Biedne życie

Emerytura dawniej była nazywana rentą starczą. Jest świadczeniem pieniężnym, które ma  służyć jako zabezpieczenie bytu na starsze lata dla osób w odpowiednim do tego wieku.

Polski system emerytalny oparty jest na trzech filarach:

  • I filar – oparty na Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który zarządzany jest przez ZUS,
  • II filar – opiera się na otwartym funduszu emerytalnym (OFE),
  • III filar – oparty został na indywidualnym koncie emerytalnym (IKE), indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) i pracowniczy program emerytalny (PPE).

I filar jest obowiązkowy. II i III filar są dobrowolne. III filar połączony jest z ulgami podatkowymi z tytułu odkładanych w nim środków.

Na stronie buisnesspl.com można przeczytać, że w marcu 2016 roku średnia wysokość emerytury w 2016 r. wynosiła 2049,15 zł. Mężczyźni otrzymują przeciętnie o ponad 800 zł więcej niż kobiety. Średnia emerytura wypłacana mężczyznom to 2525,67 zł, kobietom – 1722,09 zł. Emeryci w Polsce najczęściej dostają świadczenia emerytalne, które wynoszą od 1600 do 1800 zł. Emerytura mężczyzn zwykle wynosi od 2000 do 2200 zł, podczas gdy kobietom najczęściej wypłaca się 1400-1600 zł.

Do sklepu, w którym pracuję przyszła dzisiaj pewna starsza pani ubrana w ciemnozielony komplet składający się z bluzki i spódnicy. Wieku nie jestem w stanie określić. Na pewno po 60-tce. W rękach trzymała średniej wielkości czarną torebkę, a siwiuteńkie włosy miała związane z tyłu w kucyk. Przychodzi tam wiele starszych pań i panów. Dlaczego akurat ona zasługuje na to, by o niej opowiedzieć? Opisuję poniżej.

Byłam tylko ja i ona.

Pani przeglądała programy telewizyjne. Stałam sobie za ladą, nie przeszkadzając jej i czekając aż się zdecyduję na jakiś. W końcu zapytała, który z nich jest najtańszy i na ile dni obowiązuje. Chodziło o to, czy jest na dwa tygodnie, czy na jeden. Pani chciała, żeby był na dwa. W związku z tym pokazałam jej, który jest na dwa tygodnie i podałam jego cenę, a potem jeszcze pokazałam tańszy o 30 gr na tydzień i inne za 1,99 zł. Wszystkie moim zdaniem w niewysokiej cenie. Jakże to mylne stwierdzenie.

Starsza kobieta zastanawiała się jeszcze kilka dłuższych chwil, który program wybrać: czy ten na dwa tygodnie, czy tańszy na tydzień. W końcu zdecydowała się na ten pierwszy.

Zaczęło się przeszukiwanie torebki w poszukiwaniu pieniędzy. Nagle pani wypaliła, że ona tak strasznie mało zarabia, ledwo starcza jej na życie i czasem nawet na gazetę nie może sobie pozwolić i nie wie, czy tej tutaj też nie będzie musiała zostawić. Dodała też, że ludzie się czasem z niej śmieją, jak mówi, ile zarabia. Widać było, że chce ten program, że go potrzebuje. Ja to sprawdzam sobie, co będzie w telewizji w Internecie albo w Telegazecie, ale zachowałam to dla siebie.

Pani gmera w torebce, szuka i nie może znaleźć. Ze łzami w oczach mi mówi, że ma syna, ale nie chce od niego pomocy. Ma swój honor.

Zaproponowałam, że skoro nie może znaleźć tych pieniędzy to ja jej ze swoich zapłacę za tą gazetę. Szkoda mi się strasznie tej kobiety zrobiło. Tym bardziej, że zapytałam, czy może ktoś inny z rodziny może jej pomóc i oznajmiła, że oni mają swoje problemy, a ona sama mieszka.  1,60 zł to nieduża kwota, nie zbiednieję.

Kobieta odeszła na bok i jeszcze raz przeszukała torebkę. Wyciągnęła pudełko na okulary, w którym trzymała pieniądze i podała mi 5 zł, dziękując za dobre serce. Pożegnałam ją z uśmiechem, mówiąc żeby nie płakała. Mogłam ją poinformować, że skoro nie chce pomocy od rodziny, to może udać się chociażby do Ośrodka Pomocy Społecznej, ale podarowałam to sobie, przypominając sobie jej słowa: ,,Jestem dziad, ale honorowy”.

Zarobki w Polsce do zadowalających nie należą. Płaca minimalna w 2016 roku wynosiła 1850 zł brutto. przeliczając na netto daje to: ok. 1355 zł. W 2017 w styczniu miała zostać (nie orientuję się, czy została) podniesiona do 2000 zł brutto, co daje 1459 zł netto. Od 1 stycznia 2017 r. dla pracujących na umowach zlecenia i umowach o świadczenie usług obowiązuje minimalna stawka za godzinę pracy w wysokości 13 złotych brutto.

Niby coś się zmienia, wzrastają wynagrodzenia, ale co z tego skoro wraz z nimi znowu rosną opłaty za prąd, wodę, czynsz, gaz i tak dalej.

Źródło:


https://pl.wikipedia.org/wiki/Emerytura


https://pl.wikipedia.org/wiki/System_emerytalny_w_Polsce


http://businesspl.com/index.php/finanse/18046-srednia-wysokosc-emerytury-w-polsce


http://www.regiopraca.pl/portal/rynek-pracy/wiadomosci/placa-minimalna-w-2017-roku-2000-zl-od-pierwszego-stycznia

Spowiedź Człowieka Zmęczonego

Położyłam się i chciałam zasnąć. Ale nie mogę.

Przejęłam się swoim pierwszym dniem w pracy, zwłaszcza, że strzeliłam gafy i nie do końca jeszcze orientuję się w towarze.

Ten, kto stwierdził, że początki zawsze są trudne, nawet nie zdawał sobie sprawy, jak trafne jest to zdanie. Bez względu na to, czy to początek w nowej szkole, w nowym miejscu zamieszkania, na studiach, czy w pracy. Na początku nie jest łatwo.

Praca z ludźmi nie należy do łatwych. A pod względem wykształcenia też się na taką zdecydowałam… Nie wiem, czy to był dobry wybór, ale już idę w tą stronę. Na razie mnie to nie czyni nieszczęśliwą. Jestem ciekawa.

Szczególnie, gdy mierzymy się z lękiem wobec nich – ludzi, o którym nie rozpowiada się na prawo i lewo.

Dawno nie zagłębiałam się w siebie. Jakkolwiek to brzmi. Żyłam w swojej bezpiecznej bańce, ukrywając swoje uczucia i myśli. Nawet przed samą sobą.

Otoczona fioletowymi ścianami, otulona fioletowym kocem, z ustawionymi na parapecie zdjęciami w ramkach i tymi powieszonymi na ścianie, z koszykami kosmetyków i z półką, na której gromadzę książki i na której stoją dawniej zbierane przeze mnie figurki aniołów, słoni i innych postaci. Tu mi najlepiej. W moim pokoju. Jeśli po tym, jakie rzeczy znajdują się w czyimś pokoju można określić, jaki jest jego mieszkaniec, to raczej wychodzę na słodką czekoladkę niż na kobietę z charakterem. Ale co tam, czekoladki się lubi, co nie? ;) Poprzez dodanie paru akcentów może to być czekolada z chili i wtedy to by bardziej pasowało.

Odnosiłam sukcesy w nauce i to mnie budowało.

Opuszczałam tą swoją bańkę, gdy musiałam. Rzecz oczywista. A teraz muszę robić to coraz częściej. I nie wiem, czy podołam…. Lecz co by nie było, to byle nie mieć pretensji do siebie, że się nie starało.

A ja się starałam w wielu sprawach i działaniach. Jeśli coś nie wyszło, to nie wyszło i z tego zrezygnowałam.

Może niepotrzebnie, może zbyt szybko, to już nieważne i nie warto do tego wracać.

Może teraz zasnę.

Śmiałe wnioski

Czy Polska to umierający pacjent?

Czy istnieją leki na nowotwory i AIDS, tylko koncerny farmaceutyczne nie chcą ich wypuszczać na rynek?

Czy gdyby poprosić jakiegoś matematyka o wyliczenie, kiedy umrze ostatni Polak, podałby dokładny termin?

Czy będziemy jednym z ostatnich pokoleń, które umrze, a te po nas nie, bo znajdą się sposoby na nieśmiertelność?

Pewna osoba w moim otoczeniu ostatnio stwierdziła, że tak.

Czarna to przyszłość.

Mieszkać na wsi

Jakiś czas temu trafiłam w sieci na artykuł o mieszkaniu na wsi. Zainteresował mnie, wiadomo dlaczego.

Jego bohaterka jest młodą kobietą, opowiadającą o tym, że nie zamieniłaby wsi na miasto. Nie ma skończonych studiów, prawa jazdy i ślubu, za to ma blisko do granicy z Ukrainą. Czuje się szczęśliwa w miejscu, w którym jest, mimo braku dostępu do kultury, czy dobrej restauracji. Przez jej miejscowość przepływa rzeka, otaczają ją lasy. Do szkoły dojeżdżała autobusami, co zimą bywa uciążliwe i o czym wspomina. Musiała wcześniej wstawać np. Na organizowane przez znajomych imprezy ktoś zawsze ją podwoził. Pracowała i to wcale nie na polu u rodziców. Docenia wieś za ciszę, spokój, przyrodę i zwierzęta, za dźwięki, których w mieście raczej się nie spotka. A jednak po pewnym czasie przeniosła się do miasteczka określonego przez nią jako ,,prawie wieś”, z którego ma blisko do domu rodzinnego. Czasem się nudzi, ale stara się zorganizować sobie czas. Wieś, w jakiej zamieszkiwała prawie opustoszała, bo młodzi ludzie wyjeżdżają za pracą.

W opozycji powstał jeszcze jeden artykuł z tego cyklu.

Druga z kobiet pisze o tym, że wieś ogranicza i utrudnia życie. Żałuje, że nie mogła wychowywać się w mieście, bo jej rodziców nie było na to stać. Nie cieszyła się z mieszkania na wsi, z tej ciszy i spokoju, które doceniała poprzednia bohaterka. Marzyła o wyprowadzce do dużego miasta, bo na wsi tylko jeden sklep, bo autobusy tylko trzy, brak dostępu do lekarza, brak kina i szkoły. Trzeba było wszędzie dojechać i można zapomnieć o rozwijaniu swoich pasji. A zimą oczywiście trudniej, wstać trzeba wcześniej, a jak drogi nieodśnieżone, no to jest problem. Obecnie, jak pisze, studiuje w wielkim mieście i jest szczęśliwa z tego powodu. Spełnia swoje marzenia i ma te wszystkie udogodnienia, których nie wsi nie miała. Zrobiła prawo jazdy. Uważa, że wieś jest dobra na odpoczynek, ale nie by tam żyć.

A co ja uważam?

Stoję pośrodku. Mieszkałam przez 2,5 roku w mieście, mającym ponad 20000 tys. mieszkańców kiedy nie miałam prawa jazdy. Pochodzę i mieszkam na wsi. I fakt jest taki, że jak mieszkałam w mieście to nie przepłacałam, miałam większy wybór, mogłam pójść tu i tam, mogłam się spotkać ze znajomymi, nie musiałam się nikogo prosić o zawiezienie gdzieś lub czekać po 3-4 h na autobus do domu, którym i tak wracałam do domu, gdy miałam wolne od zajęć. Wiecie, być u siebie, a być u kogoś to jest różnica. U siebie zdecydowanie lepiej. Jednak ten zgiełk miasta, ten ruch, przejeżdżające w nocy pod oknami samochody, przez które nie możesz zasnąć – to męczy. To mnie męczyło. I tak właśnie, we wsi lubię ten spokój, tą ciszę, to że nie ma tu takiego ruchu na ulicy jak w mieście, że można chodzić po całej drodze, przejść w każdym miejscu i nikt cię za to nie ukara mandatem. Za tą swobodę i to, że znam a przynajmniej kojarzę ludzi na ulicy. Z drugiej strony to przeszkadza, bo wszyscy o wszystkim wiedzą, a nie oszukujmy, nie każdy z każdym się lubi, a ludzie plotkują niemiłosiernie i bywają wścibscy. W mieście tego nie ma. Sąsiadom mówi się ,,dzień dobry” i tyle, bo się ich specjalnie nie zna. Jeśli ktoś chce się rozwijać i pracować w dobrze płatnej albo chociaż przyzwoicie płatnej pracy to jednak miasto i tu nie ma co dyskutować. Miasto to większe możliwości, a wieś, w której nie ma przychodni czy szkoły rzeczywiście ogranicza, ponieważ tak jest, że jeżdżą jedynie trzy autobusy, a  drogi są słabo odśnieżane i mało kiedy coś się tu dzieje, a jak się dzieje to żyją tym wszyscy mieszkańcy. Prawdą jest, że wszędzie ma się daleko. Do dwóch najbliższych miast powiatowych mam odpowiednio ok 20 km i ok. 27 km z połączeniem autobusowym jedynie do jednego. Nie wyjdę też do kina, czy knajpy, bo tu ich nie ma, ale mogę mieć warzywa ze swojego ogródka i też nie wydam tyle pieniędzy, bo nie mam na co. Na większe zakupy i tak jedzie się do jakiegoś supermarketu.

Podsumowując, życie na wsi nie jest łatwe, tym bardziej dla młodych osób, ale nie jest też takie najgorsze. Zależy, kto na co stawia i czy ma samochód. Z samochodem jest naprawdę łatwiej. Nadal jednak często trzeba wstać, kiedy za oknem jeszcze ciemno. To podobnie jak z wyjazdem za granicę. Niektórzy twierdzą, że jadą, aby zarobić, polepszyć swoją sytuację materialną, ale potem chcą wrócić do ojczyzny i w niej się zestarzeć.

Linki do obu artykułów:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,114757,21231615,jestem-ze-wsi-zaciagam-prawie-jak-ukrainiec-nie-mam-studiow.html

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,66725,21237649,szum-rzeki-i-las-nie-sa-w-stanie-zrekompensowac-trudow-zycia.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_wysokieobcasy

Hygge

Pierwszy wpis w nowym roku dobrze byłoby zacząć czymś przyjemnym i optymistycznym, dlatego gdy trafiłam w sieci na artykuł o ,,hygge”, postanowiłam o tym pojęciu poczytać więcej i je opisać.

,,Hygge” (czyta się jako hugge, hygr lub hyggy – trafiłam na takie wersje) – pochodzi z Danii, czyli z państwa, którego obywatele według statystyk są jednymi z najszczęśliwszych na świecie. Choć w Danii pojęcie to istnieje od dawna, w innych krajach Europy dopiero zaczyna zdobywać popularność. Powstaje wiele publikacji na ten temat. Wyczytałam, że taką pierwszą książką o ,,hygge” napisała Marie Tourel Soderberg i nosi ona tytuł ,,Hygge. Duńska sztuka szczęścia”.

Co to jest?

Nie ma jednoznacznej definicji, ale można powiedzieć, że są to ulotne chwile, które sprawiają przyjemność. Np. nasłuchiwanie jak deszcz uderza o szyby, bądź parapet (niektórzy lubią – ja lubię ;)), posiłek w gronie przyjaciół, czytanie dzieciom bajek czy też jesienny spacer, kiedy liście spadają pod nogi, możliwość poczytania książki po pracy. Do osiągnięcia ,,hygge” mogą się przydać: wspomniane już książki, świece, zdjęcia, różne przysmaki, pamiątki, prezenty od innych i … ciepłe skarpety.

Czym objawia się ,,hygge”?

- poczuciem wewnętrznego spokoju,

- poczuciem bycia w pełni w zgodzie ze sobą oraz światem,

- zadowoleniem z bycia tu i teraz,

- poczuciem spełnienia i harmonii.

Ja chyba doświadczyłam ,,hygge” podczas siedzenia nad jeziorem z siostrą w dniu Sylwestra i czekania aż mechanik odda mi auto. Taki mniej więcej miałyśmy widok:

20161231_134840

Tyle. ;)

Źródła:


http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1688434,1,moda-na-hygge-dlaczego-swiat-jest-tak-zafascynowany-dania.read


http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zrelaksuj-sie/hygge-poszukaj-szczescia-w-codziennych-przyjemnosciach_44181.html