Jestem, żyję!

Zgłaszam się na swoim blogu.

Właściwie to u mnie się nic nie dzieje. Jestem zapracowana i … i dzisiaj po pracy do samochodu odprowadził mnie sympatyczny chłopak, z którym zgodziłam się pójść na ciacho i herbatę. Nie sądziłam, że to kiedyś powiem (napiszę).

Tak, jest młodszy o rok…., ale na szczęście nie pali, bo kupuje u mnie tytoń, stąd obawa.

I co? Bylebym nie stchórzyła i nie pogubiła w swoich uczuciach.

I zasnęła w nocy.

Staram się, jak mogę odwiedzać Wasze blogi.

Dobrej nocy! ;)

,,Odważnie”

Dzisiaj:

1. Podniosłam się z łóżka – To wyczyn godny podziwu. Naprawdę. Byłam spięta. Coś sobie postanowiłam.

2. Pojechałam do pracy i przetrwałam.

3. Wyszłam z pracy o jedenastej. Podeszłam na pobliski murek, wygrzebałam z torebki butelkę z wodą. Napiłam się i wzięłam głęboki oddech, mówiąc sobie: Idź. Raz się żyje. Idź i spróbuj, jak ci mówiły. (Przyjaciółka i siostra).

4. Ruszyłam w danym kierunku, nie oglądając się za siebie i nie myśląc jak to będzie, żeby nie stchórzyć. A tchórzem jestem.

5. Zobaczyłam go przed budynkiem. Przywitałam się z uśmiechem. Powiedział mi, że dzisiaj samoobsługa. Weszliśmy do środka. Wcześniej sobie ustaliłam, że pójdę pod pretekstem kupienia siostrze jedzenia. No bo jak inaczej? Ja fast foodów raczej nie jadam, a przecież nie powiem, że przyszłam do niego, bo mnie zapraszał na herbatę na Fb.

6. Dostałam swoje zamówienie i herbatę na koszt firmy.

7. Spędziłam tam, siedząc naprzeciwko niego niecałe pół godziny. Potem poszłam do biblioteki. Z góry na dół, koło kościoła. Uśmiechałam jak się głupia po drodze, rozpamiętując rozmowę, jaką odbyłam i wiedząc, że jesteśmy z kompletnie różnych światów i dlatego z tego nie będzie niczego więcej.

8. Spróbowałam, tak jak chciały, choć byłam pełna obaw.

9. Przeczucia nie mylą. Ja – Polka. On – obcokrajowiec. Ja nie podróżuję zbyt wiele, on – tak. Ja – nie lubię morza i nie potrafię pływać. On – chodzi często na basen i mieszka nad morzem w obcym kraju. Ja – uwielbiam czytać i oglądać filmy oraz chodzić na spacery. On z kolei lubi łowić ryby, a ja się na nich śmiertelnie nudzę. A jednak jest przezabawny i bezpośredni i to jest takie ujmujące, bo ja nie lubię owijania w bawełnę i sama raczej mówię, co mam powiedzieć prosto z mostu.

10. Zbyt szybko pewnych rzeczy by chciał, a ja tak nie mogę, bo go nie znam, a on mnie nie zna. Bo nie wiem, czego się spodziewać. Bo wiem, że może być tylko kolegą. Jakkolwiek to brzmi.

11. I co dalej?

12. Jestem zmęczona i idę spać.

Ten be, tamten też nie!

Samotność mi nie przeszkadza.

To tak jak napisała Maja na swoim blogu, samotność daje spokój, można zostać ze swoimi myślami, odpocząć od hałasu i innych ludzi. Po prostu pobyć sam na sam ze sobą. I to jest ok. Mi to odpowiada. Ba, ja tego potrzebuję.

Bycie singielką mi nie przeszkadza, choć mam momenty, gdy potrzebowałabym męskiego wsparcia. Ale nie jest mi źle. Nie narzekam. Umiem sobie radzić sama, a jak z czymś sobie poradzić nie mogę, idę i proszę o pomoc kogoś, kto się na tym zna lub zwracam się do fachowca.

To nie tak, że sobie wybrzydzam i odrzucam wszystkich zainteresowanych po kolei, mówiąc ,,Ten be, tamten też nie. Bo rudy, bo za niski, bo piegowaty czy ma krzywy nos.”

Liczą się inne kategorie.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Piszę o tym, ponieważ przychodzi do mojego miejsca pracy pewien starszy pan, z którym zamieniłam kilka zdań, wśród nich dowiedział się, że nie mam chłopaka i od tamtej pory za każdym razem jak mnie widzi ubolewa nad tym faktem.

On ubolewa. Mi to nie przeszkadza. To nie tylko kwestia przyzwyczajenia do bycia samej. Nie wiem, czy odnalazłabym się w związku. Nie lubię ograniczeń, ingerowania w moje sprawy, nie podporządkowałabym się całkowicie komuś, gdyby chciał. Muszę zrobić po swojemu. Mogłabym pójść na kompromis, bo o tym zawsze można rozmawiać. Być może też zbytnia bliskość mnie przeraża i to, że już nie chciałabym mieć złamanego serca… A oddałabym je w całości. W dodatku mnie nie interesują krótkotrwałe przygody, a coś poważnego i prawdziwego. Jeśli już miałabym się zdecydować. Może kiedyś zmienię zdanie, ale w tej chwili takie mam założenie, że przygód nie chcę.

Co słyszę od tego pana?

Że sama, że mnie ma mnie kto pilnować tutaj w tym sklepie, że młoda, ładna i nie ma chłopaka. Odpowiadam, że no nie mam, nikt mnie nie chce, albo ja nie chcę tych, co chcą mnie i co mam zrobić, co poradzić na bycie samą? W sensie bez pary. Czy mam sobie napisać na koszulce, że szukam chłopaka i wyjść tak na ulicę? Nie przesadzajmy. Desperatką nie jestem. Alkoholika nie chcę.

Palacza zresztą też nie, bo nie znoszę papierosów i byłaby bardzo zadowolona, gdyby przestały istnieć. Tak więc z palaczem się nie umówię nawet na randkę. Weź się całuj z popielniczką albo z zatkniętym nosem, bo przecież ten zapach jest okropny. Ćpanie też nie wchodzi w grę.

On po prostu musi być taki, żeby mi pasował.

Mieć poczucie humoru, lubić książki, a przynajmniej rozumieć moje uwielbienie do nich. Mieć jakieś swoje pasje, no i nie wiem. Mieć to ,,coś”, co mnie do niego będzie przyciągać. Oczywiście, musi mnie akceptować taką, jaką jestem. A wiem, że jestem trudna czasem.

Nie będę tego wszystkiego tłumaczyć każdemu, kto mnie zapyta, dlaczego nie mam faceta, bo to za dużo mówienia i właściwie tłumaczyć się nikomu ze swojego życia nie muszę.

Tak się potoczyło i ja nie mam z tym specjalnego problemu.

Problem jest dopiero, gdy ktoś zaczyna mi o tym mówić i to tak jakby mi to umniejszało.

Kiedyś 20-stoparolatki określano mianem starej panny, a jakie one stare były? Pewnie wiązało się to też z szybszą śmiercią, ale no wiecie, rodzice ubolewali, że żaden kandydat dla ich córki się nie pojawia i wiercili dziurę w brzuchu tej biednej dziewczynie albo wydawano ją za dużo starszego faceta. Aranżowane małżeństwa to zło. Nie chciałabym, aby mnie spotkało. Ludzie powinni mieć wybór, z kim chcą spędzić swoje życie. Może nie każde ustawione małżeństwo było klapą, może małżonkowie się z czasem pokochali, ale nie. Po tysiąckroć ,,nie”.

Bycie singielką nie umniejsza. To nie jest mój wybór, jak u co niektórych. Po prostu miłość do mnie nie przyszła. Może jeszcze nie przyszła. A może już nie przyjdzie? Nie mam pojęcia i nie będę się nad tym głowić, bo jaki to ma sens? Na pewno nie jestem gorsza od tych, co są w związku.

Żyję swoim życiem. Realizuję się w innych dziedzinach i jestem z tego zadowolona, a to chyba ważne, co nie?

Oj, nie wiem

Ostatnio nie piszę, bo nie wiem o czym pisać.

Jestem po grillu. Jeszcze żyję sesją. Od lipca zaczynam pracę i … co będzie, to będzie. Na pewno będę się starać.

Siedzę w domu i…. jem. Co z jednej strony jest przyjemne, ale drugiej straszne. Dodatkowe centymetry w talii mi niepotrzebne.

Koleżanka mamy ostatnio mnie zapytała, dlaczego mam matowe włosy. No mam. Są zniszczone, musiałabym je dosyć sporo obciąć, a nie chcę skracać. Może kiedyś. I nie zawsze też chce mi się nałożyć odżywkę, co jest błędem. Kiedyś bardziej o nie dbałam. Przestałam. I nie zakładam, że zacznę je znowu tak super pielęgnować dla jakiegoś faceta, jak sugerowała. W nosie już mam staranie się o uwagę i sympatię. Staram się tam, gdzie mi zależy i gdzie wiem, że otrzymam to samo w zamian. A jak wiem, że nie, to po co?

Chcę znowu wywołać parę zdjęć do albumu. Kupiłam ostatnio ładną drewnianą ramkę. Już wisi na ścianie. A dzisiaj nabyłam skrzydłokwiat i takim sposobem mam trzy kwiatki na parapecie w swoim pokoju, a nie dwa. ;) Choć ledwo go upchnęłam… Musiałam też zostawić kwiat na 3 godziny w samochodzie, a dzisiaj gorąco, więc nie pytajcie jak wyglądał, gdy wróciłam.

Wczoraj obejrzałam film pt. ,,Na pewno, być może”. Jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i romantycznego oraz trochę zabawnego to to jest właśnie taki film. ;)

Przywitanie

Ostatnio czuję się trochę zagubiona, ale jednocześnie zdecydowana, by coś zmienić, by podejść do pewnych spraw inaczej. Nie wiem, czy mi się uda, ale warto spróbować. Chyba chcę spróbować i zobaczyć, czy mi wyjdzie.

Usłyszałam kilka dni temu, że mam nie oczekiwać cudów, więc nie będę, pogodzę się z tym, jak jest, co mi dolega. Może kiedyś pokonam lęk. Ale zdecydowałam, że nie opłaca mi się już tam jeździć i to prawdopodobnie była moja ostatnia wizyta, choć mam trzy miesiące na zastanowienie się, czy na pewno. ,,Bo każdy człowiek ma jakieś swoje strachy, obawy, zaszłości, które w nim tkwią” – tak mi powiedział. I miał rację, jest tak.

Moje koleżanki śmieją się ze mnie, że tylko mi się zdarzają takie nietypowe akcje z ludźmi. Zostaję wplątana w sytuacje, w których nawet nie chciałam się znaleźć. Niespecjalnie zależne jest to ode mnie. Po prostu ktoś podchodzi i mnie zaczepia, albo coś do mnie mówi. Kiedyś starszy pan, chcący ode mnie papierosa przytulił mnie do siebie na środku chodnika, mimo tego, że go nie poczęstowałam fajką, gdyż jestem wielką przeciwniczką palenia i nie palę. Nie zraził się tym wcale i po prostu mnie objął. Ale nie o tej sytuacji chciałam opowiedzieć.

Wczoraj weszłam do sklepu. Miałam odebrać część do samochodu, nie swojego. Jako, że nie bardzo orientuję się w tej całej mechanice samochodowej i pokręciłam nazwy auta (ogarniam jedynie swoje auto – długo mi to zajęło) to bardzo prawdopodobne było, że coś pójdzie nie tak. I poszło, bo podałam nazwisko, a okazało się, że na nazwisko nie zamawiają w tym sklepie. Warto nadmienić, iż w środku, w małym ciasnym pomieszczeniu znajdowało się kilka młodych osób, przy których musiałam wykonać telefon i jeszcze poczekać na to, by do mnie oddzwoniono z dokładną informacją o złożonym zamówieniu. I właśnie kiedy czekałam na ten telefon do środka wszedł starszy mężczyzna w okularach i kobieta o kręconych włosach, więc przesunęłam się na bok, aby zrobić im miejsce, myśląc iż to nowi klienci. Mężczyzna stanął przede mną i wyciągnął rękę w moją stronę, mówiąc z uśmiechem: – Dzień dobry. A potem po kolei uścisnął dłonie trzech chłopaków i dziewczyny, którzy tam byli. Wprawiło mnie to w osłupienie. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby ktoś całkowicie mi obcy witał się ze mną w ten sposób w sklepie. No ale ok, pomyślałam sobie, ściskając dłoń uprzejmego pana. Co mi szkodziło?

Gdy już sprawa z zamówioną częścią do samochodu się wyjaśniła i zmierzałam do wyjścia, ów mężczyzna zatrzymał mnie jeszcze słowami: – A ja myślałem, że Pani jest z nim – wskazał na chłopaka, obok którego wcześniej stałam, czekając aż dostanę telefon. – Dlatego się z Panią przywitałem.

Uśmiechnęłam się, kręcąc przecząco głową i łapiąc za klamkę, żeby wyjść z tego ciasnego, zaciemnionego pomieszczenia, w jakim zrobiło się tłoczno.

- Nie – odpowiedziałam.

- Ale zawsze możecie być – dodał właściciel sklepu, jak wywnioskowałam.

Wspomniany chłopak posłał mi spojrzenie. Chyba rozbawione, być może biło z niego zainteresowanie, nie umiałam ocenić.

Pokręciłam tylko głową jeszcze raz z zawstydzonym uśmiechem na twarzy i opuściłam sklep, oddychając głęboko świeżym powietrzem. Akurat przestał padać deszcz.