Za zwykłą wodę – opowieść jak to jest do dupy być dobrym, miłym i wrażliwym

To będzie długa opowieść. Pisana na świeżo, a zepsuta bardzo.

Przechwaliłam. Z pracą. Dzisiaj skończyło się płaczem.

Po kolei.

Miałam być od 8.00 do 20.00. Przyszłam na ósmą, rozłożyłam gazety, powłączałam wszystko. Zaczęli się pojawiać pierwsi klienci. Jeden z nich podniósł mi ciśnienie, bo chciał kupić papierosy 40-tki, za 20 ileś tam. Nie podał nazwy. Pokazałam mu jedne z tych największych paczek.

- Te Pan chce? – zapytałam. – Ale to 28, a nie 40 – uprzedziłam. Bo wiecie, jako niepaląca nie znam się na tym, a pracuję tam trzy tygodnie, a nie trzy lata, żeby pamiętać, ile co kosztuje i jakie jest.

- Tak, da mi Pani te.

Kiedy już nabiłam na kasę i wyszedł paragon on przypomniał sobie nazwę papierosów.Szlag by to, pomyślałam. Zwrotów nie robimy, a facet bynajmniej nie zamierza odejść z tym, co kupił i chce tamte. Wiedząc, jak mogę postąpić, wzięłam paragon i przywiązałam do paczki, a jemu nabiłam papierosy, o których sobie przypomniał. Tamte potem sprzedałam komuś innemu.

I całe szczęście, bo patrząc na całą dzisiejszą sytuację, miałabym jeszcze bardziej przerąbane.

Klienci dzisiaj ciągle płacili stówami. Nikt nie miał rozmienić i mało kto miał drobne, a prosiłam o nie ciągle, informując że nie mam jak wydać. Jeszcze kolega przychodził u mnie rozmieniać stówy… Nie moja wina, pieniędzy z poprzedniego utargu nie ruszałam, chociaż wiedziałam, że mogę, jakby co, ale nie ruszałam, żeby mi się nie oberwało, że coś źle jest i się nie zgadza.

Wczoraj zrobiłam trochę nie tak zwroty jak trzeba, ale wiecie co? Tych gazet i tak było sporo na stojaku i nikt ich nie kupował, więc dla mnie różnicy nie ma, ale dostałam informację, że mam tak nie robić. Ok.

Z rana było trochę zamieszania, a potem właściwie spokój. Mój ulubiony klient przyszedł, pogawędziliśmy sobie. Przyszedł też Pan S., który stale nas odwiedza i stoi przy kiosku co najmniej 20 minut, jest trochę niepełnosprawny umysłowo, ale całkiem sympatyczny i niekonfliktowy, a nawet uczynny, bo chce być potrzebny.

Na wieczór przyszła Pani I. – niby szefowa, żeby zrobić zamówienia. Zwykle tylko jej przytakuję i mówię ,,dobrze, tak jest, przepraszam. Wredny typ człowieka, który ma się za nie wiadomo co. Ja się tym nie zajmuję – i dobrze, tak samo nie podliczam utargów. Mi pasuje, niż jakbym miała to robić. I tak tam nie zostanę dłużej niż do końca wakacji.

I wtedy co?

Przychodzi kobieta ze zdrapkami. 4 sztuki do wypłaty. Zeskanowałam jej i wyszło mi, że 17 zł ma i pytam czy jej oddać. A ona, że źle, że jak 17 zł, że ona miała więcej i ja coś źle zrobiłam. Grzecznie ją poinformowałam, że jedna zdrapka była pusta. Ona, że jak, że to niemożliwe, że ja coś źle zrobiłam. A przecież to maszyna pokazuje… Nie kłóciłam się, bo ster przejęła Pani I. Wyszło jej to samo, co mi.

Nawet przepraszam nie usłyszałam za to, że niby chciałam ją oszukać, co było bardzo przykre. Ja przepraszam jak się pomylę, nawet dwa razy, bo zdarza mi się źle wydać resztę albo wydrukować nie taki kupon jak chcą.

Potem Pani I. się doczepiła do mojego pisma, a ja brzydko piszę i mówię o tym, i tak staram się wyraźnie pisać, żeby te dwie panie mogły się rozczytać. Po niej też nie mogę się czasem rozczytać i afery nie robię… Bo też spróbowałabym. Nie wspominam już o tym, że na tych kartkach jest mało miejsca.

Czarę goryczy przelało to, że mogłam sobie wymienić te stówy, które mi dawano i żeby mieć drobne z wczorajszego utargu, czego celowo nie zrobiłam, by nie było potem na mnie, że coś się nie zgadza.

Nie wytrzymałam i popłakałam się. Tak też obsługiwałam klientów. Z zasmarkaną chusteczką przy nosie. Już mnie to nie obchodziło.

To nie był jeszcze koniec.

Pan S. przyszedł do nas jeszcze raz, a ja niemądra zapomniałam sobie włożyć do torebki nową butelkę wody i została mi tylko ta z wczoraj ,a tam było na dwa łyki. Na godzinę przed zamknięciem sklepu nie chciałam sobie robić herbaty. Bez sensu by to było, więc poprosiłam Pana S. o to by mi ją kupił na Netto. W naszym kiosku jest droga, 2 zł za butelkę, przesada. Pani I. przy tym była, powiedziała, że my mamy wodę niegazowaną (tylko taką piję), ale z Żywca i 2 zł. No, sorry, ale dla mnie to za dużo jak za małą butelkę wody. Wolałam poprosić Pana S., który z miłą chęcią się zgodził. Pani I. kilka razy kupowała wodę w kiosku, ja tam nie zamierzam przepłacać, bo milionerką nie jestem. Ona chyba nigdy nikogo o nic nie prosi, więc jej nie podpasowało, że Pan S. poszedł mi kupić tą wodę.

Jeszcze przed zamknięcie przyszli po zdrapki i dużo ich brali. A tych zdrapek jest wiele… No i ostatnie kazali mi wybrać, śmiejąc się, że będzie na mnie. A ja już byłam rozwalona totalnie i ledwo powstrzymałam potok łez, cisnących się do oczu, dlatego powiedziałam, siląc się na uśmiech, że już może na dzisiaj starczy. Pani I. zrobiła minę, którą akurat się nie przejęłam. Też potrafię wbijać szpilki. Podziękowałam państwu, oni mi i poszli.

Jak Pani I. przychodzi na koniec dnia, to muszę podliczać nie tylko nominały, ale też całą sumę.

I już jakiś czas temu stwierdziłam ,że nie będę tego robić tak jak ona chce, bo potem 50 razy muszę liczyć, gdyż mi nie wychodzi to, co powinno. Zaczęłam robić po swojemu. I co słyszę?

- A dlaczego Ty tak robisz?! Zrób to tak jak Ci pokazywałam! Tak to się można pomylić.

Odpowiedziałam, że tak mi jest lepiej, łatwiej, bo tamtym sposobem właśnie się mylę. Z wielkim fochem usłyszałam: To rób jak chcesz.

Zrobiłam, a ona potem jeszcze raz liczyła.

W porządku. Byle się zgadzało wszystko i szef nie miał pretensji.

Przedwczoraj i wczoraj znalazłam gazety, które powinny pójść do zwrotów, a nie poszły. I dzisiaj oczywiście słyszę: A skąd się te gazety wzięły tutaj, gdzie one były? Wyjaśniłam ,że zapodziały się w kartonie pomiędzy świeżymi.

- Ale skąd one się tam w ogóle wzięły?!

- Nie wiem – odpowiedziałam. – Ja byłam na rano i zwrotów nie robiłam.

Pani I. robiła…Tak na marginesie.

Płakałam w samochodzie całą drogę.

Przyszedł dzisiaj mój ulubiony klient i wiecie, ja zawsze się cieszę jak go widzę, sympatyczny starszy pan, pogadaliśmy sobie trochę i powiedział mi, żebym witała się z nim ciszej, bo panie, które ze mną pracują są zawistne i zazdrosne. Wiecie, bo on się ze mną wita słowami: Dzień dobry pięknej pani, a ja z nim: O mój ulubiony klient, albo podobnie jak on ze mną tylko odmieniając na formę męską i zawsze szeroko się uśmiecham. Bo dlaczego nie?

Z każdym kto jest miły i zagaduje, rozmawiam i się uśmiecham. Jest sympatyczniej. Do miłej obsługi się wraca. Przynajmniej ja wracam. Jak ktoś chamski mnie obsłuży to więcej do niego nie pójdę, chyba że nie będę miała wyjścia. Z takiego założenia wychodzę.

Pani I. raczej nikt nie lubi. Uprzedzona też zostałam o tym, jaka ona jest.

Ale wiecie co? Mimo wszystko czepianie się o bzdury w końcu wyprowadzi człowieka z równowagi. Bo ile można?

Tym bardziej, że ja…

Wiecie, mam fobię społeczną i skłonności do zachowań depresyjnych oraz nerwicowych. Lekarz właśnie mi radził, żebym znalazła sobie pracę, bo to mi pomoże. No i faktycznie przychodzą klienci, którzy wydaje mi się, że mnie lubią i to też w jakiś sposób mi pomogło się otworzyć na ludzi. Nie muszę o tym mówić nikomu. I nie mówię. Spodziewam się, jakie byłyby reakcje.

Poza tym, jestem osobą wrażliwą i łatwo mnie zranić. A ja też wiem, że nie mogę dawać się ranić i nie chcę ranić innych, dlatego podchodzę do ludzi z życzliwością. Nie mogę również pozwolić się ranić, bo uważam, że już dosyć mnie zraniono. Nie chcę więcej cierpienia, które się odkłada w moim wnętrzu, nie chcę by moje serce ściskało się z bólu, który jest gorszy niż ten fizyczny.

Nie chcę też, aby wszyscy wokół mnie lubili. Wystarczy traktować mnie jak człowieka i z szacunkiem. Tylko tyle i będę zadowolona. To nie kosztuje.

Czy to koniec?

Jeszcze nie, bo jak już wszystko zostało wyłączone, pozamykane i poszłyśmy włożyć zwroty (gazety) do skrzynki, a zawsze ktoś z Netto musi nam drzwi otworzyć, to stały tam Pani E. i N. (z N. jestem na ty).

- Ooo to Wy już, tak szybko? – zapytała N. ze śmiechem. (Była 20.15). Przypominam, że o 20 jest nieczynne, a potem się wszystko podlicza i takie tam.

Na co Pani I odpowiedziała:

- Mamy taką zdolną pracownicę to wiesz. – Odpowiedź z podtekstem. Złośliwa.

Nie powiem, że nie zabolało.

Ona im powiedziała dobranoc, a ja cześć do N. i dobranoc do Pani E. Z kilkoma osobami jestem tam na Ty, bo wcale nie są starsi dużo ode mnie, a też jak się razem pracuje na jednym obiekcie to tak jest zwyczajnie łatwiej.

Na chwilę przestałam płakać, ale kiedy rozeszłam się z Panią I. znowu zaczęłam i pobiegłam do auta, zapominając o tym, że miałam zabrać grzyby od wujka…

Wybaczcie, ale na komentarze odpiszę Wam w innym czasie. Teraz idę się umyć i spać.

Jutro na szczęście wolne.

Nie zapominaj, że chwile dobre mogą przemienić się w złe

Kiedy słońce na niebie świeci i brak deszczowych chmur nad Twoją głową,

Kiedy życie usłane jest różami i nabiera kolorów,

Gdy uśmiech nie schodzi z Twej twarzy,

Czy pamiętasz o tym, jak to jest czuć się osamotnionym?

Czy wiesz, jak to jest nie mieć do kogo otworzyć ust,

Nie mieć komu wypłakać się na ramieniu

W chwili złej?

Czy wiesz, jak to jest czuć się niekochanym?

Czy widziałeś/łaś kiedyś psa patrzącego skrzywdzonym wzrokiem, w którym tliła się nadzieja na to, że będzie mieć nowy dom?

Czy pamiętasz, jak smakuje brak wygody?

Pamiętasz, co czułeś/łaś?

Powiedz, że tak.

Napisałam to, ponieważ nie chcę zapomnieć. Bo kiedy jest lepiej czasem człowiek zapomina jak to było, gdy było gorzej. Staje się zbyt pewny wszystkiego, a zdarza się, że wiatr zawieje mocniej i coś nagle runie… Chcę pamiętać też dla innych ludzi. A poznałam ich teraz trochę. Przychodzą niepełnosprawni, starsi, dzieci te pewne siebie i pełne energii, jak i te nieśmiałe, wstydliwe, ciche. Przychodzą cierpliwi i niecierpliwi, tacy, którzy potrzebują postać i porozmawiać i tacy, co się spieszą.

Dla wszystkich chcę być miła i często się uśmiecham. Zamienię kilka zdań, jeśli trzeba. Choć jestem porządnie zmęczona, to praca dodaje mi też energii. Takiej pozytywnej.

Widuję osoby, które nie lubią swojej pracy, męczą się, denerwują… A gdyby tak zmienili podejście? Może byłoby im łatwiej, skoro pracę zmienić jest trudniej.

Może i być dobrym to być naiwnym, to narażać się na cierpienie, ale warto szerzyć dobro pośród zła lub być miłym w towarzystwie chamów.

Dzisiaj ruch w sklepie był cały czas. Nie miałam kiedy usiąść i spokojnie zjeść.

Ale…

Usłyszałam: ,,Dzień dobry, pięknej pani” od jednego z ulubionych klientów. Drugi mnie nazywa skarbem. Trzeci swoją dziewczyną, twierdzi, że jestem miła i ładna ;D. Nie było jakichś spięć, więc mogę powiedzieć, że było sympatycznie, pomimo tego, iż latałam z jednej kasy na drugą. ;)

Klient

Klient nasz pan?

Może i płaci, może dzięki niemu przedsiębiorca ma zysk, a pracownicy wypłatę. Nie może, a na pewno, ale czasem lepiej, żeby niektórych klientów nie było.

Po swoim jakże ,,długim” stażu pracy w sklepie wyróżniłam następujące rodzaje klientów:

Niezdecydowani – do tego typu zaliczam osoby, które przychodzą, popatrzą, coś by wzięły, ale jednak się rozmyślają i sobie idą. Ponadto, zaliczam tu również ,,Cichaczy”, tj. osobników, którzy przychodzą, poprzeglądają sobie gazety, poczytają w kącie, co ich zaciekawi i sobie idą, pozostawiając burdel na stojaku, który kto musi uporządkować? No, ekspedientka przecież. Bo naprawdę nie można odłożyć tak jak było.

Marudy – czyli ,,to mi pani wymieni, tego koloru to ja nie chcę. A może jeszcze tamto mi pani pokaże?”.

Chamy i Czarownice – nic im nie pasuje, mówią podniesionym tonem, bo grzecznie nie można. No i człowiek nie może się pomylić, tudzież z podanych tytułów nie można sobie wybrać tego, który się chciało… Ani dzień dobry, ani dziękuję, ani do widzenia. Tylko naburmuszona mina i niezadowolenie. Bo oni są wspaniali, oni chcą i oni muszą mieć.

Normalni/Mili – to wiadomo. Kultura. Nie trzeba się spieszyć. Są wyrozumiali i cierpliwie czekają aż skasuję towar.

Żartownisie – bardzo sympatyczni, zagadają, zażartują, pośmiejemy się razem. Dzisiaj pan mi opowiedział kawał o prostytutce i księdzu. Nie powtórzę, bo słabo zapamiętuję dowcipy. A drugi nazwał mnie miotłą ;D. Przychodzi też taka pani, która jest zabawna. Ładnie się pożegnają. Życzą miłego dnia albo miłej pracy.

Spieszący się – czyli: Ja się spieszę. Zabieram gazetę, zostawiam pieniądze, paragonu nie chce, lecę! A ty się zastanawiaj, co za gazetę wziął, żeby ją nabić, bo nie zdążyłaś zobaczyć.

Stówka – płacą stówami, albo dwoma. Ogólnie grubą walutą. Bo drobnych nie ma… I weź z tego wydaj. Zwłaszcza kiedy mało drobnych masz.

Stali przyzwyczajeni – ,,Dla mnie to samo, co zawsze. Moje papierosy. Zestaw.” A skąd ja mam to wiedzieć?! Nie produkują żadnych papierosów o nazwie ,,Moje”. To samo, co zawsze, czyli co? Cały asortyment czy gumki, doładowanie i tic-tacki? Wymagają, żeby pamiętać, co oni kupują, jakby tylko tych pięć osób przychodziło. I w ogóle jak ty śmiesz nie pamiętać, co oni biorą! Skandal, naprawdę. Nie popieram przyzwyczajania kogoś do czegoś, bo potem rodzą się problemy.

Zdarzają się jeszcze tacy, co to przyjdą przed otwarciem, albo po zamknięciu… A godziny wywieszone. Chyba mają złe zegarki.

Sama też bywam klientką. Jak czegoś nie biorę, bo się rozmyślę – idę odłożyć, skąd wzięłam, żeby potem pracownicy nie latali i nie sprzątali po mnie. Oczywiście, przywitam się, podziękuję. Nikogo nie pospieszam, bo to jest najgorsze. Strasznie tego nie lubię. W pospiechu łatwo się pomylić, a kasa musi się zgadzać. Każdy też ma swoje tempo pracy. I wszyscy jesteśmy ludźmi, a niektórzy o tym zapominają.

Bo zapomnę…

Jestem teraz kobieta pracująca, więc śpię, budzi mnie budzik, ogarniam się, jem i jadę. Spędzam 8 h w sklepie (+ 1,5 h na dojazd i kupienie czegoś do jedzenia, czyli 9,5 h), wracam, myję się, posprawdzam co słychać w sieci i idę spać.

Zasypiam dosyć szybko… I szybko się budzę. No niestety. Coś za coś. Wszystkiego mieć nie można.

Z tego powodu też proszę mi wybaczyć opóźnienia w pisaniu i komentowaniu.

Żebym nie zapomniała to:

1. Wkręciłam się w serial pt. ,,Wynonna Earp”, o którym pisała na swoim blogu Kami, więc ja powiem tylko, że można ten serial określić w czterech słowach: Dziki Zachód, demony i łowca. Dobrze się ogląda, mimo że nie przepadam za kowbojskimi klimatami. I jeszcze oglądam polski serial o tytule ,,Komisja morderstw”, kryminalny, ale nie taki typowy, bo policjanci rozwiązują zagadki dotyczące zabójstw z okresu drugiej wojny światowej, albo dokonanych w PRL-u. W obsadzie m. in.: Małaszyński, Buczkowska, Sabat i Pieczyński.

2. Zaczęłam czytać ,,Cień wiatru” C. R. Zafona, a także ,,Razem będzie lepiej” Jojo Moyes. Na razie mój typ to druga pozycja. W sensie lepiej mi się to czyta.

3. To jest fajna piosenka:



Mój hit w ostatnich dniach. ;D

4. Zapomniałam….

5. Zapomniałam….

6. Może sobie przypomnę….

7. Skleroza – rzecz nabyta, nieproszona, zawzięta.

Dobrej nocy, Kochani!

Spowiedź Człowieka Zmęczonego

Położyłam się i chciałam zasnąć. Ale nie mogę.

Przejęłam się swoim pierwszym dniem w pracy, zwłaszcza, że strzeliłam gafy i nie do końca jeszcze orientuję się w towarze.

Ten, kto stwierdził, że początki zawsze są trudne, nawet nie zdawał sobie sprawy, jak trafne jest to zdanie. Bez względu na to, czy to początek w nowej szkole, w nowym miejscu zamieszkania, na studiach, czy w pracy. Na początku nie jest łatwo.

Praca z ludźmi nie należy do łatwych. A pod względem wykształcenia też się na taką zdecydowałam… Nie wiem, czy to był dobry wybór, ale już idę w tą stronę. Na razie mnie to nie czyni nieszczęśliwą. Jestem ciekawa.

Szczególnie, gdy mierzymy się z lękiem wobec nich – ludzi, o którym nie rozpowiada się na prawo i lewo.

Dawno nie zagłębiałam się w siebie. Jakkolwiek to brzmi. Żyłam w swojej bezpiecznej bańce, ukrywając swoje uczucia i myśli. Nawet przed samą sobą.

Otoczona fioletowymi ścianami, otulona fioletowym kocem, z ustawionymi na parapecie zdjęciami w ramkach i tymi powieszonymi na ścianie, z koszykami kosmetyków i z półką, na której gromadzę książki i na której stoją dawniej zbierane przeze mnie figurki aniołów, słoni i innych postaci. Tu mi najlepiej. W moim pokoju. Jeśli po tym, jakie rzeczy znajdują się w czyimś pokoju można określić, jaki jest jego mieszkaniec, to raczej wychodzę na słodką czekoladkę niż na kobietę z charakterem. Ale co tam, czekoladki się lubi, co nie? ;) Poprzez dodanie paru akcentów może to być czekolada z chili i wtedy to by bardziej pasowało.

Odnosiłam sukcesy w nauce i to mnie budowało.

Opuszczałam tą swoją bańkę, gdy musiałam. Rzecz oczywista. A teraz muszę robić to coraz częściej. I nie wiem, czy podołam…. Lecz co by nie było, to byle nie mieć pretensji do siebie, że się nie starało.

A ja się starałam w wielu sprawach i działaniach. Jeśli coś nie wyszło, to nie wyszło i z tego zrezygnowałam.

Może niepotrzebnie, może zbyt szybko, to już nieważne i nie warto do tego wracać.

Może teraz zasnę.