Tak krótko… Dla Was

Nie wykazuję się ostatnio zbytnią aktywnością na swoim blogu, bo mam zaliczenia, sesja nadchodzi i uczelniane konflikty jako dodatek. Może opowiem o nich innych razem. Ale też chyba niespecjalnie coś się u mnie dzieje wartego uwagi. Tzn. Jotka ostatnio pisała o słoiku, do którego można wrzucać karteczki z opisem czegoś miłego, co się przydarzyło nam w danym dniu. Zanotowałam parę takich sytuacji … w pamięci, a pamięć ulotna, więc dat nie powtórzę, ale zdarzenia pamiętam ;). Staram się odwiedzać Wasze blogi, wybaczcie, jeśli z opóźnieniem i to że moje komentarze może nie są dosyć dogłębne.

Nie czuję się też zbyt dobrze ostatnio.

Byłam u lekarza po skierowanie na usunięcie tego drugiego znamienia. Prosiłam też o coś innego na naczynka, boli mnie prawa łydka, prawdopodobnie mam coś z żyłami, ale zostałam zignorowana i niczego innego nie dostałam, a tamtego suplementu diety nie kupię więcej, gdyż nie pomaga, a 30 zł kosztuje… Nie mam kiedy zapisać się do chirurga… Przed egzaminami też nie chcę się męczyć z raną po znamieniu, która piecze, boli, a potem swędzi jak diabli. Muszę się skupić na nauce, a nie na bólu.

Chodzę zakręcona i zmęczona. Jakoś nie mogę się wyspać. Styczeń mi nie sprzyja, jakoś nigdy nie przepadałam za tym miesiącem.

Myślę, że następnym razem wrócę tutaj z czymś ciekawszym i może pozytywniejszym.

Idę się dalej uczyć o rasach, językach świata i o konfliktach zbrojnych w byłej Jugosławii między innymi. Trzymajcie się cieplutko. ;)

Dziwnie

Obejrzałam ,,Still Alice” i ,,W Hongkongu jest już jutro”. Oba mi się podobały. I oba są o miłości. Z tym, że ten pierwszy to o rodzinnej miłości, w którą wplata się bardzo poważna choroba, jaką jest Alzheimer. Drugi film z kolei jest opartą głównie na dialogu historią, która zostaje urwana, niedokończona (może będzie kolejna część?).

Zbliżają się moje urodziny (tak, nie powiem, że nie lubię listopada, bo z racji tego, że na początku tego miesiąca się urodziłam to jestem z nim związana). Mamy czas refleksji i dla mnie dzień urodzin jest takim dniem, w którym się jeszcze bliżej sobie przyglądam i wyciągam pewne wnioski, szykuję jakieś zmiany (niekoniecznie długofalowe). Nie świętuję jakoś specjalnie, nie ma sensu. Kto pamięta o mnie wtedy, to pamięta, jest mi miło, ale poza tym to dzień jak co dzień, tylko trochę bardziej szczególny dla mnie. Kolejny rok doświadczenia na koncie. A może wcale nie…

Ostatnio chyba jestem trochę uciążliwa dla otoczenia. Gdzieś znowu szukam zainteresowania, na swój sposób i oczywiście to nie wychodzi. Otwieram się, a potem dochodzę do wniosku, że lepiej się zamknąć… Znowu próbuję i znowu trafiam na ścianę.

Jednocześnie przestaję się angażować w rzeczy, które sprawiały mi przyjemność. Staję się bardziej niecierpliwa. Nie wiem, co tak naprawdę o tym sądzić. Znowu jakiś dziwny czas.

Miałam napisać o aktywności. Może innym razem…

Dobry czy zły czas?

Pochłonęło mnie…

Zaczytałam się, zaoglądałam (nie ma takiego słowa), zamyślam się i zaczęłam skupiać na tym, co jest tu i teraz oraz na przyszłości.

Kończę ,,Północ i Południe” E. Gaskell, wciągnął mnie serial ,,Jessica Jones” i mecze siatkówki (uwielbiam oglądać tych chłopaków i ich grę), mimo że sama nie potrafiłam nigdy dobrze grać w ,,siatkę”. Wciągnęły mnie spotkania i rozmowy z ludźmi? Nie do końca. Chociaż miło było usłyszeć od taty przyjaciółki, że nadal jestem ładna, i że taka byłam, gdy mnie poznał. A poznał mnie jako nastolatkę, wyglądającą jak napompowany pączek z wypryskami. Moje policzki nadal są pucołowate, ale przyzwyczaiłam się. Także skoro wtedy uznał mnie za ładną i teraz też – biorę to jako komplement. Rodzice koleżanek zazwyczaj mnie lubili/lubią nadal. Kolegów prawie nie miałam, więc to się nie wlicza. ,,Mój uczeń” raz przychodzi, a raz nie, także trochę mnie to nie pociesza. Miałam iść do lekarza ze znamieniem, żeby kiedyś nie usłyszeć diagnozy – czerniak. Jeszcze nie poszłam.

Z drugiej strony straciłam pewną przynależność i zaczęłam myśleć o wcześniej organizowanych projektach na studiach. Brakuje mi tego, choć czasem było dużo nerwów. Od października chyba znowu się zacznie… Też nie mam jeszcze pewności, bo przedłużono rekrutację.

Myślę o ponownym wolontariacie, o pracy, o językach obcych. Napisałam część CV, ale go jeszcze nie dokończyłam.

Zamknęłam się ostatnio na świat. Czegoś mi brakuje i chyba nie do końca wiem czego. Jakieś iskry ekscytacji, poczucia przydatności, poczucia, że nie tylko coś wiem, ale i umiem coś wykonać…?

Szukam odpowiedzi.

Nie jestem chora, nie czuję się źle. Coś robię, nie siedzę bezczynnie, a jednak coś nie gra.

Dobry czy zły czas?

Z pewnością odrobinę dziwny.

Dobrej nocy.

 

L. B.