Trwam tak sobie

Strasznie boli mnie głowa.

A mnie głowa boli rzadko.

Oby to tylko nie było jakieś wstrętne choróbsko…

Jestem bardzo zmęczona. Marzę o 12-tu godzinach nieprzerwanego snu, zamiast użerania się ze światem. No i ze sobą samą też w sumie, bo mój długi jęzor mnie kiedyś zgubi. Mam to po mamie. Zdecydowanie po niej. Co? To że czasem coś chlapnę zupełnie niepotrzebnie i potem się nad tym zastanawiam, po co ja to powiedziałam? Mogłam nie mówić. Ale mleko już rozlane i można się tylko martwić o ewentualne skutki, które przyniesie przyszłość.

Ogólnie nie polecam mieć długich jęzorów, bo są zgubne.

Nie wiem, czy wspominałam, ale niepotrzebnie się pożegnałam z ludźmi z pracy. Jeszcze tam pracuję, tylko że na weekendy. Chociaż kto wie, ile to znowu potrwa? Ale postanowiłam, że drugi raz się żegnać nie będę. Po prostu odejdę i pójdę swoją ścieżką.

To tak krótko, bo ostatnio naprawdę nie mam czasu na nic, albo ochoty.

Czasem się wyłączam i po prostu przestaję myśleć o wszystkim. Albo mam ochotę coś napisać, ale się rozmyślam.

Ściskam!

Zadzwoniła…

Zadzwoniła na domowy.

Odebrałam.

Przedstawiła się tak szybko, że nie zdoła się zapamiętać i od razu przeszła do rzeczy.

A rzecz nazywała się – PIENIĄDZE.

Dla chorej dziewczynki, która w każdej chwili może umrzeć.

To nie pierwszy taki telefon. Ale tym razem postanowiłam się dowiedzieć czegoś więcej o rzekomej fundacji zbierającej pieniądze na leczenie i ratowanie życia chorych dzieci. Zapytałam o nazwę fundacji, czy mają stronę internetową to bym sobie poczytała. Żadnego podawania adresu, jak chciała, bo przyślą list i dane tego dziecka, dla którego organizowana jest zbiórka. Oczywiście, dostałam adres, zostałam poinformowana, że fundacja jest wpisana do KRS i co mam zrobić, by wspomóc chorą dziewczynkę, czyli dokonać przelewu na co najmniej 40 zł.

Mimo moich tłumaczeń, że jak sobie poczytać o tej fundacji i uznam, że jest ok i chcę pomóc, pani ciągle dopytywała, czy zapłacę. Wręcz oczekiwała potwierdzenia, że to zrobię, wyrażając wielką wdzięczność i grając na moim współczuciu.

Manipulacja ewidentna.

I tak postępują fundacje?

Od niedawna w ogóle spotkałam się z tym, że fundacje wydzwaniają po domach, prosząc o dokonywanie wpłat. Zwykle się reklamują w telewizji, w Internecie można przecież znaleźć spisy fundacji, czy tam w gazetach lub osoby stoją z puszkami, do których można wrzucać pieniądze.

Źle mi pachnie to dzwonienie.

Z innej beczki: W lokalnej gazecie opisano zdarzenie. Kobieta siedzi w swoim mieszkaniu w bloku, nie pamiętam, na którym piętrze. Robi kawę w kuchni. Słyszy domofon, ale z nikim się nie umawiała to nie otwiera. Listonosza też się nie spodziewała, uściślając. Nagle słyszy grzebanie przy zamku w drzwiach. Jakieś skrobanie, szuranie itp. Podchodzi do drzwi, myśląc że to wiatr, że ktoś nie zamknął drzwi od klatki schodowej. Ale zagląda przez wizjer i co? Widzi dwóch facetów. W biały dzień próbowali włamać się do jej mieszkania.

10 km ode mnie w gminnej miejscowości wysadzono bankomat jakiś tydzień temu.

Podczas remontów dróg w mieście, w którym pracuję odnajdują się trupy.

Inny sposób oszustwa, jaki się pojawił to na pracownika OPS-u.

A na koniec wyrażam wolę zostania niedźwiedziem.

Bo jakbym nim była, to bym przespała to wszystko, co się dzieje. Miała czysty umysł, nie zadręczała się i spała, spała, spała, a teraz spać chce mi się ciągle. Obudziłabym się wiosną, na nowo odkrywała świat i byłoby fajnie.

Spowiedź Człowieka Zmęczonego

Położyłam się i chciałam zasnąć. Ale nie mogę.

Przejęłam się swoim pierwszym dniem w pracy, zwłaszcza, że strzeliłam gafy i nie do końca jeszcze orientuję się w towarze.

Ten, kto stwierdził, że początki zawsze są trudne, nawet nie zdawał sobie sprawy, jak trafne jest to zdanie. Bez względu na to, czy to początek w nowej szkole, w nowym miejscu zamieszkania, na studiach, czy w pracy. Na początku nie jest łatwo.

Praca z ludźmi nie należy do łatwych. A pod względem wykształcenia też się na taką zdecydowałam… Nie wiem, czy to był dobry wybór, ale już idę w tą stronę. Na razie mnie to nie czyni nieszczęśliwą. Jestem ciekawa.

Szczególnie, gdy mierzymy się z lękiem wobec nich – ludzi, o którym nie rozpowiada się na prawo i lewo.

Dawno nie zagłębiałam się w siebie. Jakkolwiek to brzmi. Żyłam w swojej bezpiecznej bańce, ukrywając swoje uczucia i myśli. Nawet przed samą sobą.

Otoczona fioletowymi ścianami, otulona fioletowym kocem, z ustawionymi na parapecie zdjęciami w ramkach i tymi powieszonymi na ścianie, z koszykami kosmetyków i z półką, na której gromadzę książki i na której stoją dawniej zbierane przeze mnie figurki aniołów, słoni i innych postaci. Tu mi najlepiej. W moim pokoju. Jeśli po tym, jakie rzeczy znajdują się w czyimś pokoju można określić, jaki jest jego mieszkaniec, to raczej wychodzę na słodką czekoladkę niż na kobietę z charakterem. Ale co tam, czekoladki się lubi, co nie? ;) Poprzez dodanie paru akcentów może to być czekolada z chili i wtedy to by bardziej pasowało.

Odnosiłam sukcesy w nauce i to mnie budowało.

Opuszczałam tą swoją bańkę, gdy musiałam. Rzecz oczywista. A teraz muszę robić to coraz częściej. I nie wiem, czy podołam…. Lecz co by nie było, to byle nie mieć pretensji do siebie, że się nie starało.

A ja się starałam w wielu sprawach i działaniach. Jeśli coś nie wyszło, to nie wyszło i z tego zrezygnowałam.

Może niepotrzebnie, może zbyt szybko, to już nieważne i nie warto do tego wracać.

Może teraz zasnę.

Oda do Snu

O Śnie, mój tak wielce potrzebny,

Czemu nie mogę Cię zaznać?

Czemu przyjść nie chcesz,

Kiedy tak bardzo Cię pragnę?

Dlaczego tak niechętny jesteś?

A gdy już nadchodzisz,

Gdy czule obejmujesz, kołyszesz w swoich ramionach -

- Nie ma nic słodszego.

I nie chcę, by zazdrosny, nie znający litości Budzik nas rozdzielał.

I nie chcę byś się kończył,

Kiedy pokazujesz mi obrazy nie-z-rzeczywistości.

Jesteś potrzebny jak powietrze,

Jak woda i pożywienie.

O Śnie, mój przyjemny, niech nas nikt nie rozdziela

Choć tej jednej nocy.

 

Proszę wybaczyć powyższe grafomaństwo, ale tak to jest, jak cały dzień człowiek ziewa, bo nie może się wyspać.

Wniosek o sen

Zasypiałam. Moja głowa wtopiona w poduszkę robiła się ciężka, ciało zakopane pod kołdrą, wreszcie ułożone w wygodnej pozycji, a jednak świadomość jeszcze wędrowała na granicach otaczającej mnie rzeczywistości przez szczekanie psów. Ujadały, jakby pożar miał strawić całą wioskę.

Nagle zapadła cisza. Odpłynęłam…, żeby za chwilę (w moim odczuciu) światło zalało pokój. Usłyszałam kilkukrotnie powtórzone swoje imię.

Otworzyłam oczy. Zaspana próbowałam dojść do tego, co się stało.

- Wstań – dotarło do moich uszu. – Dzwonił G. Musisz po niego jechać.

Chwyciłam za telefon, aby sprawdzić która była godzina. Na ekranie zobaczyłam 00.23, co znaczyło, że spałam naprawdę niewiele.

Jeszcze lekko zamroczona wstałam i zaczęłam się ubierać, gdy siostra z paniką w głosie oznajmiła mi, że pomyliła terminy i jutro, a nie pojutrze ma egzamin. Patrzyłam na nią dłuższą chwilę, bo coś mi nie pasowało. Miała mieć egzamin w czwartek, a mi w czwartek ściągają szwy i wcale się na to jeszcze nie szykowałam. Byłam pewna, że mam jeszcze jeden dzień czekania. Wtedy przypomniałam sobie, jaką ujrzałam godzinę na ekranie telefonu. Po północy, czyli mieliśmy nowy dzień. Nie omieszkałam o tym powiedzieć i emocje opadały.

To jednak nie był koniec nocnych rewelacji, bo zaraz przyszła znowu M. i poinformowała mnie, że jednak nie muszę nigdzie jechać. A już byłam prawie gotowa. Ręce mi opadły. Zaczęłam z powrotem ściągać z siebie ubrania i szybko wskoczyłam do ciepłego łóżka, pragnąc jak najszybciej zasnąć i żeby nikt więcej mnie nie budził.

Moje życzenie się nie spełniło, bo obiecałam wcześniej T., że go podwiozę do pracy ze względu na paskudną pogodę. I tak o 7.30 ponownie zwlokłam się z łóżka.

Jaki z tego wniosek?

Trzeba było nie oglądać do późna filmu, pt. ,,Pasażerowie”, tylko iść wcześniej spać. ;D