Śmiałe wnioski

Czy Polska to umierający pacjent?

Czy istnieją leki na nowotwory i AIDS, tylko koncerny farmaceutyczne nie chcą ich wypuszczać na rynek?

Czy gdyby poprosić jakiegoś matematyka o wyliczenie, kiedy umrze ostatni Polak, podałby dokładny termin?

Czy będziemy jednym z ostatnich pokoleń, które umrze, a te po nas nie, bo znajdą się sposoby na nieśmiertelność?

Pewna osoba w moim otoczeniu ostatnio stwierdziła, że tak.

Czarna to przyszłość.

Może tak, a może nie

Przeczytałam ostatnio krótki tekst  o profesorze językoznawstwa, który poprosił jedną ze swoich studentek o przeczytanie słownikowej definicji słowa ,,kochać”. Według niej ,,kochać” znaczy tyle co darzyć sympatią/uwielbieniem itp. Profesor był oburzony takim stwierdzeniem. Uważał je za bzdury i oznajmił, że darzyć sympatią to on może bardzo wielu ludzi i to nie znaczy, że ich kocha i za Anną Wierzbicką  (polska językoznawczyni) podał taką definicję: „Kochać, to chcieć być czyimś dobrem”.

Być czyimś dobrem – ładne.

Usłyszałam w te święta: Kocham Cię – dwukrotnie, a nawet, że z całego serca. ;) Od małej blondyneczki, której poświęciłam swój czas i uwagę. Bycie czyjąś ciotką, tak naprawdę, z doświadczaniem tego było dla mnie jeszcze do niedawna pojęciem abstrakcyjnym. Połączenie ja i dzieci uważałam za niezbyt dobre. Nie potrafię się zajmować dziećmi w moim mniemaniu. Ale może nie jest tak źle? Obcowałam trochę z nimi (mało, bo mało, ale tak) i w sumie było pół na pół. Jedne potrafiłam czymś zająć i wywołać ich uśmiech, inne nie… Lepiej o tym dalej nie opowiadać. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego uważa się, że panie pracujące z małymi dziećmi wyglądają na młodsze niż są w rzeczywistości. ;)

Dzisiaj trafiłam w sieci na jeszcze coś:

,,Im dłużej czekasz na przyszłość, tym krótsza będzie.”

No właśnie, tak a propo zmian i tej całej reszty, która mnie ostatnio dołuje….

Zmiany czasów

Opłacało się kiedyś, a teraz się nie opłaca?

Przejeżdżam czasami obok opuszczonych budynków: po firmach, które dobrze prosperowały i były znane w regionie, a teraz albo pozostawiono kilka biur albo nie ma nic i stoją puste, rozgrabione.

Mijam miejsca w żaden sposób nie zagospodarowane.

Odczuwam jakiś żal, jak tak na nie patrzę. Miały swoją przeszłość, często dobrą i skończyły marnie. Wypełnione śmieciami, rozpadające się.

Była cukrownia, przez wiele lat nic się tam nie działo. Teraz wybudowali nowe osiedle na tym terenie. Była cukrownia w innym mieście, zamknęli ją, a teraz podobno otworzyli. Jest młyn, stoją wielkie kontenery na zboże. I rdzewieją. Przepływa tam rzeka. I nic się nie dzieje. Przez długi.

Kupujemy coś z zagranicy, choć moglibyśmy to produkować we własnym kraju. Ludzie mieliby pracę. Ale się nie opłaca. Produkcja jest droższa niż kupno. Prawa rynku.

Kiedyś na wsi ludziom opłacało się sadzić ziemniaki, warzywa. Dzisiaj niektórzy twierdzą, że wolą sobie je kupić w sklepie.

Bardziej inwestuje się w maszyny niż w człowieka.

To wszystko pokazuje jak zmienia się świat, jak idzie do przodu, jak się rozwija.

Nie możemy sobie pozwolić, by zostać z tyłu.

Na koniec mam świetny cytat z facebookowego profilu Kobieca czytelnia:

,,Praca nad samym sobą to najbardziej pewna robota”. ;)

Dobry czy zły czas?

Pochłonęło mnie…

Zaczytałam się, zaoglądałam (nie ma takiego słowa), zamyślam się i zaczęłam skupiać na tym, co jest tu i teraz oraz na przyszłości.

Kończę ,,Północ i Południe” E. Gaskell, wciągnął mnie serial ,,Jessica Jones” i mecze siatkówki (uwielbiam oglądać tych chłopaków i ich grę), mimo że sama nie potrafiłam nigdy dobrze grać w ,,siatkę”. Wciągnęły mnie spotkania i rozmowy z ludźmi? Nie do końca. Chociaż miło było usłyszeć od taty przyjaciółki, że nadal jestem ładna, i że taka byłam, gdy mnie poznał. A poznał mnie jako nastolatkę, wyglądającą jak napompowany pączek z wypryskami. Moje policzki nadal są pucołowate, ale przyzwyczaiłam się. Także skoro wtedy uznał mnie za ładną i teraz też – biorę to jako komplement. Rodzice koleżanek zazwyczaj mnie lubili/lubią nadal. Kolegów prawie nie miałam, więc to się nie wlicza. ,,Mój uczeń” raz przychodzi, a raz nie, także trochę mnie to nie pociesza. Miałam iść do lekarza ze znamieniem, żeby kiedyś nie usłyszeć diagnozy – czerniak. Jeszcze nie poszłam.

Z drugiej strony straciłam pewną przynależność i zaczęłam myśleć o wcześniej organizowanych projektach na studiach. Brakuje mi tego, choć czasem było dużo nerwów. Od października chyba znowu się zacznie… Też nie mam jeszcze pewności, bo przedłużono rekrutację.

Myślę o ponownym wolontariacie, o pracy, o językach obcych. Napisałam część CV, ale go jeszcze nie dokończyłam.

Zamknęłam się ostatnio na świat. Czegoś mi brakuje i chyba nie do końca wiem czego. Jakieś iskry ekscytacji, poczucia przydatności, poczucia, że nie tylko coś wiem, ale i umiem coś wykonać…?

Szukam odpowiedzi.

Nie jestem chora, nie czuję się źle. Coś robię, nie siedzę bezczynnie, a jednak coś nie gra.

Dobry czy zły czas?

Z pewnością odrobinę dziwny.

Dobrej nocy.

 

L. B.