Nowy miesiąc, Stara ja

Poszłam się przewietrzyć, wróciłam i postanowiłam, że jednak coś napiszę. Przy czym ,,coś” jest słowem kluczowym, ponieważ ostatnio przymierzałam się kilka razy do pisania i wszystko, co się pojawiło ostatecznie zostało skasowane.

Powietrze pachniało trawą i taką świeżością, że aż się chciało nim oddychać. W pobliżu domów wyczuwało się domieszkę dymu wylatującego z kominów, co świadczy o tym, że ludzie palą w piecach, bo nadal jest zimno,

Życie codzienne stanowi dla mnie inspirację, co zresztą tu widać, ale ostatnio opuściła mnie wena.

Tydzień temu weszłam z siostrą do drogerii. Nie pamiętam po co. Chyba po podkład, a kupiłam krem. Chyba tak to było. Stojąc przy danym stoisku i przeglądając kosmetyki usłyszałam jak mężczyzna mówi do dziecka pouczającym tonem:

- Odłóż to. To dla dzidzi, a ty już nie jesteś dzidzią.

Odwróciłam się w ich kierunku i uśmiechnęłam się szeroko, podczas gdy mężczyzna pomógł synowi odłożyć produkt, który wziął do rączki na półkę.

Rozśmieszyło mnie to, bo wyobraźcie sobie postawnego faceta metr 90 o blond czuprynie i małego chłopca, który nawet metra nie ma oraz takie słowa. No buzia sama się uśmiecha przecież i trudno się powstrzymać.

Początek majówki wcale nie jest dla mnie jakiś przełomowy. Chciałam pojechać na koncert, ale samochód stoi do połowy rozebrany, gdyż trzeba dokonać w nim pewnych napraw przed przeglądem. Poza tym siostra mnie wystawiła. Mogłabym pojechać sama, gdybym miałam czym albo na ostatnią chwilę jeszcze z kimś się umówić, choć tego nie lubię, bo to tak jakby ,,nie udało ci się z nią, to mnie zapraszasz”.

Mamy nowy miesiąc, ale nic się nie zmieniło. To dalej ja. Ta sama ja. Nie robię żadnych postanowień. Uznałam, że jednak nie są dla mnie. No może poza takim, że chyba zacznę stawiać na ,,co ma być, to będzie”. U innych się sprawdza, może u mnie też się sprawdzi.

Przyszedł maj, a jak maj to koniecznie ta piosenka musi się pojawić:

Miło

Jak może skorzystać singielka na Walentynkach?

A no może pójść do sklepu po bluzkę.

Wczoraj właśnie byłam na zakupach i w jednym ze sklepów spotkała mnie miła niespodzianka.

Wzięłam bluzkę, która mi się spodobała do przymierzalni. Pasowała, no to mówię: idę do kasy. A pani do mnie, że z okazji Walentynek mają promocję – 14%. – 14, nie -15 ;D. To pozytywnie zaskoczona powiedziałam: O skorzystałam, chociaż tyle, bo z Walentynek nie korzystam. Na co pani się uśmiechnęła i powiedziała, że ona też nie. Oo, i tak jakoś od razu lepiej się zrobiło, mogło smutniej.

A dzisiaj na stacji benzynowej obsługiwał mnie młody mężczyzna i nawet życzył mi miłego dnia. Byłam lekko zdziwiona. A to mi się podoba, poczułam się fajnie, po prostu fajnie, tak bym się chciała czuć w obecności facetów. Temu daję like’a. ;)

Wczoraj miałam okazję przypomnieć sobie, jak wygląda internetowy podryw, no i wolę jednak o tym nie pamiętać. Szczegółów przytaczać nie będę, bo to samo co zwykle, czyli szkoda gadać.

Spokój

Spokój to takie cudowne słowo.

Ostatnio narzekałam na lekką nudę. A teraz jest jedź tu, jedź tam, załatw to i tamto i uch, też mi się to nie podobało. Ale! Pomyślałam sobie: zaraz, poczekaj, podejdź do tego spokojnie i będzie dobrze, jak siedziałaś i nudziłaś się w domu to też nie było fajne. Kilka głębszych oddechów później, przekonałam się, że tak właśnie się postaram zrobić. Bo to przecież taki czas, zamieszania i załatwiania wszystkiego, czego jeszcze się nie zrobiło, zanim wszystko pozamykają na całe dwa, trzy dni. W tym roku święta przypadły na weekend, więc dla niektórych i tak nie ma tragedii.

Staram się ostatnio być zajęta: sprzątam, czytam, oglądam, przygotowuję materiały na zaliczenie sesji, zaczęłam ćwiczyć. Przydałoby mi się jakieś zajęcie na stałe. Bo jak jest się zajętym, to nie myśli się o przykrych rzeczach, o problemach, o tym, że trzeba zapomnieć o osobie, która siedzi w naszej głowie, która tam zamieszkała i nie chce się wyprowadzić, a eksmisja nie wchodzi w grę. Taki sposób na odkochanie po etapie wypłakiwania sobie oczu.

I na koniec wierszyk:

Gdy już znajdziesz gwiazdkę na niebie
spojrzyj na nią i pomyśl życzenie.
Potem pobiegnij do domu, do bliskich
zjecie kolację, rozpakujecie prezenty
będziecie się cieszyć i wyrażać słowa podzięki.
Zielona choinka będzie pachniała
a z głośników wesoła kolęda będzie grała.
Nie myśl o troskach, nie myśl o tym co ,,musisz”
Uśmiechaj się i pamiętaj, że w chwilach smutku ma kto Cię przytulić!

SPOKOJNYCH, POGODNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT ORAZ DUŻO SZCZĘŚCIA W 2017 ROKU, Kochani! ;)

Tamtego dnia…

Shake smakował mocną czekoladą i był tak przyjemnie zimny, że chciałam, by się nie kończył. Na zewnątrz żar lał się z nieba, choć wcześniej można było się tego nie spodziewać, a do tego lokalu weszłam pierwszy raz, choć mijałam go dziesięciokrotnie. Unikam takich miejsc.

Ściągnęłam koszulę, odsłoniłam ramiona, nikt nie patrzył i poczułam, że mogę odsłaniać swoje ciało.

Tamtego dnia znowu przypomniałam sobie jak nie lubię centrów handlowych, gdzie tłumy ludzi jeżdżą schodami na dół i na górę i wyglądają jak takie stadka owieczek i baranków, gdyby przyjrzeć się z daleka, gdzie są piękne wystawy i gdzie jedne panie siedzą znudzone na wysokim stołku, a drugie mają ręce pełne roboty (co ciekawsze to głównie młode dziewczyny, takie po 20-tce), to miejsce gdzie co najmniej bez stówy w kieszeni czy portfelu się nie wchodzi. Przestałam lubić robienie zakupów.

Tamtego dnia znowu autobus się spóźnił i kierowca był niemiły, nic nowego.

Tamtego dnia ucięłam sobie pogawędkę z 53-letnią panią, która opiekowała się starszym panem w Niemczech. Opowiedziała parę zabawnych historii. Pomyślałam, że chciałabym mieć taką gadkę jak ona i tak rzucać ciętymi ripostami, a nie dopiero po fakcie wymyślić, co mogłam powiedzieć.

Tamtego dnia…

Nie zakochałam się.

Myślałam o tym, jak bardzo mi się nie chce i jak bolą mnie nogi. Nabawiłam się odcisków.

Nie tańczyłam w deszczu. Za to przeszłam obok kataryniarza i staruszka brzdękającego na skrzypcach.

Nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego, ale czułam, że żyję.

Tamtego dnia to po prostu był zwykły wypad na miasto.

L. B.