków, ale je stłumiłam. Staram się teraz myśleć o tym, co jest teraz, co się aktualnie dzieje, ale to też mnie trochę przytłacza.

Dostałam wynik od doktorka. Miałam pojechać do szpitala specjalnie w czwartek, ale cioci jednak udało się odebrać. Jest dobry, to samo, co na nodze.

Ostatnio zauważyłam, że dużo gestykuluję rękoma i no to różnie może być odbierane, ale ja wiem, że stresują mnie pewne rozmowy z kimś i dlatego sobie macham dłońmi. Czasem potrafię też się zaplątać przy mówieniu, nie do końca dobrze wytłumaczyć o co mi chodzi. Miałam dzisiaj prezentację do przedstawienia, dlatego o tym wspominam. Przeżyłam to…

Nie jestem dobra w gadaniu. Dużo lepsza jestem w słuchaniu. ;)

Pomarudzone to ja już skończę. ;)

 

Z sieci: Muzyka

 

,,Nawet jeśli zgasną światła
Nawet w letnim deszczu
Nawet jeśli słońce wzejdzie
Będziemy tańczyć
Będziemy
Nawet jeśli światła zgasną
Nawet jeśli droga jest długa
Nawet jeśli serce jest złamane
Oh, będziemy tańczyć
Będziemy tańczyć” !!!

(Tłumaczenie z tekstowo.pl)

Tak w ostatnich chwilach weekendu, przed poniedziałkiem, przed kolejnymi sprawami do załatwienia. Po kąpieli, czas na dalszy relaks przy odkrytej dzisiaj piosence! Trochę szaleństwa? ;D

Uśmiechy

241112_zolte_kulki_buzia_usmiech

To tak w nowym miesiącu. ;)

Uśmiech mi dzisiaj towarzyszy, więc może będzie tak przez cały luty. ;D

Uśmiechnięci ludzie wyglądają na przyjaznych i godnych zaufania.

W lutym jest Tłusty Czwartek, Dzień Singla i urodziny mojego taty, także jest co świętować.

To tyle.

Pozdrawiam.

P.S.: Może mnie nie być tutaj przez jakiś czas. Ale postaram się nadrobić wszystko ;).

(Obrazek pochodzi z Google Grafika, http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/241112_zolte_kulki_buzia_usmiech.jpg)

Biało

Szczerze?

Nie sądziłam, że znowu spadnie śnieg i będzie biało.

A jednak tak się stało.

Na zewnątrz nie jest zimno i nie mrozi (JAK DOBRZE!). Byłam, sprawdziłam na własnej skórze, że tak się wyrażę, na co dowody załączę poniżej.

Po nastroju z poprzedniego wpisu ślad znikł. Muszę sobie wiele przemyśleć odnośnie tego, w jakim miejscu teraz jestem i czy tego właśnie chcę. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje wybory nie zawsze były dobre i że często byłam zagubiona. Powraca temat wybaczenia sobie. Przeszłość jest czymś, czego się nie pozbędziemy, ale nie musi wpływać na to jak jest obecnie.

Dosyć smęcenia. Ile można o tym samym, nie? ;)

Oto wspomniane dowody:

SAMSUNG DIGIMAX A403 Lubię drzewa. Mają dla mnie zaklętą w sobie jakąś mądrość, może przez to, że tyle lat rosną. W ich koronach chronią się ptaki, więc mogą oznaczać też bezpieczeństwo.

SAMSUNG DIGIMAX A403  

Nadal biało, tylko z czerwonym akcentem. ;D

SAMSUNG DIGIMAX A403Ślady bywają różne…

SAMSUNG DIGIMAX A403Tutaj ktoś się załapał ;D.

SAMSUNG DIGIMAX A403Białe drogi! Co to będzie?! Co to będzie… Wyjadę czy nie wyjadę? A jak wyjadę, to czy wrócę bez problemów? Dobrze, że akurat w tamtą stronę nie jeżdżę (Może raz na rok. No dobra, może dwa razy na rok) ;D. Ale ta w którą jeżdżę wygląda niemal identycznie…

A tak było jeszcze dwa dni temu:

SAMSUNG DIGIMAX A403

Paniczny smutek

Powtarzam, że zazdrość to paskudna ,,rzecz”.

Ale czasami sama zazdroszczę.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią wejść w coś zupełnie nowego i przy tym nie przejmują się wcale. Nie myślą, jak będzie, co będzie, czy sobie poradzą. Idą w to, ot tak. Bez żadnego stresu. Na luzie.

Ja tak nie potrafię.

Nowe sytuacje wywołują u mnie niepewność. Jestem bliska łez, osiwienia i zawału serca. Czasem wszystko naraz. Natrętne myśli dręczą moją głowę i nie pozwalają spać. Zastanawiam się, co zrobię i czy dam radę. I co jeśli nie dam rady…

Panikuję.

Zastanawiam się nad korzyściami i konsekwencjami oraz nad sposobami uniknięcia tej sytuacji. Z drugiej strony, pilnując się, żeby się nie wycofać z czegoś, w co przecież zgodziłam się wejść.

Spotkałam w swoim życiu kilka osób, o których nigdy nie zapomnę, nie licząc rodziny i przyjaciół. Odmieniły coś w moim życiu, nawet jeśli o tym nie wiedziały.

Pani E. była szkolnym pedagogiem. Nie było ucznia, który nie lubił do niej przychodzić i z nią rozmawiać. Człowiek tak sympatyczny i empatyczny, jakich rzadko można spotkać. Do tej pory, gdy widuje byłych uczniów tej szkoły wita ich szerokim, szczerym uśmiechem i zamienia kilka zdań.

Była pani A. Wychowawczyni z gimnazjum, która przejęła moją klasę. Nie lubiła nas i nie była z tego przejęcia zadowolona. Jednak z czasem tak bardzo się z nami zżyła, że był płacz na zakończenie roku, i tym samym całej edukacji w gimnazjum. Pojechała na wycieczkę dla najlepszych uczniów w naszej szkole, na której też się znalazłam. Gdyby nie ona, nie pojechałabym, choć naprawdę było warto.

Był M., który umarł jako 12-latek. Można powiedzieć, że rywalizowaliśmy ze sobą o miano najlepszego ucznia w klasie. Chociaż to nie była stricte rywalizacja. Raz on napisał sprawdzian lepiej, raz ja, i tyle. Do dziś pamiętam jak szliśmy ulicą z wielkim wieńcem pogrzebowym w kształcie serca i to co się działo potem.

Był R. Moja największa miłość z dotychczasowych. Facet niezwykle uprzejmy, z szerokim uśmiechem na twarzy, przystojny optymista, dla którego nie raz się zbłaźniłam. Ile czasu musiałam się odkochiwać – nie powiem, bo już kiedyś o tym pisałam.

Była D. I druga D., z którymi przyjaźniłam się w dzieciństwie. Rozpadło się, ale coś jeszcze z tych naszych zabaw pamiętam.

Ludzie odchodzą, znikają, a jednak jakaś ich część z nami pozostaje.