Nie mów do mnie o miłości

,, Niedługo kupię dużo książek i będę je czytać. Wieczorami pójdę sobie do kina, a nocami będę słuchał deszczu spadającego na miasto. I tak będzie aż do wiosny. I aż do wiosny nie będę do nikogo mówił o miłości.” – pisał Marek Hłasko.

castles-616573_960_720

(Obrazek z Pixabay.com)

Znowu trochę poprzynudzam.

Wiosna nadeszła, choć wcale na to nie wygląda, bo za oknem zimno, pada deszcz i wieje wiatr. Panuje ponura aura, ludzie siedzą zamknięci w swoich domach, zamiast jeść lody na mieście i spacerować, wystawiając twarz do słońca.

Nie ukrywam, że miłość jest dla mnie drażliwym tematem. Mało o niej mówię. Nie chcę o niej mówić, pod jakąkolwiek postacią by się nie ujawniała. Trochę wstydzę się o niej mówić. Ani razu nie byłam w związku… Nie żebym nie miała szansy, bo pojawiło się kilka. Odrzuciłam je. Nie chcę tego tłumaczyć.

Ale przeczytałam właśnie pewien artykuł. O miłości, oczywiście. Jego autorka wyróżniła trzy jej rodzaje, mając na myśli to w kim się zakochujemy: Pierwszą Miłość, Drugą Miłość, zwaną Trudną Miłością oraz Trzecią Miłość, której się nie spodziewamy.

Analizując  swoje stany zakochania pod kątem tego tekstu, doszłam do wniosku, że te dwie pierwsze mam już za sobą, a Trzecią przed. ;D

Pierwsza miałaby się charakteryzować tym, że idealizujemy tą osobę, którą jesteśmy oczarowani. Liczymy, że będzie tym jedynym/jedyną, na zawsze. Druga przynosi ból, sprawia że robimy głupie rzeczy, byle tylko być z tym człowiekiem, na jakim nam zależy, nie widząc tego, że być może wcale do siebie nie pasujemy. A Trzecia, ta akurat nas zaskakuje, jest niespodziewana i to jest chyba właśnie ta odpowiednia, prawdziwa, bo partner po prostu nam pasuje, ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. ;)

A dzisiaj za kupienie książki dostałam takiego oto kwiatka:

20170422_161128 — kopia Śmiałam się, że normalnie nie dostaję, to chociaż w sklepie mi dali. ;D

Najgorsze uczucie na świecie

Kiedy Twój świat wali się w posadach. Jedna cegiełka po drugiej kruszą się na drobne kawałki. Takie, że wydaje Ci, iż nie będziesz w stanie ich posklejać, a cała reszta świata trwa dalej, jak gdyby nigdy nic. Ludzie śmieją się, opowiadają sobie różne historie, piją kawę, jedzą obiad, podczas gdy Ty płaczesz i czujesz się tak niesamowicie bezsilny/na, kiedy rozdziera Cię od środka, oni sobie żartują, żyją swoim życiem.

Kiedy chcesz pomóc komuś z całych sił, ale nie możesz. Jesteś bezradny/na. Są chęci, lecz nie można zadziałać, np. bo dzieli Was spora odległość.

Kiedy byłaś/łeś związana z czymś przez 8 lat i nagle to się kończy, bo tak już jest, że wszystko się kiedyś skończy. Normalny przebieg, taki los, a jednak jest Ci przykro, smutno, bo to Ci towarzyszyło, bo stało się częścią Twojego życia, wywarło na Ciebie wpływ. Bo to podziwiałaś/łeś.

Kiedy bliska osoba zawiedzie Twoje zaufanie. Albo kiedy np. kupisz sobie tabletki w aptece, a po przyjściu do domu odkryjesz, że opakowanie jest puste, jak mi się to dzisiaj zdarzyło…

Kiedy wiesz, że nie ma innego wyjścia z sytuacji, jak tylko odpuścić i się poddać.

Kiedy siedzisz przed obcym człowiekiem i wiesz, że on Cię ocenia.

Kiedy stoisz na środku przed tłumem ludzi i czujesz się sparaliżowany/na, nie możesz wydusić z siebie słowa, a oni patrzą i czekają.

Kiedy przekręcasz klucz w zamku do swojego mieszkania, przekraczasz próg i nie ma tam nikogo, kto mógłby Cię przytulić, gdyż miałaś/łeś naprawdę paskudny dzień.

Kiedy wiesz, że zawaliłeś/łaś na maksa, że ponosisz za coś winę i musisz wymyślić jak to naprawić, bo poczucie winy zżera Cię od środka, ponieważ drugiej stronie należy się jakaś rekompensata.

Uczucia nienazwane. Do końca niezdefiniowane. Przytłaczające.

Najgorsze na świecie.

Z sieci: Muzyka

 

,,Nawet jeśli zgasną światła
Nawet w letnim deszczu
Nawet jeśli słońce wzejdzie
Będziemy tańczyć
Będziemy
Nawet jeśli światła zgasną
Nawet jeśli droga jest długa
Nawet jeśli serce jest złamane
Oh, będziemy tańczyć
Będziemy tańczyć” !!!

(Tłumaczenie z tekstowo.pl)

Tak w ostatnich chwilach weekendu, przed poniedziałkiem, przed kolejnymi sprawami do załatwienia. Po kąpieli, czas na dalszy relaks przy odkrytej dzisiaj piosence! Trochę szaleństwa? ;D

Film: Ostatnia miłość na Ziemi

,,Ostatnia miłość na Ziemi” to jeden z ciekawszych filmów, jakie niedawno obejrzałam. W rolach głównych występują Ewan McGregor i Eva Green (bardzo polubiłam ostatnio tę aktorkę. Nawet nie podejrzewałabym, że jest Francuzką). Za reżyserię odpowiada David Mackenzie. Premiera miała miejsce w 2011 roku. Czas trwania to 1 godzina 28 minut.

indeks(Kadr z filmu. Źródło: Google Grafika,https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/lcxktkpTURBXy9jNjVhMDUyNjQ0ODg4MzY5YWI4Zjc3NTEyNGY4ZTgxMC5qcGeSlQMAHM0FeM0DE5MFzQMgzQHC )

Film przedstawia historię miłości Susan, będącej epidemiologiem i Michaela, który pracuje jako szef kuchni w restauracji. To romans wpleciony w tajemniczą chorobę, odbierającą ludziom zmysły. Pierwszym objawem jest poczucie ogromnego smutku, ustępujące po jakimś czasie. Potem odchodzi węch, smak, słuch i na końcu wzrok. Przy każdej utracie danego zmysłu ludziom towarzyszą różne zachowania i emocje. Przykładowo: gniew, wściekłość, napady głodu, podczas których ludzie są w stanie zjeść dosłownie wszystko, co tylko wpadnie im w ręce (m. in. szminkę, kwiaty, surowe ryby z nieodciętą głową), oszołomienie, mówienie jak obłąkani. Oczywiście poszukiwano lekarstwa, by temu zapobiec. Bezskutecznie. A życie musi toczyć się dalej, choć nie jest łatwo.

I w tym wszystkim miłość, nie tylko do mężczyzny, ale też siostrzana, do rodziny, przyjaciół. Myślę, że jest to film z przesłaniem, mający pokazać, że czasem zapominamy o bliskości, o tym, żeby docenić drugą osobę, żeby komuś wybaczyć, aby pogodzić się z przeszłością i korzystać z tego, co nam dano. Pokazuje różne oblicza ludzi, naturę człowieka, który czasem kieruje się instynktami.

To film utrzymany w klimacie lekko apokaliptycznym, jest w nim też dramat. W dziesięciostopniowej skali dałabym mu mocne 8, bo jednak nie podobały mi się pewne kwestie. Jednak ogólnie jest interesujący i polecam.

Rowerem o zachodzie słońca

Kilka dni temu …

Najpierw słuchałam muzyki, ale znudziło mi się. Pokręciłam się trochę z miejsca na inne miejsce. W końcu zdecydowałam się iść na spacer. Ale nie było chętnych, a sama nie chciałam iść, żeby mnie jacyś cwaniaccy erotomani nie zaczepili. Wzięłam więc rower, który stał pod płotem, wsiadłam i pojechałam przed siebie. Na początku jechałam trochę niepewnie, bo z rok nie siedziałam na rowerze, ale potem się rozpędziłam i poszło.

Widziałam jak na pomarańczowo zachodzi słońce i że pojawił się blady sierp księżyca. Niebo miało cudowną barwę. Chmury przecinał samolot, pozostawiając po sobie smugę dymu. Powietrze pachniało skoszonym zbożem. Było chłodno. Miałam na sobie tylko niebieską koszulkę na krótki rękaw i czarne spodenki. Ale jechałam dalej, czując jakąś nagłą tęsknotę. Nie wiem nawet za czym.

Wróciłam do domu, nałożyłam cienki sweter i wzięłam kubek z herbatą, po czym zaczęłam pisać.

Lubię wieczory. To moja ulubiona pora dnia. Sprzyjają rozmyślaniom. Wszystko, co miało zostać obowiązkowo zrobione, już zostało wykonane. Można robić coś mniej istotnego, mieć spokój, a potem iść do łóżka, zakopać się pod kołdrą i smacznie spać.

115

(Zdjęcie pochodzi z Google Grafika)