Oj, nie wiem

Ostatnio nie piszę, bo nie wiem o czym pisać.

Jestem po grillu. Jeszcze żyję sesją. Od lipca zaczynam pracę i … co będzie, to będzie. Na pewno będę się starać.

Siedzę w domu i…. jem. Co z jednej strony jest przyjemne, ale drugiej straszne. Dodatkowe centymetry w talii mi niepotrzebne.

Koleżanka mamy ostatnio mnie zapytała, dlaczego mam matowe włosy. No mam. Są zniszczone, musiałabym je dosyć sporo obciąć, a nie chcę skracać. Może kiedyś. I nie zawsze też chce mi się nałożyć odżywkę, co jest błędem. Kiedyś bardziej o nie dbałam. Przestałam. I nie zakładam, że zacznę je znowu tak super pielęgnować dla jakiegoś faceta, jak sugerowała. W nosie już mam staranie się o uwagę i sympatię. Staram się tam, gdzie mi zależy i gdzie wiem, że otrzymam to samo w zamian. A jak wiem, że nie, to po co?

Chcę znowu wywołać parę zdjęć do albumu. Kupiłam ostatnio ładną drewnianą ramkę. Już wisi na ścianie. A dzisiaj nabyłam skrzydłokwiat i takim sposobem mam trzy kwiatki na parapecie w swoim pokoju, a nie dwa. ;) Choć ledwo go upchnęłam… Musiałam też zostawić kwiat na 3 godziny w samochodzie, a dzisiaj gorąco, więc nie pytajcie jak wyglądał, gdy wróciłam.

Wczoraj obejrzałam film pt. ,,Na pewno, być może”. Jeśli ktoś szuka czegoś lekkiego i romantycznego oraz trochę zabawnego to to jest właśnie taki film. ;)

Przywitanie

Ostatnio czuję się trochę zagubiona, ale jednocześnie zdecydowana, by coś zmienić, by podejść do pewnych spraw inaczej. Nie wiem, czy mi się uda, ale warto spróbować. Chyba chcę spróbować i zobaczyć, czy mi wyjdzie.

Usłyszałam kilka dni temu, że mam nie oczekiwać cudów, więc nie będę, pogodzę się z tym, jak jest, co mi dolega. Może kiedyś pokonam lęk. Ale zdecydowałam, że nie opłaca mi się już tam jeździć i to prawdopodobnie była moja ostatnia wizyta, choć mam trzy miesiące na zastanowienie się, czy na pewno. ,,Bo każdy człowiek ma jakieś swoje strachy, obawy, zaszłości, które w nim tkwią” – tak mi powiedział. I miał rację, jest tak.

Moje koleżanki śmieją się ze mnie, że tylko mi się zdarzają takie nietypowe akcje z ludźmi. Zostaję wplątana w sytuacje, w których nawet nie chciałam się znaleźć. Niespecjalnie zależne jest to ode mnie. Po prostu ktoś podchodzi i mnie zaczepia, albo coś do mnie mówi. Kiedyś starszy pan, chcący ode mnie papierosa przytulił mnie do siebie na środku chodnika, mimo tego, że go nie poczęstowałam fajką, gdyż jestem wielką przeciwniczką palenia i nie palę. Nie zraził się tym wcale i po prostu mnie objął. Ale nie o tej sytuacji chciałam opowiedzieć.

Wczoraj weszłam do sklepu. Miałam odebrać część do samochodu, nie swojego. Jako, że nie bardzo orientuję się w tej całej mechanice samochodowej i pokręciłam nazwy auta (ogarniam jedynie swoje auto – długo mi to zajęło) to bardzo prawdopodobne było, że coś pójdzie nie tak. I poszło, bo podałam nazwisko, a okazało się, że na nazwisko nie zamawiają w tym sklepie. Warto nadmienić, iż w środku, w małym ciasnym pomieszczeniu znajdowało się kilka młodych osób, przy których musiałam wykonać telefon i jeszcze poczekać na to, by do mnie oddzwoniono z dokładną informacją o złożonym zamówieniu. I właśnie kiedy czekałam na ten telefon do środka wszedł starszy mężczyzna w okularach i kobieta o kręconych włosach, więc przesunęłam się na bok, aby zrobić im miejsce, myśląc iż to nowi klienci. Mężczyzna stanął przede mną i wyciągnął rękę w moją stronę, mówiąc z uśmiechem: – Dzień dobry. A potem po kolei uścisnął dłonie trzech chłopaków i dziewczyny, którzy tam byli. Wprawiło mnie to w osłupienie. Pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby ktoś całkowicie mi obcy witał się ze mną w ten sposób w sklepie. No ale ok, pomyślałam sobie, ściskając dłoń uprzejmego pana. Co mi szkodziło?

Gdy już sprawa z zamówioną częścią do samochodu się wyjaśniła i zmierzałam do wyjścia, ów mężczyzna zatrzymał mnie jeszcze słowami: – A ja myślałem, że Pani jest z nim – wskazał na chłopaka, obok którego wcześniej stałam, czekając aż dostanę telefon. – Dlatego się z Panią przywitałem.

Uśmiechnęłam się, kręcąc przecząco głową i łapiąc za klamkę, żeby wyjść z tego ciasnego, zaciemnionego pomieszczenia, w jakim zrobiło się tłoczno.

- Nie – odpowiedziałam.

- Ale zawsze możecie być – dodał właściciel sklepu, jak wywnioskowałam.

Wspomniany chłopak posłał mi spojrzenie. Chyba rozbawione, być może biło z niego zainteresowanie, nie umiałam ocenić.

Pokręciłam tylko głową jeszcze raz z zawstydzonym uśmiechem na twarzy i opuściłam sklep, oddychając głęboko świeżym powietrzem. Akurat przestał padać deszcz.

Miło

Jak może skorzystać singielka na Walentynkach?

A no może pójść do sklepu po bluzkę.

Wczoraj właśnie byłam na zakupach i w jednym ze sklepów spotkała mnie miła niespodzianka.

Wzięłam bluzkę, która mi się spodobała do przymierzalni. Pasowała, no to mówię: idę do kasy. A pani do mnie, że z okazji Walentynek mają promocję – 14%. – 14, nie -15 ;D. To pozytywnie zaskoczona powiedziałam: O skorzystałam, chociaż tyle, bo z Walentynek nie korzystam. Na co pani się uśmiechnęła i powiedziała, że ona też nie. Oo, i tak jakoś od razu lepiej się zrobiło, mogło smutniej.

A dzisiaj na stacji benzynowej obsługiwał mnie młody mężczyzna i nawet życzył mi miłego dnia. Byłam lekko zdziwiona. A to mi się podoba, poczułam się fajnie, po prostu fajnie, tak bym się chciała czuć w obecności facetów. Temu daję like’a. ;)

Wczoraj miałam okazję przypomnieć sobie, jak wygląda internetowy podryw, no i wolę jednak o tym nie pamiętać. Szczegółów przytaczać nie będę, bo to samo co zwykle, czyli szkoda gadać.