Najlepsze uczucie na świecie

Dla odmiany.

Gdy spotykasz dawno niewidzianego przyjaciela/przyjaciółkę, z którym/którą pozostajesz w dobrych kontaktach.

Gdy po całym dniu kładziesz się do łóżka, bierzesz do ręki książkę i zaczynasz czytać albo włączasz dobry film, wsiąkając w wymyślony świat.

Gdy słońce przyjemnie ogrzewa Twoją twarz.

Gdy idziesz na babski wieczór, gdzie facetom wstęp wzbroniony i rozmawiacie o wszystkim do samego rana.

Gdy wkładasz do ust kostkę ulubionej czekolady, słuchając przy tym muzyki.

Gdy osiągasz sukces i Twoja praca zostaje doceniona.

Gdy otacza Cię Twój ulubiony zapach, wywołujące u ciebie dobre skojarzenia.

Gdy zasypiasz i masz sen tak przyjemny, że nie chcesz, aby się skończył.

Gdy wiesz, że w danej chwili możesz sobie pozwolić na słodkie lenistwo.

Gdy nadchodzi wieczór skąpany w księżycowej poświacie i zdajesz sobie sprawę, że możesz go oglądać. Możesz stać w tym miejscu, w danym czasie i patrzeć na to piękno.

Gdy prowadzisz niesamowicie pochłaniającą i ciekawą rozmowę z dobrym rozmówcą.

Gdy doświadczasz ludzkiej życzliwości i otrzymujesz wsparcie, uświadamiając sobie, że nie jesteś sam/sama.

Gdy kot przymila się do Ciebie, wskakując na kolana lub ocierając się o Twoje nogi. Gdy głaszczesz go, a on sobie zwyczajnie mruczy.

Gdy akt odwagi się opłacił.

Gdy zawaliłaś/łeś sprawę, ale Ci się upiekło….

(No właśnie, już tyle razy, jadąc samochodem miałam niebezpieczną sytuację i na szczęście nic się nie stało. Wczoraj przy wyprzedzaniu autobusu – w odpowiednim miejscu – nagle mi z naprzeciwka wyjechał samochód i znalazłam się pomiędzy młotem a kowadłem, bo znajdowałam się na równi z autobusem, a ten z naprzeciwka po prostu jechał wprost na mnie. A dzisiaj uderzyłam podwoziem w dużą bryłę ziemi, która leżała na ulicy, po drugiej stronie ulicy za to znajdowała się wielka dziura… A za mną jeszcze jechał dostawczak…)

Coś się ostatnio dzieje i nie wiem jeszcze co…

Najgorsze uczucie na świecie

Kiedy Twój świat wali się w posadach. Jedna cegiełka po drugiej kruszą się na drobne kawałki. Takie, że wydaje Ci, iż nie będziesz w stanie ich posklejać, a cała reszta świata trwa dalej, jak gdyby nigdy nic. Ludzie śmieją się, opowiadają sobie różne historie, piją kawę, jedzą obiad, podczas gdy Ty płaczesz i czujesz się tak niesamowicie bezsilny/na, kiedy rozdziera Cię od środka, oni sobie żartują, żyją swoim życiem.

Kiedy chcesz pomóc komuś z całych sił, ale nie możesz. Jesteś bezradny/na. Są chęci, lecz nie można zadziałać, np. bo dzieli Was spora odległość.

Kiedy byłaś/łeś związana z czymś przez 8 lat i nagle to się kończy, bo tak już jest, że wszystko się kiedyś skończy. Normalny przebieg, taki los, a jednak jest Ci przykro, smutno, bo to Ci towarzyszyło, bo stało się częścią Twojego życia, wywarło na Ciebie wpływ. Bo to podziwiałaś/łeś.

Kiedy bliska osoba zawiedzie Twoje zaufanie. Albo kiedy np. kupisz sobie tabletki w aptece, a po przyjściu do domu odkryjesz, że opakowanie jest puste, jak mi się to dzisiaj zdarzyło…

Kiedy wiesz, że nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko odpuścić i się poddać.

Kiedy siedzisz przed obcym człowiekiem i wiesz, że on Cię ocenia.

Kiedy stoisz na środku przed tłumem ludzi i czujesz się sparaliżowany/na, nie możesz wydusić z siebie słowa, a oni patrzą i czekają.

Kiedy przekręcasz klucz w zamku do swojego mieszkania, przekraczasz próg i nie ma tam nikogo, kto mógłby Cię przytulić, gdyż miałaś/łeś naprawdę paskudny dzień.

Kiedy wiesz, że zawaliłeś/łaś na maksa, że ponosisz za coś winę i musisz wymyślić jak to naprawić, bo poczucie winy zżera Cię od środka, ponieważ drugiej stronie należy się jakaś rekompensata.

Uczucia nienazwane. Do końca niezdefiniowane. Przytłaczające.

Najgorsze na świecie.

W sklepie na wyprzedaży

Budki telefoniczne poznikały z ulic, tak jak sprzedawcy wody sodowej z sokiem.

Ptaki odlatują na zimę, by powrócić wiosną.

A niektórzy ludzie pozostają … tym, kim pozostają.

skl

Na każdej wiosce jest co najmniej jeden sklep. (W dużym uproszczeniu, bo znam wioski, gdzie sklepu nie ma). W mieście – niezliczona ilość.

Sklepowe witryny aż krzyczą: ZAPRASZAMY! ZAPRASZAMY! ZAPRASZAMY!

Półki sklepowe są wypełnione różnorodnymi produktami: chleb, masło, napoje, piwo, czekolada, ciastka, cukierki, warzywa, owoce… Co zechcesz. Lecz za każdym razem, gdy tam trafisz to:

Nie kupisz miłości, uczciwości, szczerości. Nie kupisz spełnienia marzeń. Nie kupisz prawdy o czymś. Nie kupisz umiejętności. Je trzeba nabyć, nauczyć się.

Tabletek na długotrwałe szczęście i nieśmiertelność nie sprzedają.

Na wystawach nie wystawiają tabliczek z promocją na przyjaciela. Ani na środek, dzięki któremu pozbędziesz się wyrzutów sumienia.

Nie ma butelek wypełnionych zaufaniem, które można wypić jak wodę. Nie ma paczek pewności siebie, które można zajadać jak orzeszki ziemne.

Nie ma puszek, z których po otwarciu wyleci DOBRO.

To wszystko trzeba mieć w sobie i pielęgnować. Podtrzymywać, żeby nie zgasło jak ogień.

Nie można sprzedać: wścibstwa, fałszu, obłudy, kłamstw, zranienia, chytrości, głupoty i zła.

Nad tym samemu trzeba popracować. Zniwelować, wykluczyć, odtrącić. Samemu/samej.

Czasem trafia się taki dzień, w którym przypominam sobie za co nie lubię ludzi. I dlaczego wolałabym zostać w domu, zaszyć się w swoim pokoju i z niego nie wyjść przez długi czas.

Słońce coraz szybciej chowa się za horyzontem. Obserwuję jak zachodzi na pomarańczowo, jak jeszcze te ostatnie promienie słoneczne obejmują pola kukurydzy i jak jeszcze muskają łagodnie moją twarz. Myślę sobie: pewnych cech i pewnych rzeczy nie zmienisz. Nawet nie próbuj! Poślij im pobłażliwe spojrzenie i uśmiechnij się do siebie albo do kogoś, kogo lubisz. Bo to przecież wcale nie był zły DZIEŃ, lecz taki, który więcej się nie powtórzy, a ludzie są ludźmi. Taka ich (czyli Twoja też) natura. I nie ma się co denerwować.

 

L. B.