Przemek

Wszystko działo się w poniedziałek.

Zajęcia miałam na 8.15. Skończyłam je około godziny 11. Pożegnałam się z koleżanką i poszłam na autobus. Musiałam dostać się do centrum. Jak już się tam znalazłam, spacerkiem wybrałam się do Rektoratu, gdyż miałam tam sprawę do załatwienia, no i miałam dużo czasu do zapisów na wf. Temat wf-u pozostawiam już bez komentarza, bo też być cyrk.

Nie byłam w tym mieście przez trzy miesiące, nie spieszyłam się nigdzie to wybrałam pójście drugą stroną ulicy, niż tą, którą zazwyczaj chodzę. No i sobie szłam, spokojnie, z plecakiem na plecach, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, ubrana w czarne spodnie i skórzaną kurtkę.

Pokonałam połowę drogi do Rektoratu i kiedy miałam przechodzić przez przejście dla pieszych wyrósł nagle przede mną potężny facet. Grubawy, około metra 80, z miłym wyrazem twarzy. W ręce trzymał dużą torbę podróżną, a przez ramię miał przewieszoną mniejszą. Zaczepił mnie. Wiecie, mnie często zaczepiają różni ludzie… Zupełnie nie wiem dlaczego. Chyba posiadam jakieś właściwości magnetyczne, a może mam na czole jakiś niewidzialny dla mnie napis w stylu: Naiwna. Chociaż ten gość właściwie odpowiedział mi na to pytanie, ale dojdę do tego potem.

Facet przeprasza, zaczyna tłumaczyć, że jest spod Krakowa, że przyszedł aż w to miejsce, gdzie byliśmy z dworca, z torbami, że ma tam ubrania, że zaczepił już kogoś wcześniej i że mu wstyd tak zaczepiać ludzi i prosić. Stoję, patrzę na niego i słucham, czekając niecierpliwie aż przejdzie do sedna. Widzi to, że już chcę mu nawiać, więc wyznaje, że gdybym szła z kimś to by mnie nie zaczepił i że przyjechał z okolic Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej. Pyta, czy byłam tam. Odpowiadam, że tak, jak jeszcze chodziłam do gimnazjum.

- Jestem Przemek – przedstawia się.

Podaje mu swoje prawdziwe imię, nadal nie wiedząc po co mi jego, że niby przedstawienie się jakoś ma nas do siebie zbliżyć, tudzież to pomoże mu uzyskać środki do zrealizowania jego celu?

Mówi, że przyjechał do tego miasta na szkolenie, do 12-go października ma urlop. Wypłata 10-go i nie ma za co wrócić. Jest świadomy, ze mogę mu nie uwierzyć, dlatego proponuje, że pokaże mi swój dowód osobisty. Nie chcę go oglądać.

Ruszam przed siebie. On ze mną.

Mężczyzna potrzebuje 120 zł na bilet do Krakowa. Mówię mu, że nie rozumiem ludzi, którzy przyjeżdżają do innego miasta, z drugiego końca Polski i nie mają za co wrócić. Na co znowu słyszę, że szkolenie, a wypłata 10-go. Taaa, i co z tego? To nie można odłożyć, żeby mieć na powrót albo firma, w której pracuje nie finansuje tego? Chce jeszcze odwiedzić rodziców. Opowiada mi o kobiecie, którą zaczepił przede mną, a która to powiedziała mu, iż będzie się za niego modlić i przewidziała mu, że jakaś dobra osoba mu pomoże. ,,To na pewno nie będę ja” – pomyślałam w duchu.

- Nie mam takich pieniędzy przy sobie – powiedziałam mu.

- To może pójdziemy do bankomatu? Jest tu gdzieś w pobliżu?

I w tym momencie byłam usatysfakcjonowana, bo mogłam go zaskoczyć.

- Nie mam karty do bankomatu.

Zdziwił się. Mocno się zdziwił. Wiedziałam, że taka będzie jego reakcja. Zdjęłam plecak i wygrzebałam z portfela 3 zł. Dałam mu do ręki.

Przez całą drugą część tej rozmowy szliśmy, ja do Rektoratu, a on chciał się dostać do największego parku w mieście, by pozaczepiać innych ludzi i zebrać potrzebne pieniądze. Tam skierowała go wcześniej zaczepiona kobieta. Gdy się rozstawaliśmy podziękował mi i kazał się za siebie pomodlić.

Wczoraj, będąc już przy dworcu i mając wrócić do domu, myślę, że mijałam się z Przemkiem przy przejściu dla pieszych. Nie jestem pewna, bo nie zapamiętuję twarzy obcych, którzy mnie zaczepiają, ale wydaje mi się, że to był on. Miał tylko tą czarną aktówkę przewieszoną przez ramię.

Co jeszcze mi się wydaje?

Że to mogła być jedna wielka ściema. Eksperyment. Badacza, bądź dziennikarza. Kogoś, kto miał w tym interes.

Niemniej życzę Przemkowi, aby spokojnie powrócił do domu.

Zadzwoniła…

Zadzwoniła na domowy.

Odebrałam.

Przedstawiła się tak szybko, że nie zdoła się zapamiętać i od razu przeszła do rzeczy.

A rzecz nazywała się – PIENIĄDZE.

Dla chorej dziewczynki, która w każdej chwili może umrzeć.

To nie pierwszy taki telefon. Ale tym razem postanowiłam się dowiedzieć czegoś więcej o rzekomej fundacji zbierającej pieniądze na leczenie i ratowanie życia chorych dzieci. Zapytałam o nazwę fundacji, czy mają stronę internetową to bym sobie poczytała. Żadnego podawania adresu, jak chciała, bo przyślą list i dane tego dziecka, dla którego organizowana jest zbiórka. Oczywiście, dostałam adres, zostałam poinformowana, że fundacja jest wpisana do KRS i co mam zrobić, by wspomóc chorą dziewczynkę, czyli dokonać przelewu na co najmniej 40 zł.

Mimo moich tłumaczeń, że jak sobie poczytać o tej fundacji i uznam, że jest ok i chcę pomóc, pani ciągle dopytywała, czy zapłacę. Wręcz oczekiwała potwierdzenia, że to zrobię, wyrażając wielką wdzięczność i grając na moim współczuciu.

Manipulacja ewidentna.

I tak postępują fundacje?

Od niedawna w ogóle spotkałam się z tym, że fundacje wydzwaniają po domach, prosząc o dokonywanie wpłat. Zwykle się reklamują w telewizji, w Internecie można przecież znaleźć spisy fundacji, czy tam w gazetach lub osoby stoją z puszkami, do których można wrzucać pieniądze.

Źle mi pachnie to dzwonienie.

Z innej beczki: W lokalnej gazecie opisano zdarzenie. Kobieta siedzi w swoim mieszkaniu w bloku, nie pamiętam, na którym piętrze. Robi kawę w kuchni. Słyszy domofon, ale z nikim się nie umawiała to nie otwiera. Listonosza też się nie spodziewała, uściślając. Nagle słyszy grzebanie przy zamku w drzwiach. Jakieś skrobanie, szuranie itp. Podchodzi do drzwi, myśląc że to wiatr, że ktoś nie zamknął drzwi od klatki schodowej. Ale zagląda przez wizjer i co? Widzi dwóch facetów. W biały dzień próbowali włamać się do jej mieszkania.

10 km ode mnie w gminnej miejscowości wysadzono bankomat jakiś tydzień temu.

Podczas remontów dróg w mieście, w którym pracuję odnajdują się trupy.

Inny sposób oszustwa, jaki się pojawił to na pracownika OPS-u.

A na koniec wyrażam wolę zostania niedźwiedziem.

Bo jakbym nim była, to bym przespała to wszystko, co się dzieje. Miała czysty umysł, nie zadręczała się i spała, spała, spała, a teraz spać chce mi się ciągle. Obudziłabym się wiosną, na nowo odkrywała świat i byłoby fajnie.

O pieniądzach się nie mówi?

O pieniądzach się nie mówi? Czy jednak się mówi? A może to zależy od kontekstu?

W życiu są ważniejsze rzeczy od pieniędzy, ale nie oszukujmy się – mają one duży wpływ na nasze życie. Mamy kasę – żyjemy jak ludzie. Mamy więcej kasy – żyjemy lepiej. Nie mamy kasy – mamy problem i to spory. Bo za rachunki trzeba zapłacić, jedzenie kupić, chodzić nago raczej nie można, więc na ubrania też trzeba mieć, już nie mówiąc o innych wydatkach.

Ale o ile o wydatkach mówimy raczej otwarcie, żalimy się, że przyszedł wysoki rachunek za prąd, że masło zdrożało, że trzeba kupić dzieciom wyprawki do szkoły, o tyle już o swoich zarobkach nie chcemy wspominać, bo dlaczego ktoś ma wiedzieć, ile zarabiamy i czy żyjemy od 10-go do 10-go, czy możemy sobie pozwolić na więcej lub czy mamy w banku oszczędności.

Żeby miał nas za biedaków?

Albo żeby nam zazdrościł?

Po co mówić?

A nie daj Boże, jeszcze ktoś przyjdzie nas okraść, bo pomyśli, że w domu mamy takie luksusy, że łatwo będzie się mógł wzbogacić. Albo pomyśli, że sobie nie zapracowaliśmy na te pieniądze, tylko je ukradliśmy, gdyż na wysokich stanowiskach ,,wszyscy” kradną. To przeświadczenie pewnie nie wzięło się znikąd, lecz nie generalizujmy i nie wsadzajmy wszystkich do jednego worka.

Zdarzyło mi się parę razy, że ktoś mnie zapytał, ile mi płacą i no cóż, odpowiadałam zgodnie z prawdą, dodając, że mi to wystarczy, aczkolwiek trochę głupio mi było się przyznawać, no bo przecież po co ktoś ma to wiedzieć?

Znalazłam ostatnio na podłodze w sklepie przy kasach 20 zł. Zapytałam, czy komuś nie wypadło, jako że stało tam kilka osób. Co niektórzy mogli pomyśleć: Głupia, się pyta, zamiast wsadzić do kieszeni i mieć dla siebie.

Cieszymy się, kiedy znajdziemy coś wartościowego i niejeden na moim miejscu zwinąłby bez pytania te pieniądze do kieszeni. Ale gdzie uczciwość? I czy wszyscy musimy postępować tak jak większość, by zrobiła?

No nie.

Pieniądze są, i zaraz ich nie ma. Stają się przyczyną konfliktów na szczeblach władzy, kłótni w rodzinie czy małżeństwie, są powodem, przez który dzieci wyśmiewają inne dzieci w szkole, bo ja mam, a ty nie i nie możesz mieć, a ja mogę, ponieważ moi rodzice są bogaci, a twoi biedni. Czasem pieniądze zmieniają ludzi, czasem owszem dają dużo szczęścia, pozwalają spełnić marzenia, wyleczyć choroby, a czasem nawet, gdy ktoś ma ich bardzo dużo to jest nieszczęśliwym człowiekiem.

Jedno pozostaje pewne i niepodważalne: Pieniądze są potrzebne.

A jak świat wyglądałby bez nich?

Moje pierwsze spotkanie z Jankiem

Do tej pory w swojej pracy nie lubiłam chamskich klientów (to przede wszystkim), przyjmowania krzyżówek i wydawania ze stów oraz dwusetek.

Dzisiaj doszło jeszcze wydawanie z pięciu stów.

Jan III Sobieski dołączył do dumnych: Mieszka, Bolka, Kazia, Władka i Zygmunta 10 lutego 2017. Powstał w wiadomym celu, a jak nie wiadomo to proszę wpisać w wyszukiwarkę hasło program 500 +, choć można spotkać różne doniesienia na ten temat. Wyglądu to on nie ma, szczerze mówiąc. Taki jakiś najbardziej nijaki z nich wszystkich. Poskąpili mu koloru, a jeszcze dodali różowy, jakby nie było ładniejszych kolorów. Facetowi róż nie przystoi. Zdecydowanie nie.

A więc tak jak Władysław i Zygmunt nie są przez mnie lubiani w pracy (chyba, że przy liczeniu na koniec), tak Janka nie lubię jeszcze bardziej.

I wiecie co?

Mam wielką nadzieję, że w trzech banknotach nikt wypłaty nie dostaje… Bo to przykre, jakby nie patrzeć. Choć miejsca w portfelu więcej. ;D

Proszę mi  wybaczyć blogowe zaniedbania, ale nie mam zbyt dużo czasu, ani siły. Jedyne, co mi się ciągle chce to spać ;D. Tym bardziej, że robi się zimno.

A na koniec coś udającego wiersz:

,,Za rogiem”

Za rogiem:

na placu zegar wybija pełną godzinę,

w kawiarni młoda dziewczyna w kącie kawę pije.

Za rogiem mieszka staruszek, który codziennie budzi się o godzinie siódmej

I je śniadanie

Sam.

Za rogiem kiedyś zostawiłam swoje serce,

A wracając po nocy pewien mężczyzna został pobity.

Nie wiesz, co Cię tam, za rogiem, spotka.

Może szczęście?

Może przykrość?

Za rogiem może się zdarzyć wszystko.

Biedne życie

Emerytura dawniej była nazywana rentą starczą. Jest świadczeniem pieniężnym, które ma  służyć jako zabezpieczenie bytu na starsze lata dla osób w odpowiednim do tego wieku.

Polski system emerytalny oparty jest na trzech filarach:

  • I filar – oparty na Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który zarządzany jest przez ZUS,
  • II filar – opiera się na otwartym funduszu emerytalnym (OFE),
  • III filar – oparty został na indywidualnym koncie emerytalnym (IKE), indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) i pracowniczy program emerytalny (PPE).

I filar jest obowiązkowy. II i III filar są dobrowolne. III filar połączony jest z ulgami podatkowymi z tytułu odkładanych w nim środków.

Na stronie buisnesspl.com można przeczytać, że w marcu 2016 roku średnia wysokość emerytury w 2016 r. wynosiła 2049,15 zł. Mężczyźni otrzymują przeciętnie o ponad 800 zł więcej niż kobiety. Średnia emerytura wypłacana mężczyznom to 2525,67 zł, kobietom – 1722,09 zł. Emeryci w Polsce najczęściej dostają świadczenia emerytalne, które wynoszą od 1600 do 1800 zł. Emerytura mężczyzn zwykle wynosi od 2000 do 2200 zł, podczas gdy kobietom najczęściej wypłaca się 1400-1600 zł.

Do sklepu, w którym pracuję przyszła dzisiaj pewna starsza pani ubrana w ciemnozielony komplet składający się z bluzki i spódnicy. Wieku nie jestem w stanie określić. Na pewno po 60-tce. W rękach trzymała średniej wielkości czarną torebkę, a siwiuteńkie włosy miała związane z tyłu w kucyk. Przychodzi tam wiele starszych pań i panów. Dlaczego akurat ona zasługuje na to, by o niej opowiedzieć? Opisuję poniżej.

Byłam tylko ja i ona.

Pani przeglądała programy telewizyjne. Stałam sobie za ladą, nie przeszkadzając jej i czekając aż się zdecyduję na jakiś. W końcu zapytała, który z nich jest najtańszy i na ile dni obowiązuje. Chodziło o to, czy jest na dwa tygodnie, czy na jeden. Pani chciała, żeby był na dwa. W związku z tym pokazałam jej, który jest na dwa tygodnie i podałam jego cenę, a potem jeszcze pokazałam tańszy o 30 gr na tydzień i inne za 1,99 zł. Wszystkie moim zdaniem w niewysokiej cenie. Jakże to mylne stwierdzenie.

Starsza kobieta zastanawiała się jeszcze kilka dłuższych chwil, który program wybrać: czy ten na dwa tygodnie, czy tańszy na tydzień. W końcu zdecydowała się na ten pierwszy.

Zaczęło się przeszukiwanie torebki w poszukiwaniu pieniędzy. Nagle pani wypaliła, że ona tak strasznie mało zarabia, ledwo starcza jej na życie i czasem nawet na gazetę nie może sobie pozwolić i nie wie, czy tej tutaj też nie będzie musiała zostawić. Dodała też, że ludzie się czasem z niej śmieją, jak mówi, ile zarabia. Widać było, że chce ten program, że go potrzebuje. Ja to sprawdzam sobie, co będzie w telewizji w Internecie albo w Telegazecie, ale zachowałam to dla siebie.

Pani gmera w torebce, szuka i nie może znaleźć. Ze łzami w oczach mi mówi, że ma syna, ale nie chce od niego pomocy. Ma swój honor.

Zaproponowałam, że skoro nie może znaleźć tych pieniędzy to ja jej ze swoich zapłacę za tą gazetę. Szkoda mi się strasznie tej kobiety zrobiło. Tym bardziej, że zapytałam, czy może ktoś inny z rodziny może jej pomóc i oznajmiła, że oni mają swoje problemy, a ona sama mieszka.  1,60 zł to nieduża kwota, nie zbiednieję.

Kobieta odeszła na bok i jeszcze raz przeszukała torebkę. Wyciągnęła pudełko na okulary, w którym trzymała pieniądze i podała mi 5 zł, dziękując za dobre serce. Pożegnałam ją z uśmiechem, mówiąc żeby nie płakała. Mogłam ją poinformować, że skoro nie chce pomocy od rodziny, to może udać się chociażby do Ośrodka Pomocy Społecznej, ale podarowałam to sobie, przypominając sobie jej słowa: ,,Jestem dziad, ale honorowy”.

Zarobki w Polsce do zadowalających nie należą. Płaca minimalna w 2016 roku wynosiła 1850 zł brutto. przeliczając na netto daje to: ok. 1355 zł. W 2017 w styczniu miała zostać (nie orientuję się, czy została) podniesiona do 2000 zł brutto, co daje 1459 zł netto. Od 1 stycznia 2017 r. dla pracujących na umowach zlecenia i umowach o świadczenie usług obowiązuje minimalna stawka za godzinę pracy w wysokości 13 złotych brutto.

Niby coś się zmienia, wzrastają wynagrodzenia, ale co z tego skoro wraz z nimi znowu rosną opłaty za prąd, wodę, czynsz, gaz i tak dalej.

Źródło:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Emerytura


https://pl.wikipedia.org/wiki/System_emerytalny_w_Polsce


http://businesspl.com/index.php/finanse/18046-srednia-wysokosc-emerytury-w-polsce


http://www.regiopraca.pl/portal/rynek-pracy/wiadomosci/placa-minimalna-w-2017-roku-2000-zl-od-pierwszego-stycznia